A new beginning : Rozdział 16

Rozdział 16

Klaudia

alone-3 (5)

- Klaudia!!! – obudził mnie z głębokiego snu donośny krzyk Jongdae. Szybko wstałam na równe nogi nadal mając sklejone powieki i próbowałam zlokalizować skąd dochodzi wrzask. – Klaudia, chodź tu szybko! – był w łazience. W mojej głowie od razu zagościł scenariusz, że coś złego się stało Luke’owi. Kiedy przekroczyłam próg, okazało się, że w łazience znajdował się tylko Chen, co mnie uspokoiło.

- O co chodzi? Co się tak drzesz z samego rana? – spytałam zaspanym głosem pocierając powieki.

- Ty się jeszcze pytasz co się stało?! Nie dostrzegłaś pieprzonej zmiany w moim wyglądzie?! – odparł z pretensją w głosie.

Nie wiedziałam o co mu chodziło, ale w sumie jeszcze miałam zamglone oczy i byłam w stanie dojrzeć tylko jego sylwetkę. Dopiero po przetarciu oczu przekonałam się, co miał na myśli…

- Jezu Chryste!!! – wrzasnęłam zakrywając obiema dłońmi usta z przerażenia. Jongdae miał całą twarz w krostach. W dodatku były to stany zapalne, więc wyglądał jak autentyczny burak. Potrzebowałam chwili, aby dotarł do mnie ten widok. – Co… ci… się… stało?

- Skąd mam kurwa wiedzieć?! Ty mi powiedz lepiej, jak się tego pozbyć! – przez cały czas wymachiwał rękoma na wszystkie strony wyraźnie wściekły i przerażony. Aż bałam się podejść bliżej niego, ponieważ z tych nerwów mogłam niechcący dostać od niego w zęby.

- Czy to może być… trądzik? – spytałam czując jak zbiera mi się mimowolnie na śmiech, ale doskonale wiedziałam, że to mogłoby go jeszcze bardziej wkurzyć, więc starałam się opanować swoje emocje.

- Nie… nie… To niemożliwe! Ja już dawno z tego wyrosłem! A poza tym, jeśli nawet… Nie mogłem przecież dostać tylu pryszczy przez jedną noc, co nie?!

- Poczekaj… – ostrożnie położyłam dłoń na jego barku, aby się uspokoił. – Zamiast panikować, lepiej ustalmy przyczynę tego stanu. Czy jadłeś, brałeś, bądź nakładałeś coś na twarz co mogło wywołać te krosty?

- Nie… Na noc jedynie nałożyłem twój krem na twarz, bo miałem ją strasznie wyschniętą.

- Który krem?

- No ten…

Podał mi do ręki tubkę z szafeczki nad wanną, a ja od razu głośno westchnęłam i poczułam ogromną ochotę, aby wybuchnąć śmiechem.

- Chen… Czy ty wiesz do czego służy ten krem? – już nie wytrzymałam i się roześmiałam.

- No kremy zazwyczaj są po to, aby nawilżyć skórę, co nie?

- Jongdae… ale… to jest krem do depilacji…

Dostając histerycznego śmiechu, osunęłam się na ramieniu Jongdae zginając kolana, ponieważ zaczął już mnie boleć brzuch z tego wszystkiego. Mój mąż nadal był w wielkim szoku i myślał, że to się nie dzieje naprawdę.

- Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz? – pytał zdezorientowany.

- Nie.

- Ale… Jak ja teraz pójdę do pracy?!

- Nie wiem. Załóż maskę – oczywiście dalej się śmiałam, a on już dostawał piany.

- No bardzo to jest śmieszne! To nie ty masz twarz, jak pomidor!

- Bo ja w przeciwieństwie do ciebie, czytam etykiety produktów.

- Jezu… Jak ja wyjdę na zewnątrz? – Jongdae oparł ręce o brzeg umywalki i pogrążył się w rozmyślaniach.

- Chennie… – zwróciłam się do niego nieśmiało biorąc waciki i spirytus do ręki.

- Co?!

- Trzeba chyba to wycisnąć…

- Ty już mnie nie denerwuj i najlepiej wyjdź stąd!

- Jongdae…

- No co?!

- A jak ci to zostanie…?

- Nawet tak nie żartuj i idź już sobie!

Wyszłam z pomieszczania od razu udając się do pokoju Luke’a, który właśnie wstał. Wzięłam go w swoje ramiona i zaczęłam kołysać uśmiechając się do niego promiennie.

- Widzisz Luke? Twój tatuś to kompletny głupek.

 ***

- Czy ty wylałaś jakiś kwas na jego twarz? – spytał mnie przerażonym głosem Suho, który dzwonił akurat wtedy, gdy nagrywałam wspólny album z GD.

- Wiesz co… lubię od czasu do czasu zabawić się w sadomaso, ale nie do tego stopnia – odpowiedziałam sarkastycznie.

- Jako lider, muszę martwić się o członków zespołu. A zwłaszcza wtedy, gdy ich stan fizyczny… ekhm… nie pozwala im na udział w promocji.

- Kazałam mu iść do lekarza, ale ten się uparł, że nie pójdzie do żadnego szpitala. Niech teraz cierpi za swoją głupotę. Poza tym, nie macie na razie żadnego comeback’u, więc nie musi się nigdzie pokazywać.

- Ale żeby wejść do budynku na trening, musi przedrzeć się przez tłum gapiów. Dzisiaj nałożył na siebie worek jutowy, co oczywiście nas zdziwiło, do czasu aż go nie zdjął. Tylko weź pod uwagę opinię mediów. Co oni o nim napiszą?!

- Mówisz to w taki sposób, jakby to była moja wina! Jongdae sam się w to wpakował i niech się sam teraz z tego tłumaczy! – rozłączyłam się.

- Jakiś problem? – spytał G-Dragon nie ukrywając lekkiego uśmieszku.

- Jongdae nałożył na twarz krem do depilacji i teraz wygląda jakby miał trądzik.

- C-c-co?

- No właśnie to.

- O to mu współczuję…

- Z powodu jego stanu, czy tego, że jest taki głupi?

- I tego i tego.

Oboje się roześmialiśmy i wróciliśmy do pracy. Przygotowaliśmy razem sześć utworów, które melodią bardzo przypominały hity BIGBANG. Mogłam szczerze uznać, że nasz duet był genialnym pomysłem i już nie mogłam się doczekać kiedy w końcu zaprezentujemy owoc naszej wspólnej pracy w programach muzycznych.

- A jak w końcu skończyła się ta historia z drugim miesiącem miodowym Magdy i Sehuna? – spytał GD kończąc nagranie.

- Przez trzy dni nie było z nimi kontaktu, bo utknęli w zawalonym śniegiem domku. Ale spoko, już wrócili cali i zdrowi.

- Musieli przeżyć niezły horror…

- Dlaczego?

- Pewnie się martwili, że tam umrą.

- Czy ja wiem… Kręcili się raczej pomiędzy kuchnią a sypialnią…

- Magda opowiedziała ci ze szczegółami? – spytał unosząc kilka razy brwi do góry dorzucając perwersyjny uśmieszek.

- Chodzi ci o…

- No wiesz co.

- Yah! Jiyong! – uderzyłam go otwartą dłonią w ramię. – Nie myśl, że będę ci ujawniać szczegóły z ich życia intymnego.

- I tak robili już to przed ślubem, więc to nie żadna świętość.

- Ale ty nie jesteś przyjacielem Magdy, który mógłby wiedzieć o takich szczegółach!

- Ale ty jesteś jej przyjaciółką. Wy o tym rozmawiacie. Ja jestem twoim przyjacielem i mam prawo to wiedzieć w imię naszej przyjaźni.

- Gadasz bez sensu… – wywróciłam oczami.

- No weź powiedz… – dodał błagalnym tonem i złożył usta w dziobek, co na pewno rozczuliłoby niejedną dziewczynę.

- A ty chcesz o tym wiedzieć, bo cię to kręci, czy chcesz nabrać doświadczenia?

- Jestem bardziej doświadczony, niż ta dwójka. Po prostu jestem ciekawy pikantnych szczegółów.

- Skoro jesteś taki doświadczony w tym temacie, to może lepiej ty mi opowiedz o swoich miłosnych podbojach – zatrzepotałam rzęsami opierając brodę o oparte na łokciach ręce w oczekiwaniu na jego wypowiedź.

- Nie ma mowy – odparł zdecydowanym tonem.

- Oj no weź… Jeśli nie będę znać szczegółów, nie będę miała podstawy aby przyznać, że masz więcej doświadczenia.

- Lepiej nie naciskaj, bo skasuję zaraz wszystkie nagrania i zniszczę teksty!

- Nie ośmielisz się!

- Jesteś tego pewna?

- Jestem, bo jesteś równie zadowolony z naszej pracy, co ja. Szkoda ci będzie wyrzucać taki dobry materiał do śmieci.

- Czasem mam ochotę cię udusić za to tą twoją wszechwiedzę…

- Wiem – puściłam mu oczko, a ten uśmiechnął się słodko.

Skończyło się na tym, że zaczęliśmy zwierzać się z naszych osobistych seksualnych przygód, oraz naszych znajomych. Dowiedziałam się wielu ciekawych i zaskakujących faktów, na temat pozostałych członków BIGBANG. Nie czułam nawet zażenowania rozmawiając o tych sprawach z chłopakiem. Pewnie dlatego, iż sama zostałam mężatką i matką…. I chyba właśnie wtedy to do mnie dotarło… Jak to się stało, że jeszcze nie tak dawno z łatwością dostawałam rumieńców, gdy tylko jakiś chłopak do mnie zagadał. Pamiętam pierwszy raz, kiedy Chen się ze mną kochał… Zaraz… Jak to się stało?… A! Był wtedy chory i leżał w łóżku. Dzisiaj też jest… w pewnym sensie. Boże! I chwilę przed tamtym zdarzeniem chodziłam jeszcze z Suho! A dzisiaj rozmawiamy ze sobą jak bliscy przyjaciele. To było aż niewiarygodne. Wspominając pierwsze spotkanie z EXO, doszłam do wniosku, że moje obecne życie jest wynikiem szczęścia, które spotkało mnie i Magdę przypadkowo. Od razu zebrało mi się na sentymenty i postanowiłam wysłać do wszystkich wiadomości z podziękowaniem, że są przy mnie. Jedynie Jongdae dostał inną z wyznaniem miłości. Zrozumiałam, że zdecydowanie zbyt rzadko mu to mówię sama z siebie. Kiedyś jeszcze bym się wstydziła powiedzieć to pierwsza, ale teraz nie jestem już nastolatką. Ani się obejrzałam, a minęły już dwie godziny naszego plotkowania, więc zebrałam się do wyjścia.

W drodze do mojego auta, zauważyłam znaną mi sylwetkę. Od razu stanęłam w miejscu, gdy rozpoznałam, że to Sehun… z jakąś dziewczyną. Miałam dziwne wrażenie, że ją skądś znam, tylko… kto to może być?… A! Już wiem! To Daeun z 2EYES. Znałam ją, ponieważ to przyjaciółka Hun’a ze szkoły, ale jeszcze nigdy ich nie widziałam razem. To mnie nieco zdziwiło…

***

Wróciłam do domu nieco zmęczona, ale na widok Luke’a uśmiechniętego od ucha do ucha, dostałam przypływu pozytywnej energii. Wzięłam go na ręce odbierając tym samym z pleców Baekhyun’a, który najwyraźniej robił za jego konika.

- Cześć mój skarbie – powiedziałam czule do mojego synka i ucałowałam go w policzek.

- Wow wow wow! – zaoponował Baek posyłając mi uwodzicielskie spojrzenie. – Wiem, że ty i Jongdae miewacie trudne chwile, ale tak od razu zwracać się do mnie skarbie? Najpierw mnie zaproś na randkę, jeśli chcesz znaleźć pocieszenie w moich ramionach – zatrzepotał rzęsami głupio się uśmiechając a ja od razu uderzyłam z całej siły pięścią w jego ramię. – Ała! To bolało!

- I dobrze! Wiem, że ty nie jesteś zdrowy umysłowo, ale przynajmniej nie wal takimi tekstami przy dziecku.

- On i tak jeszcze nie jest w stanie nic zrozumieć.

- Co nie znaczy, że możesz mówić przy nim wszystko co ci ślina na język przyniesie… Twój chrzestny nie jest normalny, dlatego nie bierz z niego przykładu – oznajmiłam mojemu synkowi cały czas się uśmiechając. – Nie miałeś z nim większych kłopotów? – spytałam Baekhyun’a.

- Nie… skądże… – odparł nieco ironicznie.

 

Sześć godzin wcześniej:

- Dlaczego ja? – spytałem grymasząc jak małe dziecko, co było moim typowym odruchem, gdy nie chciałem czegoś zrobić z całego serca. Myślałem, że i tym razem moje aegyo zadziała, ale najwidoczniej Klaudia była odporna na mój urok osobisty.

- Bo jesteś ojcem chrzestnym Luke’a i jest to twoja powinność! – odparła stanowczo. Jak to ona.

- Magda jest matką chrzestną. Dlaczego ona nie może z nim zostać?

- Bo jest na promocji w Chinach, jakbyś nie wiedział. Muszę się zjawić dzisiaj w wytwórni, tak samo jak Jongdae, który przeżywa drugi okres dojrzewania.

- I przez wasze obowiązki, to ja muszę cierpieć?

- Nie przesadzaj… – westchnęła. – To nie potwór, tylko dziecko. Ja już lecę. Pa, pa!

Ucałowała Luke’a i pomachała mi na pożegnanie. Jak tylko zostałem sam z tym małym brzdącem, westchnąłem ciężko patrząc w jego wielkie, niewinne oczy. Jak ja sobie do cholery poradzę z małym dzieckiem?! Niby Klaudia ma wrócić za parę godzin, a ja nawet nie wiem, czy pół godziny przeżyję! Tak się cieszyłem, że Chen z nią wybrali mnie na ojca chrzestnego, ale myślałem, że będę się z nim tylko bawił przychodząc w gości i kupował fajowe prezenty. Nie pisałem się na bycie pełnoetatową nianią.

Dobra! Weź się Baek w garść! W końcu, to tylko miniaturowy człowiek. Podszedłem do niego i klęknąłem gdy ten siedział na wykładzinie bawiąc się klockami.

- Słuchaj Luke, zawrzyjmy umowę. Będziesz się dobrze zachowywał, a ja w zamian kupię ci wypasiony, sportowy wóz, którym będziesz wyrywał laski z przedszkola, ok? Co prawda jeszcze minie około trzech lat zanim cię tam rodzice wyślą, ale przynajmniej będziesz już miał czym zrobić dobre wrażenie pierwszego dnia. To co, umowa stoi? – chłopiec popatrzył na mnie nieco zdziwiony lekko potakując głową. – Czyli tak? Ok, to co chcesz teraz robić?

Zacząłem się bawić z nim klockami, ale po paru minutach sam to przerwałem, ponieważ Luke co chwila brał plastik do buzi i bałem się, że sobie zrobi krzywdę. Zamiast tego, zacząłem robić głupie miny, aby rozśmieszyć malca i to mu się najwidoczniej podobało. W pewnym momencie, niespodziewanie się rozpłakał. To mogło oznaczać tylko dwie rzeczy. Albo narobił w pieluchę, albo chciał żreć. Nie śmierdział na szczęście, dlatego zaniosłem go do kuchni, żeby go nakarmić. Ile ja się namęczyłem, aby zjadł chociaż jedną łyżeczkę kaszki. Gdy ten nadal wybrzydzał, sam spróbowałem, aby mu pokazać, że to nie trucizna.

- Co za gówno! – wyplułem robiąc kwaśną minę. Jak oni mogą podawać takie świństwo dziecku?! Ohyda!

Oczywiście nie dało się go zmusić do zjedzenia tego, więc zadzwoniłem do swojej mamy po radę. Ta dała mi przepis na domowy kleik twierdząc, że w dzieciństwie się tym zajadałem. No tego to raczej nie mógłbym pamiętać, ale wierzyłem jej na słowo. Luke co prawda z początku grymasił, ale ostatecznie zjadł wszystko. Byłem z siebie dumny! Znowu zacząłem się z nim bawić podrzucając go co i raz do góry. Tak mu się to podobało, że rechotał jak duża żaba. Do momentu, kiedy nie zwrócił swojego posiłku wprost na moją twarz i t-shirt…

Odstawiłem go na chwilę do kojca, aby się wymyć z tych rzygów. I tak mi się nie udało pozbyć tego smrodu… Super! A wieczorem byłem umówiony na randkę z Taeyeon! Będzie mnie omijać szerokim łukiem, jeśli będę tak capił! Wróciłem do tego malca, który zgotował mi kolejną niespodziankę w postaci kupy.

- Jezu Luke! Czy ty musisz zwracać posiłek obiema drogami?!

Przewinąłem go z jeszcze większym trudem, niż zdołałem wcześniej nakarmić. Co chwila miałem wrażenie, że to ja będę następnym, który zwymiotuje.

Mając wielką nadzieję, że ten smrodziuszek się zmęczył i pójdzie spać, jak na złość znowu chciał, abym się z nim bawił.

- Jesteś taki sam, jak twój ojciec! Was obu rozpiera energia!

I tak zacząłem ganiać z nim, usadowionym na moich barkach po całym domu. Do czasu, aż nie weszło do salonu moje wybawienie w postaci Klaudii.

 ***

Baekhyun zapewnił mnie, że nie miał z Luke’iem większych problemów, ale i tak posłałam mu podejrzliwe spojrzenie. Przeniosłam wzrok na mojego synka, który najwidoczniej chciał coś powiedzieć. Zagościła we mnie nadzieja, iż usłyszę słowo mama.

- Gów… no – z zaskoczenia odebrało mi mowę. Zanim zdążyłam złapać Baekhyun’a w swoje ręce, ten pochwycił już swoją kurtkę i udał się w stronę drzwi.

- To ja już będę leciał. Pa! A o samochodzie możesz zapomnieć – oznajmił patrząc na moje dziecko i po prostu wyszedł w panice.

- Ehh… – westchnęłam głęboko kołysząc Luke’a w swoich ramionach. – Mam zgotować twojemu wujkowi szybką, czy powolną śmierć? – mój synek roześmiał się przygryzając rozkosznie swoje małe paluszki, co sprawiło, że cała złość ze mnie uleciała. Zaczęłam czule całować jego zaróżowione policzki, gdy nagle do domu wpadł zdyszany Jongdae.

- Co się stało?! – spytałam przerażona.

- To ty mi powiedz co się stało! – odparł równie zdenerwowanym głosem. – Ty umierasz?!

- … Co?! Skąd ci to…?!

- Jak tylko przeczytałem twojego sms-a, wybiegłem z wytwórni jak oparzony, aby czym prędzej się z tobą spotkać. Coś ci jest? – spytał przybliżając się do mnie.

- Nic mi nie jest. Dlaczego pomyślałeś, że umieram?

- Piszesz mi taką sentymentalną wiadomość, więc automatycznie pomyślałem, że coś złego się stało. Że… dowiedziałaś się, iż umierasz i chciałaś przekazać mi swoje ostatnie słowa…

- Jangdae… To, że napisałam ci wiadomość z wyznaniem swoich uczuć, nie znaczy, że coś się stało.

- Ale to nie w twoim stylu.

- Wiem, ale uznałam, że… za rzadko ci to mówię… – schowałam zawstydzoną twarz w brzuszku Luke’a, ale Chen od razu odchylił moją głowę do tyłu, aby złożyć na moich ustach namiętny pocałunek.

- Kocham cię – wyszeptał uśmiechając się lekko, co ja również uczyniłam.

- Jak tam Luke? Dałeś do wiwatu swojemu wujkowi dzisiaj? – Jongdae automatycznie zmienił temat gładząc czule naszego synka po głowie.

- Gów… no – no nie… Już go chyba tego nie oduczę. Mój mąż spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

- Spytaj Baek’a, nie mnie, skąd zna te słowo – odpowiedziałam na zadane przez niego w myślach pytanie.

Poczułam w kieszeni wibrujący telefon, więc czym prędzej oddałam dziecko Jongdae. Dzwoniła Magda.

- Tak? – rzuciłam do słuchawki.

- Masz raka! – to nie zabrzmiało jak pytanie, lecz stwierdzenie.

- A ty jesteś moim lekarzem, że stwierdzasz u mnie śmiertelną chorobę?

- Nie rób sobie jaj! Lepiej mi powiedz, co się dzieje!

- A co ma się dziać?

- No to ja próbuję z ciebie wyciągnąć, co się stało! Piszesz mi takiego miłego sms-a, co świadczy o tym, że szykujesz się na swoją własną śmierć!

- Ja nie… Poczekaj chwilę, bo mam telefon na drugiej linii… Słucham?

- Gdzie ty jesteś?! Co się stało?! Miałaś wypadek?! – usłyszałam po drugiej stronie spanikowany głos Daehyun’a.

- Nic mi… Poczekaj, mam kolejne połączenie… Tak?

- Klaudia, czy ty…?! – rozpoznałam w słuchawce głos przerażonego Jungkook’a.

- Ludzie! Ja tylko chciałam wam powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczna, że jesteście moimi przyjaciółmi!!!

 ***

Po skończonym występie z GD, promującym nasz pierwszy wspólny album, udałam się do garderoby krzycząc i skacząc za szczęścia, iż udało nam się zgarnąć nagrodę. Jiyong’a bawiła moja dziecięca radość, ale miałam to gdzieś. Wiedziałam, że w głębi ducha cieszył się równie mocno, co ja, ale chciał zachować image twardego chłopaka.

- Chcesz uczcić nasz sukces w pobliskim barze? – spytał uśmiechając się.

- Nie powinnam pić, tak samo jak ty, skoro jutro mamy kolejny występ – odparłam. – A poza tym, kto będzie prowadził wtedy samochód?

- Nie musimy się od razu upijać. Symboliczny kieliszek, ok? I odwieźć do domów nas może taksówka. W końcu, pieniędzy nam nie brakuje – puścił mi oczko tym samym owijając mnie wokół swojego palca.

- Masz rację. Tylko się przebiorę i wezmę torebkę.

- Ok.

Udałam się do swojej garderoby i po szybkim ogarnięciu, napisałam wiadomość do mojego ukochanego, że będę nieco później w domu. Wychodząc z powrotem na korytarz, dostrzegłam sylwetkę Sehun’a. Zdziwiła mnie jego obecność tutaj, ponieważ EXO nie miało obecnie żadnego comeback’u. Dyskretnie zaczęłam go śledzić, jak udaje się do jednej z sal. Podeszłam na paluszkach do uchylonych drzwi, na których widniał napis 2EYES WARDROBE. Miały akurat występ tego samego dnia, chociaż moim nieskromnym zdaniem, ich nowa piosenka, wcale nie była powalająca. Spojrzałam dyskretnie przez szparę i ujrzałam Sehun’a, jak… całuje… się… z… Daeun!

- Gotowa?

- Ła! – podskoczyłam do góry jak oparzona chwytając się za klatkę piersiową, gdy GD postanowił mnie nieświadomie przestraszyć.

- Tak… jestem gotowa.

 ***

Cieszyłam się na wyjście z Jiyong’iem. Był ode mnie sporo starszy, dlatego traktowałam go jak autorytet, którego mogłam się poradzić w każdej kwestii. Jednak po tym, co pół godziny temu ujrzałam i co zdenerwowało mnie nie na żarty, mój entuzjazm zniknął w parę sekund. Chciałam przestać o tym myśleć. Najchętniej wymazać ten okropny obrazek z pamięci. Myślałam, że kolejne shoty mi w tym pomogą, jednak było zupełnie na odwrót. GD patrzył na mnie przerażonym wzrokiem, gdy coraz bardziej się upijałam, aż w końcu zabrał głos.

- Klaudia, co się stało? Znam cię już na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie lubisz pić alkoholu. Jak już, to symbolicznie – powiedział zmuszając mnie, abym spojrzała mu prosto w oczy.

- Ji… – w tamtej chwili byłam już lekko wstawiona. Poza tym, chciałam wygadać się osobie, która mogła posłużyć mi dobrą poradą, a jednocześnie była osobą bezstronną. – Co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że partner twojego najbliższego przyjaciela go zdradza?

NOTKA OD AUTORKI:

Wiem, długo czekaliście, ale w końcu pojawił się nowy rozdział;) Mam nadzieję, że się podobało;)

P.S. Kto wybiera się na ponowny koncert B.A.P w Polsce?;)

Prawda czy wyzwanie (BTS – Jimin)

perfect Park Jimin

Nerwowo zaczęłam uderzać paznokciami o blat stolika. Umówiłam się na spotkanie z moja przyjaciółką w kawiarni, ale przybyłam nieco wcześniej, ponieważ jadąc na miejsce następnym autobusem pewnie bym się spóźniła. Zamówiłam herbatę i zaczęłam ją siorbać w oczekiwaniu na przybycie Lilly. Nagle, spostrzegłam jak czyjaś sylwetka zatrzymuje się przy moim stoliku i jakoś nie odchodzi w inną stronę, więc uniosłam wzrok do góry i ujrzałam Chodzącą Wisienkę. A konkretniej, roześmianego chłopaka o czerwonych włosach. Z racji tego, że wciąż nade mną stał i się lampił jak jakiś psychol, pokręciłam głową i zrobiłam grymas na twarzy pytający o co mu chodzi.

- Hejka! – przywitał się ożywczo siadając naprzeciwko mnie.

- Ej, czekam tu na kogoś, więc spadaj z łaski swojej! – odparłam gniewnym tonem.

- Wiem, ponieważ to na mnie czekasz – puścił mi oczko, a mi podskoczyło ciśnienie.

- Sorry, facet, ale ja nie przyszłam tu, aby kogoś poderwać, tylko jestem umówiona z moją koleżanką. Spróbuj podbić do jakiejś innej dziewczyny.

- To na mnie czekasz Tiffany.

- Skąd znasz moje imię?! – spytałam robiąc wielkie oczy. Czy to jakiś zboczeniec? Śledzi mnie, że zna moje personalia?

- Od twojej przyjaciółki, Lilly. To z nią masz się tu spotkać. A tak naprawdę to ze mną jesteś umówiona.

- Czekaj… Czy ty chcesz mi powiedzieć, że to spotkanie zostało przez nią zaaranżowane?

- Dokładnie. Umówiła nas na randkę w ciemno. No… może nie tak do końca, bo ja wiem o tobie dość sporo od niej, ty zaś o mnie nic.

- Ja…ją…uduszę!!!

Pochwyciłam szybko komórkę i po odblokowaniu ekranu, chciałam od razu wysłać jej sms-a z groźbą, że ją zabiję, ale zauważyłam, że ta w tym czasie zdążyła mi napisać wiadomość.

Nie ma za co;)

To było pewne. Dla mnie, ona już nie istniała.

- Więc… Może się w końcu zapoznamy bliżej? – Spytał chłopak posyłając mi promienny uśmiech i wytrącając mnie tym samym z rozmyślań, jaką przyczynę śmierci podadzą w nekrologu Lilly.

- Nie obraź się, ale nie mam ochoty póki co na romanse. A już tym bardziej na te aranżowane przez kogoś. – oznajmiłam przepraszającym tonem, wstając z siedzenia i udając się w stronę wyjścia nie zważając nawet na niedokończony przeze mnie napój.

Szybko ktoś pochwycił mnie za rękę, gdy odwróciłam wzrok. Okazało się, że to nowo poznany chłopak, którego twarz właśnie znajdowała się parę centymetrów od mojej. Pomimo faktu, że go kompletnie nie znałam i tym bardziej nie chciałam poznać bliżej, w tamtym momencie zrobiło mi się gorąco i oblałam się rumieńcem. Od razu spuściłam wzrok nie chcąc, aby to spostrzegł.

- Dlaczego nie chcesz mnie poznać bliżej? – spytał robiąc trochę smutną minę, co pewnie rozczuliłoby niejedną dziewczynę. W tym niestety mnie.

- Nie jesteś w moim typie.

- Bo? Nawet mnie nie znasz, więc nie możesz stwierdzić, że do ciebie nie pasuję.

- Widzę to spoglądając na ciebie. Typ luzaka. Zapewne niezły z ciebie flirciarz. Podobasz się wielu dziewczynom i to ci się podoba. Szukasz kobiety na przelotny romans, a nie poważny związek. Ja nie jestem z takich, więc będzie lepiej, jak nawet nie zaczniemy tej znajomości i unikniemy niezręcznych sytuacji…

- Poczekaj! – zatrzymał mnie, zaciskając dłoń na moim nadgarstku. – Mam propozycję. Wysłuchasz mnie?

- Ok.

Zaprowadził mnie z powrotem do stolika i wyłożył kawę na ławę, co mnie utwierdziło w przekonaniu, że ten dzieciak nie dbał o wszelkie zasady przyzwoitości i że moje pierwsze wrażenie na jego temat nie było omylne. Słuchałam z powagą na twarzy tego, co miał mi przed chwilą zaproponować.

- Zagramy w grę, która będzie trwała powiedzmy… – wyciągnął komórkę z kieszeni zapewne sprawdzając godzinę. – do szesnastej. Po tym, stwierdzimy, czy chcemy to dalej kontynuować. Jeśli tak, czas pokarze, jak nasze losy się potoczą, jeśli nie, rozejdziemy się w swoje strony i już nigdy nie spotkamy. Co ty na to?

- A cóż to za gra, która będzie trwać ponad cztery godziny? – odparłam pytająco.

- Prawda czy wyzwanie.

- Chyba kpisz… – prychnęłam odwracając wzrok. – Dlaczego bym miała przystać na twoją propozycję?

- Bo tak naprawdę chcesz to zrobić. Wciąż tu za mną siedzisz. Równie dobrze, mogłabyś już wcześniej wyjść trzaskając przy tym drzwiami.

- Ty naprawdę jesteś zbyt pewny siebie…

- To moja wada i zaleta jednocześnie. A jaka jest twoja?

- Jestem zbyt ufna.

- Zauważyłem – odparł puszczając do mnie oczko i posyłając szyderczy uśmieszek. Musiałam przyznać… ta Chodząca Wisienka umiała nieźle bajerować.

- Deal! – wyciągnęłam dłoń w jego stronę na przypieczętowanie umowy, którą niezwłocznie ujął.

- Na twoje pierwsze, zadane w myślach pytanie odpowiadam, Jimin.

- Słucham?

- Zapewne chciałaś się mnie spytać jak mam na imię.

- Wcale nie. Byłoby ciekawej gdybym go nie znała. I zapewne ułatwiłoby mi sprawę, ponieważ z góry zakładam, że nic z tego nie będzie.

- Ty pierwsza – oznajmił wskazując dłonią, abym zaczęła.

- Prawda, czy wyzwanie?

- Prawda.

- Ok…Ile miałeś dziewczyn?

- Chodzi o poważne związki?

- A miałeś w ogóle takie?

- Dlaczego mnie tak surowo oceniasz?

Właśnie zdałam sobie sprawę, że moje zachowanie było odrzucające. Musiał być nieźle zdeterminowany, jeśli wciąż tu ze mną siedział. Spuściłam wzrok.

- Przepraszam. Nie powinnam była cię od razu oceniać – dodałam skruszonym głosem.

- Spoko. Miałem dwie dziewczyny. Teraz moja kolej. Prawda, czy wyzwanie?

- Prawda.

- Ile miałaś lat jak kogoś pocałowałaś?

- Szesnaście.

- A w jakich okolicznościach? – spytał wyraźnie zaciekawiony tym wydarzeniem. Od razu uderzyłam go lekko pięścią w ramię.

- Łamiesz zasady! Można zadać tylko jedno pytanie.

- No dobra, dobra… Pytanie.

- Czy zdarzyło ci się nasikać do basenu?

- Wow! Moja dziewczyna się rozkręca! Właśnie o takie pytania mi chodziło! High five! – wykrzyczał unosząc dłoń do góry. Roześmiałam się serdecznie i przybiłam z nim piątkę. – Tak.

- Naprawdę, nasikałeś do basenu?! – podniosłam z zaskoczenia głos, co zwróciło uwagę innych klientów restauracji. Od razu zapadłam się w siedzenie zawstydzona.

- Wielkie dzięki za oznajmienie tego faktu całemu światu! – rzucił surowym tonem posyłając mi mordercze spojrzenie.

- Sorka…

- Za karę musisz podjąć tym razem wyzwanie.

- Ok… – już się zaczęłam bać, co takiego mi wymyśli.

- Zatańcz makarenę.

- No nie… – zrobiłam kwaśną miną, ale ten ani myślał o postawieniu innego zadania.

- No tak!

Wstałam z miejsca i poprosiłam go, aby zapodał bit. Od razu zrobiłam się czerwona na twarzy ze wstydu wykonując podstawowe ruchy. Wszyscy się na mnie gapili jak na wariatkę, a ja chciałam się zapaść pod ziemię.

- To było urocze – podsumował klaskając w ręce i uśmiechając się słodko.

- Raczej obciachowe.

- Teraz ty mi wymyśl wyzwanie.

- Stań na rękach!

- Pśśś… łatwizna.

Rzeczywiście, bez problemu wykonał zadanie i utrzymał się w tej pozycji ładnych parę sekund. Jednak, zbyt pochopnie oceniłam jego sprawność fizyczną i zaczęłam utwierdzać się w przekonaniu, że w tej grze, to ja będę najbardziej poszkodowaną uczestniczką.

- To co, Tiffany? Prawda, czy wyzwanie?

- Prawda.

- Dwie rzeczy które byś zabrała na bezludną wyspę.

- Cóż… Nadajnik GPS i jakąś książkę dla zabicia czasu w oczekiwaniu na pomoc.

- Dobre – przyznał śmiejąc się serdecznie. To było dziwne, ale zaczął mi się podobać sposób, w jaki się śmiał. Mogło to oznaczać tylko jedno…Zaczęłam go lubić… – Proszę o wyzwanie.

- Pomalujesz usta szminką i zostaniesz tak do końca gry – oznajmiłam władczym tonem patrząc prosto w jego oczy, które od razu wyraziły obawę.

- Ty chyba sobie jaja robisz?!

- Mówię poważnie.

- W życiu tego nie zrobię!

- Chcesz złamać zasady? – spytałam posyłając mu przenikliwe spojrzenie, na które westchnął głośno i załamał ręce.

- Wiesz… Zazwyczaj noszę ze sobą cały zestaw kosmetyków, ale dziś jakoś zapomniałem spakować do kieszeni – oznajmił sarkastycznie.

- To nie problem. Pomaluję cię moją – wyjęłam pośpiesznie z torebki czerwoną szminkę.

- Chcesz żebym cię pocałował pośrednio? – spytał unosząc kilka razy brwi do góry, a ja uderzyłam w jego czoło otwartą dłonią.

- Idiota! Dawaj usta!

Miałam niezły ubaw malując jego wargi czerwoną szminką. Aby efekt był bardziej wyrazisty, obrysowałam je kilka razy, po czym podałam mu lusterko, aby się w nim przejrzał.

- Wyglądam jak jakiś pedał… – powiedział patrząc na mnie spode łba.

- Moim zdaniem wyglądasz przepięknie. Pasuje ci do koloru włosów – odparłam dokuczliwym głosem śmiejąc się z niego w niebogłosy. – Wyzwanie poproszę pięknisiu.

- Poliż ścianę.

- Że co?! – spytałam nie dlatego, że nie dosłyszałam, lecz dlatego, że nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie powiedział.

- Którąkolwiek chcesz. Idź i poliż. Wystarczy raz.

- Przeginasz Jimin…

- Zapomniałaś, że jestem zbyt pewny siebie?

To było niesamowite. Ten koleś, coraz bardziej mnie wkurzał, a jednocześnie zbliżał do siebie. Czułam, że to się źle skończy. Zrobiłam to, o co prosił. Po tym, ten zażyczył sobie prawdę. Chciałam zrobić mu na złość, więc zadałam pytanie, którego zapewne się nie spodziewał, lub nie chciał usłyszeć.

- Uważasz, że jestem ładna?

Jimin spojrzał się w moje oczy i przyjął obojętny wyraz twarzy. Najgorsze było to, że czułam, iż odpowiada zgodnie z prawdą.

- Tak – powiedział cicho, a ja szybko zażyczyłam sobie wyzwanie, aby uniknąć niezręcznej ciszy, ponieważ sama na jego wyznanie poczułam w środku uderzenie gorąca. – Złap się za tyłek i pokręć nim pięć razy.

W jednej chwili się uśmiechnęłam i wykonałam zadanie mając przy tym niezły ubaw. Chłopakowi najwyraźniej podobało się to, ponieważ wiwatował przy moim wyczynie. Zaczęłam odczuwać przyjemność z tej gry, ponieważ nie zwracałam już uwagi na patrzących się na mnie ludzi.

- Teraz ty masz zatańczyć z mopem! – oznajmiłam mu, a ten posłusznie wstał i chwycił za stojący przy ścianie mop. Zaczął udawać, że to jego partnerka i jeździł z nim po całym lokalu, wykonując ruchy na wzór tańca towarzyskiego. Po wszystkim, ukłonił się, a ja biłam mu brawo, śmiejąc się przy tym serdecznie.

- Zaczynam darzyć cię szacunkiem, za wymyślanie coraz to ciekawszych wyzwań – powiedział pogodnie siadając naprzeciwko mnie.

- Wierz mi, potrafię uprzykrzyć komuś życie – posłałam mu oczko.

- Ja bym powiedział, że raczej ubarwić. To co sobie życzysz?

- Pytanie.

- Jakie jest twoje najskrytsze marzenie?

- Hmm… W sumie to, nie mam wygórowanych marzeń. Najbardziej to… chciałabym się w kimś zakochać.

Zawstydziłam się nieco przy tej odpowiedzi, ponieważ powiedziałam prawdę. Jimin uniósł dłonią moją schyloną w dół głowę łapiąc delikatnie opuszkami palców za mój podbródek.

- Nie ma się czego wstydzić. Też mam takie marzenie. A teraz chcę pytanie.

- O czym teraz myślisz?

- Szczerze?

- Czy nie na tym polega ta gra, aby mówić tylko prawdę?

- Kombinuję, jak cię pocałować…

Nie wiem, dlaczego w myślach odparłam: Więc to zrób. Ale szybko wróciłam myślami do rzeczywistości. Chociaż, to, że mi o tym powiedział, zamiast dać mi wyzwanie, żebym sama go pocałowała, zaczęło mnie lekko zastanawiać…

- Pytanie poproszę – oznajmiłam zdenerwowanym głosem. Ten oparł się plecami z powrotem o siedzenie i uśmiechnął się złowieszczo.

- Jaki kolor bielizny masz na sobie?

- Ty zboczeńcu! – uderzyłam go pięścią w klatkę piersiową ukrywając z trudem śmiech.

- Ała! To bolało! No weźźź… Odpowiedz. Mam ci przypominać o zasadach gry?

- Nie musisz. Ehh… czarną.

- Łeee… Myślałem, że powiesz, że czerwoną… – powiedział krzyżując ręce na piersiach w oznace niezadowolenia. Wyglądał teraz jak obrażone, pięcioletnie dziecko.

- A co by to zmieniło? Podnieciłoby cię bardziej?

- Jak ty mnie dobrze znasz – na jego buzi pojawił się złośliwy zaciesz.

- W ogóle cię nie znam!

- Ale zaczynasz się do mnie przyzwyczajać. Widzę to…

- W takim razie, jesteś chyba ślepy. Prawda, czy wyzwanie?

- Prawda.

- Co byś zrobił gdybyś był niewidoczny przez jeden dzień?

- Obserwowałbym cię jak bierzesz kąpiel.

- Ja ciebie chyba zamorduję!

Wyskoczyłam do niego z łapami, a ten zaczął się bronić śmiejąc się przy tym na całe gardło. Zaczął mnie łaskotać skutkiem czego poddałam się i z bezsilności wylądowałam na jego kolanach. Tkwiliśmy tak przez parę sekund będąc blisko siebie i spoglądając wzajemnie na nasze twarze z zaskoczeniem. Postanowiłam wstać w końcu i wrócić na swoje miejsce. Gdy odchodziłam, dłoń Jimin’a nadal trzymała moją w lekkim uścisku i nie miała zamiaru jej puścić.

- Jimin? Moja ręka…

- A tak, sorry… – rzekł zupełnie, jakby budząc się z jakiegoś transu i puścił posłusznie moją dłoń. – To co chcesz?

- Wyzwanie.

- Powiedz mi komplement.

- Jesteś przystojny.

- Myślisz, że uwierzę w to kłamstwo?

- Ja od początku gram fair i odpowiadam zgodnie z prawdą. Więc co chce mój towarzysz, jako następne? – czemu tak go nazwałam?

- Wyzwanie.

- Dotknij części ciała, która ci się we mnie najbardziej podoba?

Od razu wyciągnął łapy naprzód i chwycił obiema dłońmi moje piersi. Posłał mu spojrzenie, pełne politowania.

- Serio? – spytałam.

- No co? To twoja wina! Myślałaś, że czego dotknę?

- Nie wiem… Mojej twarzy?

- Ona też mi się podoba ale chyba sama rozumiesz… Druga okazja, aby dotknąć twoich cycków może mi się nie przytrafić.

- Oj wierz mi, że na pewno ci się nie przytrafi! I zabieraj te łapy! – wykrzyczałam bijąc jego dłonie. – Wyzwanie poproszę mały zboczuszku!

- Masz kogoś bajerować przez minutę. Wybierz sobie któregoś z facetów przy barze – oznajmił wskazując ręką w stronę baru.

- Dlaczego mam wrażenie, że ta gra zrobiła się niebezpiecznie intymna?

- Oboje sprawiamy, że taka jest – znowu puścił do mnie oczko, a ja o dziwo, odpowiedziałam mu tym samym.

Wstałam dumna i podeszłam do niskiego chłopaka w okularach. Spostrzegłam, że ubiera się jak typowy nerd, więc uznałam, że będzie łatwą ofiarą. Co chwilę spoglądałam na Jimin’a, który uważnie mi się przyglądał, a ja w odpowiedzi posyłałam mu uwodzicielski uśmiech.

- Hej – rzuciłam pogodnie do nieznajomego chłopaka. – Założyłam się o coś z moim przyjacielem, więc przez minutę będę udawać, że cię podrywam. Pomożesz mi w tym?

- Eee… Ok… – odparł wyraźnie zdziwiony tym, co mu powiedziałam. Odbębniłam te sześćdziesiąt sekund co chwila udając, że posyłam nieznajomemu uwodzicielski uśmiech i kilka razy musnęłam dłonią jego udo.

- Zadowolony? – spytałam dołączając z powrotem do mojego towarzysza.

- W pewnym sensie – wzruszył ramionami. – Wolałbym być na miejscu tego chłopaka.

- Tyle to akurat sama wiem. To może wyznaczajmy sobie teraz już tylko wyzwania? Tak jest ciekawej! – oznajmiłam klaszcząc w ręce.

- Widzę, że ci się spodobało – odparł wyraźnie dumny z siebie. – Ok. Dawaj, mała!

- Tylko nie mała!

- Przepraszam… Tiffany.

- Złap tamtego faceta za tyłek.

Wskazałam palcem na grubasa przy barze, a Jimin spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach.

- Czy ciebie do reszty pogięło?!

- Żebyś wiedział – przygryzłam dolną wargę nie mogąc powstrzymać śmiechu i już po chwili mogłam podziwiać, jak chłopak nieśmiało podchodzi do baru i próbuje złapać dłonią obleśnego kolesia za tyłek. Miałam taką z niego polewę, że chciałam nagrać tą całą akcję swoim telefonem. Po wielu nieudanych próbach, Jimin w końcu wykonał zadanie, a mężczyzna spojrzał się na niego gniewnym spojrzeniem. Nie minęła sekunda, a mój towarzysz już wisiał w powietrzu złapany za górny koniec koszuli, przez grubasa.

- Masz jakiś problem, koleś?!

- Nie, proszę pana! – mówił łamiącym się głosem. Przeraziłam się nie na żarty, że ten mu coś zrobi. – Tiffany! Wiejemy! – wykrzyczał w moją stronę i uderzył z bani, nieznajomego kolesia.

Rzuciliśmy się biegiem przed siebie, po wyjściu z kawiarni. Nie patrzyliśmy, dokąd wiejemy, byleby zgubić goniącego nas grubasa i jego znajomych. Jimin złapał mnie za rękę, żebyśmy się nie rozdzielili przypadkiem. Co chwila skręcaliśmy w jakieś wąskie alejki, żeby zmylić tych, co nas ścigali. Po dziesięciu minutach, mogliśmy odetchnąć z ulgą.

- Ale zajebiście! – oznajmiłam podekscytowana.

- To dziwne co teraz powiem… – mówił z trudem łapiąc powietrze. – Zważając na fakt, że mogłem zostać sprany na kwaśne jabłko, to… Przyznaję ci rację. To było zajebiste!

Przybiliśmy sobie piątki.

- Przytul osobę naprzeciwko ciebie.

- Co? – spytałam zdezorientowana.

- Twoje wyzwanie.

- Ehh, ty…

Posłusznie wtuliłam się w Jimin’a i w pierwszej chwili, gdy to zrobiłam, już nie chciałam go puścić. Był taki ciepły i przyjemny w dotyku, pomimo tego, że był w ciuchach. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale gdy ten oplótł ramionami moje plecy, zamknęłam oczy rozkoszując się tą chwilą. W końcu się od niego odsunęłam zmieszana i zaczęłam rozglądać po okolicy, gdy mój wzrok przykuł jeden z szyldów sklepów: Wypożyczalnia strojów. Chwyciłam chłopaka za rękę i zaciągnęłam za sobą do wnętrza upatrzonego miejsca. Zapłaciliśmy za wejście i udaliśmy się do przebieralni, gdzie znajdowały się najdziwniejsze stroje, jakie można było sobie wyobrazić.

- Dlaczego tu jesteśmy? – spytał Jimin zdezorientowany.

- Przebierzesz się za płeć przeciwną – odpowiedziałam uradowana szukając odpowiedniego dla niego stroju.

- Coraz bardziej mnie zaskakujesz… – pokiwał przecząco głową, opierając się pupą o regał i krzyżując ręce na piersiach.

- O! Mam! To będzie dla ciebie idealne!

Wręczyłam mu różowy strój pokojówki, a ten odebrał go nawet nie protestując. Gdy już wyszedł, aby mi się pokazać, dosłownie padłam na ziemię ze śmiechu łapiąc się za bolący brzuch.

- Z czego się tak śmiejesz? – zapytał wyraźnie urażony moją reakcją. – Nie podobają ci się moje zgrabne nóżki, które idealnie prezentują się w tym stroju? – na to stwierdzenie zrobił uwodzicielską pozę, prezentując swoje łydki.

- Zgrabne i owłosione.

- Czepiasz się. Ty załóż to! To moje wyzwanie dla ciebie! I musisz zostać w tym do końca gry.

Podał mi zestaw bardzo wyzywających ubrań. Skórzane, krótkie spodenki, do tego czarny gorset, buty na wysokim obcasie i kabaretki. Pokręciłam jedynie głową ze zrezygnowaniem i udałam się do przebieralni.

- Muszę ci się w tym pokazać? – spytałam będąc za kotarą.

- Oczywiście, że tak!

Wyszłam nieśmiało na zewnątrz i zaprezentowałam się Jimin’owi, który zrobił wielkie oczy. Już chciał zabrać głos, ale mu przerwałam gestem dłoni.

- Bez komentarza. Teraz ty wykonaj taniec brzucha.

- Spoko.

Jimin pozbył się sukienki w oka mgnieniu i stał przede mną w samych bokserkach. Od razu poczułam wypieki na twarzy i z trudem ukrywałam uśmiech zadowolenia. Jego ciało było wręcz idealne. Miał umięśnione nogi, klatę i ramiona. Poczułam wewnętrzną ochotę dotknięcia jego ciała, ale musiałam się pilnować. Chłopak próbował wykonać taniec gibając biodrami na wszystkie strony i wciągając co i raz brzuch. Niestety, jego starania spełzły na niczym, ponieważ miał zbyt twarde mięśnie brzucha. Wciągnął z powrotem strój pokojówki na siebie i posłał mi uroczy uśmiech, a ja klaskałam na jego kiepski występ.

- Mam dla ciebie idealne zadanie – powiedział unosząc brwi.

- No, dawaj!

- Masz sobie zrobić ze mną zdjęcie i wstawić na fejsa z podpisem: Mój chłopak.

Jimin doskonale wiedział, że to wyzwanie przekraczało pewne granice. Może i nie było tak szalone, jak poprzednie, ale niosło za sobą poważniejsze konsekwencje. Do tej pory, nasze poczynania zostawały tylko między nami, a świadkami byli przypadkowi ludzie. Mieszanie do tego znajomych, było już ryzykownym posunięciem. Po chwili ciszy, posłusznie wyciągnęłam komórkę i podałam ją chłopakowi, który zrobił nam fotkę. Drżącą ręką opublikowałam ją na moim koncie i dodałam podpis. Wyciągnęłam urządzenie przed siebie, aby pokazać Jimin’owi, że naprawdę to zrobiłam. Pokiwał twierdząco głową, ale nie posłał mi złośliwego uśmiechu, lecz obojętne spojrzenie.

- Czas dobiega końca… – westchnął smutnym głosem. – Odprowadzę cię do domu, ok?

- Ok.

Przebraliśmy się w normalne ciuchy i udaliśmy w drogę do mojego domu. Przed wejściem na klatkę schodową stanęłam w miejscu, aby pożegnać się z Jimin’em. Oczywiście, cała sytuacja wydała mi się mega niezręczna.

- Zostało jeszcze pięć minut do szesnastej – zauważył spoglądając na zegar w komórce. – Może ostatnie pytania do zamknięcia gry?

- Ok… A więc… – zaczęłam intensywnie myśleć, ale naprawdę nie przychodziło mi do głowy nic błyskotliwego. Jedyne co chciałam powiedzieć, to, żebyśmy się nie rozstawali. Ale nie mogłam tego powiedzieć! Miałam swoje zasady! I gdybym naprawdę to oznajmiła, to Jimin by wygrał – Opisz swój najlepszy dzień w życiu.

- Nie muszę tego robić.

- Bo?

- Bo on nadal trwa.

Poczułam jak do moich oczu zaczęły napływać łzy. A wcale nie chciałam się rozklejać. Tym bardziej, nie miałam pojęcia, jak obcy mi człowiek mógł wywołać we mnie tak skrajne emocje.

- Ach… – machnął ręką z grymasem. – Pieprzyć to!

I w jednej chwili złapał obiema dłońmi moją twarz i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Przybliżyłam się swoim ciałem do jego klatki piersiowej i wtopiłam palce prawej dłoni w jego włosy.

- Wciąż gramy? – spytałam ledwo łapiąc oddech, gdy oderwałam swoje wargi od jego ust.

- Teraz gramy w grę, polegającą na tym, że robimy to, co naprawdę chcemy.

Ponownie wpił się w moje usta ze zdwojoną siłą, a ja poddałam mu się całkowicie. Po pięciu minutach poczułam wibrujący w mojej torebce telefon. Przyłożyłam słuchawkę do ucha po zobaczeniu, że dzwoni Lilly.

- Pomijając fakt, że na tym zdjęciu wyglądasz jak tania dziwka, a Jimin jak pokojówka z kiepskiego anime, to co ma oznaczać ten podpis?! – wydarła się do słuchawki. – Czy wy jesteście w związku?!

Jimin odebrał moją komórkę i postanowił sam odpowiedzieć na jej pytanie.

- Tak.

NOTKA OD AUTORKI:

Tak wiem, dawno mnie tu nie było;) Obiecałam wam, że następny wpis miał być z EXO i naprawdę miałam taki plan, ale… się spier***ił. Gdy kończyłam zapisywać cały rozdział, niechcący wcisnęłam opcję: Anuluj, na telefonie… Muszę w takim razie pisać wszystko od nowa. Chciałam wstawić nowy rozdział wraz z tym one shot’em, ale wyszło inaczej. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją niezdarność:)

Umowa (Onew) (część 3 – ost.)

vzjJOHEEYr

Dzień, po moim zawrotnym, firmowym bankiecie, zjawiłam się późnym wieczorem w restauracji „Red Tree”, na umówione spotkanie z Jonghyun’em. Kiedy byliśmy razem, często odwiedzaliśmy to miejsce. Miało swój własny, unikatowy klimat i wystrój. Jak sama nazwa wskazywała, przeważały tam najróżniejsze odcienie czerwieni, oraz ozdobne drzewka. Restauracja była czynna od dwudziestej pierwszej, aż do szóstej rano. Godziny otwarcia bardziej pasowały do klubu nocnego, ale w nim byłby parkiet i DJ, a nie stoliki na kilka osób. Każdy kto tu przebywał, mógł poczuć intymny klimat. Nie było twardych krzeseł przy stolikach, lecz wygodne kanapy. Idealne miejsce dla par, które chcą w późnych godzinach zjeść coś smacznego i przy okazji się poprzytulać. Dlatego wiedziałam, że to spotkanie nie będzie należało do tych niewinnych.

Gdy tylko ujrzałam czekającego na mnie z bukietem czerwonych róż, przy jednym ze stolików Jonghyun’a, poczułam wewnętrzną chęć szybkiej ucieczki. W tym samym czasie, kiedy podchodziłam do niego niepewnym krokiem, ten zdążył wstać i pochwycić kwiaty w prawą dłoń.

- Część – powiedziałam oficjalnym tonem starając się zachować powagę na twarzy.

- Witaj piękna – nachylił się, aby pocałować mnie w policzek, a ja automatycznie się od niego odsunęłam do tyłu unikając kontaktu z nim. – No co ty? Nawet w policzek nie mogę cię cmoknąć?

- Nie możesz – odpowiedziałam szybko.

- Przez całe spotkanie będziesz taka oziębła?

- Chyba nie sądziłeś, że wpadnę w twoje ramiona krzycząc przy tym z radości?

- Jeszcze do niedawna krzyczałaś przy mnie z rozkoszy będąc ze mną w łóżku.

- Dobra, idę sobie – oznajmiłam odwracając się na opuszkach palców prawej stopy, ale chłopak od razu zatrzymał mnie chwytając za lewe ramię.

- Poczekaj. Przepraszam. Zachowałem się, jak dupek.

- Nie zaprzeczam.

Jonghyun odsunął mi krzesło, abym usiadła przy zarezerwowanym przez niego stoliku. Zamówiłam pierwsze lepsze danie, chociaż wcale nie chciałam nic jeść. Przez chwilę, po zamówieniu jedzenia siedzieliśmy w milczeniu, które przerwało wzniesienie toastu przez chłopaka winem, które przyniósł kelner. W czasie kolacji, rozmawialiśmy głównie o błahych sprawach. O tym, co się wydarzyło w naszym życiu po zerwaniu ze sobą itd.

Po godzinie, poczułam lekkie mrowienie w palcach, spowodowane kilkoma kieliszkami spożytego alkoholu. Zgadywałam, że u Jonghyun’a skutki uboczne również zaczęły dawać się we znaki. W pewnym momencie, przysunął się bliżej mnie na kanapie i chwycił moją dłoń w swoje obie. Chciałam się od niego odsunąć czym prędzej, ale jego dotyk był niezwykle miły. Uwielbiałam jego dłonie. To była jedna z kilku rzeczy, które w nim uwielbiałam i jak widać, nie przestałam. Miał męskie, silne dłonie, których dotyk był podniecający. Z trudem odrzuciłam myśli o tym, jak kiedyś pieściły moje ciało. Chłopak przysunął swoją klatkę piersiową bliżej mojej i posłał mi uwodzicielskie spojrzenie. Odruchowo przygryzłam dolną wargę bijąc się ze swoimi myślami. Jong uznał to za zaproszenie i nachylił się nade mną, aby mnie pocałować, a ja wtedy pomyślałam o Jinki’m. Odwróciłam głowę w drugą stronę unikając jego oddechu na moich wargach.

- Lena, co jest? Co się dzieje? – spytał starając się przybrać zatroskany ton głosu.

- Nie mogę – sama byłam zaskoczona moją odpowiedzią. Chciałam powiedzieć, że nie chcę, ale wtedy bym kłamała.

- Dlaczego nie możesz? Przecież widzę, że tego chcesz. Czy może uważasz, że powinnaś grać trudną do zdobycia?

- Nie mogę, bo jestem z kimś w związku – zaraz… co ja takiego powiedziałam?!

- Tak na serio?! – wybałuszył oczy z zaskoczenia. – Czy to tylko taka wymówka?

- Dlaczego zakładasz, że kłamię?! – niespodziewanie podniosłam wyżej głos i gwałtownie się od niego odsunęłam. – Czy ja nie mam prawa nikogo znaleźć?! Mam być na twoje usługi?! Dzisiaj będziesz chciał ze mną chodzić, a jutro ci się odwidzi?! I na zmianę?!

- Skoro nie chciałaś żebym wrócił do ciebie, to po co się zgodziłaś na spotkanie?!

- Ty miałbyś wrócić do mnie?! Chyba ja do ciebie! Zgodziłam się, bo byś mi nie dał spokoju. A teraz, wychodzę i nie chcę cię więcej widzieć!

Podniosłam się do góry, ale Jonghyun szybko sprowadził mnie na dół chwytają gwałtownie moje ramię. Wpił się w moje usta przytrzymując jedną ręką moje ciało, a drugą zaczął wsuwać między moje uda. To było straszne. Chciałam aby przestał. Nie czułam w tym żadnej przyjemności. Jedynie brutalność. Chciałam zacząć krzyczeć na całe gardło, aby ktoś mi pomógł i szybko moja prośba została spełniona.

Chłopak został gwałtownie pociągnięty za marynarkę. Zobaczyłam, że osobą, która go zaczepiła, był Jinki. Oniemiałam z zaskoczenia. Co on tu robił?! Śledził mnie?! Mój szef nawet nie pytał się Jonghyun’a, o to, co się stało, tylko od razu uderzył chłopaka z całej siły pięścią w policzek. Znałam Jong’a i liczyłam się z tym, że nie da za wygraną i odda cios z podwójną siłą. Tak też się stało. Jinki dostał w żebra i zgiął się w pół. Na szczęście, kelnerzy zaraz dopadli mojego byłego i zablokowali jego ręce. Wstałam od stołu i pomogłam Jinki’emu wstać. Udało mi się ubłagać szefa restauracji, aby nie wzywał policji. Jonghyun dzięki Bogu, odszedł w swoją stronę bez słowa posyłając mi jedynie gniewne spojrzenie. Ja byłam już pewna, że po tej akcji, nie odezwie się do mnie nigdy więcej.

Odprowadziłam poszkodowanego do auta.

- Powinieneś jechać do szpitala – poradziłam mu.

- Nic mi nie będzie. Trochę poboli i szybko wrócę do szczytowej formy – nawet się lekko zaśmiał mówiąc to, ale zaraz jego twarz wykrzywiła się w bólu od śmiechu.

- Nie puszczę cię w takim stanie do domu!

- Ani myślę pójść do szpitala… Ja… boję się szpitali…

- Kto by pomyślał? – rzuciłam sarkastycznie. – Albo jedziesz do szpitala, albo jedziemy do ciebie, to ci opatrzę tą ranę.

- Wolę tą drugą opcję.

- Spodziewałam się tego.

***

- Powinnam ci podziękować – oznajmiłam przekładając lód do siniaka na klatce Jinki’ego. – Nie tylko pomogłeś mi w pozbyciu się nachalnego chłopaka, ale również w tym, aby mnie już nigdy nie prześladował.

- Nie ma za co. Ał! – wzdrygnął się, gdy przyłożyłam lód za mocno.

- Przepraszam.

- To twój chłopak? – spytał poważnie Jinki.

- BYŁY chłopak. A w ogóle, to skąd się wziąłeś w tej restauracji?

- Próbowałem się do ciebie dodzwonić! Po wielu, nieudanych próbach sprawdziłem twój adres w danych osobowych i przyjechałem do twojego mieszkania. Tam, zastałem twojego współlokatora, który zdradził mi gdzie jesteś. I to cała historia.

- Tyle fatygi…

- A zapomniałaś o naszej umowie i stałym kontakcie ze sobą?! – spytał przerywając mi.

- Nie zapomniałam… – oznajmiłam spuszczając w dół wzrok. – A czego ode mnie chciałeś?

- Dobrze wiesz czego.

- Czyli… mam zostać na noc?

- Nie. Na dziś, wystarczy mi emocjonalnych uniesień.

To było dziwne, ale pierwszy raz, chciałam, żeby nie zaprzeczył…

 ***

Nadszedł mój ostatni dzień w firmie. Byłam pewna swojej decyzji. Moja dalsza praca tutaj, nie miałaby racji bytu. Niemoralna umowa, rodziła chorą relację pomiędzy mną, a Jinki’m. Nie chciałam tego. Nie chciałam być jedynie zabawką do seksu i do tego na zawołanie. Musiałam to przerwać, póki nie zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Siedziałam cała spięta, naprzeciwko mojego szefa, w jego gabinecie.

- Jesteś pewna swojej decyzji? – spytał patrząc mi prosto w oczy z nutką nadziei w głosie, że może zmienię zdanie.

- Jestem pewna. Chcę odejść – oznajmiłam bez wahania.

- Dobrze więc – oznajmił krzyżując ze sobą palce. – Dzisiaj wieczorem prześlę ci wypłatę przelewem na konto. A to… – wyjął z biurka jakąś kopertę i podał mi. Otworzyłam ją i ujrzałam plik banknotów. – za dodatkowe usługi.

Siedziałam przez chwilę milcząc i patrząc się ślepo w zawartość koperty. W tym momencie, poczułam się jak zwykła dziwka.

- Za dodatkowe usługi – rzuciłam kpiącym tonem. – Po tym wszystkim… tylko tyle masz mi do powiedzenia?!

Rzuciłam pieniędzmi o biurko i wstałam pośpiesznie.

- Zatrzymaj je! Nie chcę cię znać!

 ***

Znowu miałam ten sen. Koszmar, a jednocześnie piękna chwila. Śniło mi się, jak kolejny raz kocham się z Jinki’m. Nie było to wspomnienie, lecz wizja. My nigdy się nie kochaliśmy, tylko uprawialiśmy seks. Tłumaczyłam sobie, że to obrazowało moje pragnienia. Chciałam żeby ktoś mnie pragnął. Chciałam czuć się kochana. Ale to tylko były moje marzenia. Ten sen prześladował mnie w każdą noc, od mojego ostatniego dnia w pracy. W trakcie jego trwania, czułam się wspaniale, ale od razu po przebudzeniu, zalewałam się łzami zdając sobie sprawę, że to nie była prawda.

Szybko znalazłam sobie nową pracę w innej firmie specjalizującej się w reklamie. Nie miała na swoim koncie tylu sukcesów, co działalność Jinki’ego, ale dobrze płacili i praca była lekka. Brakowało mi jednak wyzwań, które miałam okazję podjąć w byłej pracy. Sama się sobie dziwiłam, gdy po trzech dniach, doceniłam poprzednią pracę. Nauczyła mnie przede wszystkim tego, żeby czytać uważnie to, co się podpisuje. Mój nowy szef, był naprawdę miły i wyrozumiały. Totalne przeciwieństwo Jinki’ego. Nie kazał mi robić tego wszystkiego, co w byłej pracy. I to… był główny problem…

- Wyglądasz jak trup – skwitował mnie Kibum, gdy w piątkowy poranek przemykałam się z sypialni do łazienki.

- Dziękuję ci za szczerość – odpowiedziałam obojętnie.

- Stwierdzam fakt. Masz napuchnięte oczy od płaczu. Mija dopiero tydzień twojej pracy w nowej firmie, a ty już masz ochotę się powiesić?

- Nie o to chodzi… – odpowiedziałam patrząc ślepo we framugę drzwi.

- To o co?

Ani drgnęłam. Nie miałam odwagi nawet spojrzeć mu w oczy. Za bardzo się bałam, iż nie będę w stanie go okłamać. Pomyślałam, że powiedzenie mu częściowej prawdy, będzie najlepszym rozwiązaniem.

- Po prostu… czuję się taka samotna – oznajmiłam zalewając się łzami.

Mój przyjaciel bez słowa objął mnie, przyciskając moje ciało mocno do swojej klatki piersiowej. Tkwiłam tak, przez dobre pięć minut, zanim nie uspokoiłam swojego krzyku.

***

Nie mogłam się skupić w pracy. Jedyne, co pragnęłam, to wrócić do mojego łóżka i płakać dalej w samotności. Miałam ochotę zadzwonić do Jinki’ego, ale gdy tylko brałam komórkę do ręki, rezygnowałam natychmiast widząc jego imię w kontaktach. Zablokowałam jego numer od razu, po moim ostatnim dniu w jego firmie. Byłam wtedy na niego wściekła, a teraz pragnę jego bliskości. Co się ze mną dzieje na litość boską?! – pytałam co chwila samą siebie. Najgorsze było to, że rzecz, której najbardziej nienawidziłam, czyli spotykanie się z Jinki’m w jego apartamencie, stało się rzeczą za którą tęskniłam najbardziej. I właśnie dzisiejszego wieczoru, nie wytrzymałam i pojechałam po pracy do jego mieszkania.

 ***

Od razu gdy otworzył mi drzwi, spoliczkowałam go z całej siły. Posłał mi zszokowane spojrzenie, a ja bez żadnych oporów weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.

- Wiesz, że niezły z ciebie dupek?! – spytałam retorycznie, wkładając w moje słowa całą złość, która rosła we mnie od kilku dni.

- Co do…?!

- Nie przerywaj mi! – nie dałam mu dojść do słowa. – Zgaduję, że jesteś z siebie zadowolony?! Zdążyłeś mnie omotać, nie wiem nawet czym i teraz przez ciebie cierpię! Ale to zapewne tylko rozrywka dla ciebie! Kolejna zaliczona dupa, z której można się pośmiać, bo jest taka głupia, prawda?! Zapewne masz już nową dziwkę u siebie?! Robi to lepiej ode mnie?! Może jest tutaj teraz z tobą?! – odwróciłam się do wnętrza mieszkania i zaczęłam wołać histerycznie. Z boku zapewne wyglądałam jak jakaś wariatka, ale w tamtej chwili byłam tak wściekła, że nie panowałam nad swoim zachowaniem. – Hej! Wyłaź z kryjówki! Nie masz się czego wstydzić! O wszystkim wiem! Wyjdź, to może Jinki’ego najdzie ochota zabawić się we trójkę!

- Uspokój się!!! – Jinki zablokował moje ręce i ścisnął tak, że nie miałam możliwość wyswobodzenia się z jego objęć. – Nikogo tu nie ma. Spójrz mi w oczy! – jedną dłonią uniósł mój podbródek do góry, abym spojrzała na niego. – Możesz mi wyjaśnić, o co ci chodzi?

Milczałam. Nagle poczułam wielką gulę w gardle, która odebrała mi możliwość wymówienia choćby jednego słowa. Cała złość i odwaga w chwili, gdy spojrzałam na niego z tak bliska, odeszły w jednej sekundzie. Poczułam się bezsilna i rozpłakałam się wtulając w klatkę piersiową chłopaka. Myślałam, że mnie od siebie odepchnie, ponieważ nie lubił się przytulać. Ten natomiast, poluzował uścisk i nie odrywając lewej ręki od moich pleców, zaczął gładzić prawą dłonią moje włosy.

- Powoli – uspokajał mnie. – Co masz na myśli mówiąc, że cierpisz przeze mnie? Przecież chciałaś o mnie zapomnieć i ja nie powstrzymywałem cię od tego.

- A powinieneś.

- Co?

- Bo zakochałam się w tobie idioto…

Nigdy bym nie powiedziała tego chłopakowi zanim on by tego nie zrobił, ale wiedziałam, że w przypadku Jinki’ego, nie doczekałabym się od niego takiego wyznania. Tym bardziej, że on tego nie czuł. Doskonale o tym wiedziałam, ale moje serce czuło zupełnie coś innego, niż mój mózg. Powiedziałam mu prawdę, bo było mi już wszystko jedno. Lepsze to, niż duszenie w sobie uczuć.

- Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziałaś? – spytał.

- A co by to zmieniło? Przecież, ty mnie nie kochasz, a ja nie potrafię być z kimś, kto traktuje mnie zupełnie inaczej, niż ja jego…

- Ach… Lena… Ja… – czułam jak się wacha w swojej wypowiedzi, dlatego spojrzałam przez zaszklone oczy na niego w oczekiwaniu na usłyszenie prawdy. – Nie wiem nawet jak określić to, co czuję do ciebie… Albo lepiej… boję się tego…

Nagle puścił mnie wyraźnie czymś zdenerwowany i udał się do barku, aby wypełnić jeden z kieliszków alkoholem, który wypił jednym duszkiem. Przeczułam, że jakieś niemiłe wspomnienie go nawiedziło i nie chciał o tym rozmawiać. Ja nie dawałam za wygraną. Skoro ja wyłożyłam wszystkie karty na stół, on też musiał to zrobić.

- Jinki… – podeszłam do niego wycierając łzy z policzków. – Nie wyjdę stąd, dopóki nie dowiem się prawdy. Co się takiego stało, o czym nie chcesz rozmawiać?

Wskazał mi, abym usiadła na kanapie. Sam usiadł naprzeciwko mnie.

- Trzy lata temu, zatrudniłem u siebie asystentkę, która pracowała na standardowej umowie. Po jakimś czasie, zbliżyliśmy się do siebie i ostatecznie zakochaliśmy się w sobie. Pół roku później, przez przypadek, ujrzałem ją w kawiarni jak całowała się z jakimś obcym mężczyzną. Wolałem udać, że tego nie widziałem. Tak bardzo ją kochałem. Byłem idiotą, łudzącym się, że to tylko przypadkowy facet z którym się pocałowała. Jak bardzo się wtedy myliłem… Kilka dni później, gdy moja firma była na wyjeździe służbowym w Busan, zatrzymałem się w jednym z tamtejszych hoteli. Ona… miała wtedy nocować w swoim rodzinnym domu. Tak mi mówiła… Jednak, gdy miałem się udać do swojego pokoju, rozpoznałem ją, obściskującą się w holu z tym samym kolesiem, z którym widziałem ją w kawiarni. Byli tak zajęci sobą nawzajem, że nawet nie zauważyli jak ich śledzę aż do pokoju, w którym nocowali. Odczekałem kilka minut przed drzwiami, cały spocony z nerwów, co się dzieje po drugiej stronie – Jinki’emu zaczął drzeć głos i po jego policzkach spłynęły pojedyncze łzy. – Potem zapukałem do drzwi i otworzył mi tamten, mający na sobie jedynie bokserki. Wparowałem do środka i ujrzałem moją partnerkę przykrytą kołdrą w łóżku. Szarpnąłem za pościel i zobaczyłem, że jest cała goła. Nie potrzebowałem już więcej dowodów na jej zdradę. Po tym wszystkim, załamałem się psychicznie. Brakowało mi bliskości drugiej osoby, ale jednocześnie nie mogłem dopuścić do myśli tego, że miałbym zakochać się ponownie. Bałem się, że znowu spotka mnie rozczarowanie i towarzyszące temu cierpienie. Następne asystentki zatrudniałem na warunkach takich, jakie również ciebie obowiązywały. Pomagało mi to zapomnieć o przeszłości i pojawienia się niepotrzebnych mi uczuć. Wiem co sobie o mnie myślisz… że jestem niezłym sukinsynem. I masz rację. Ale zrozum, to był jedyny sposób, aby choć przez chwilę mieć złudzenie, że nie jest się samotnym.

Dzięki jego wyznaniu zrozumiałam jego dotychczasowe zachowanie. Wszystko idealnie składało się do kupy. I pomimo faktu, iż bardzo mu w tej chwili współczułam, nie pomogło mi to w przezwyciężeniu mojego cierpienia. Już otwierałam usta, aby oznajmić, że wychodzę, gdy Jinki zabrał niespodziewanie głos.

- Z tobą było zupełnie inaczej… Nadal jest inaczej… Wpadłaś mi w oko, gdy tylko przekroczyłaś próg mojego gabinetu. No może, nie od razu. Dopiero wtedy, gdy wysypałaś zawartość swojej torebki na podłogę… – na wspomnienie mojej porażki, uśmiechnęłam się lekko. – Gdy cię zatrudniałem, przez chwilę przeszło mi przez myśl, aby dać tobie standardową umowę, bo bardzo cię polubiłem. Nawet nie wiem, jakim cudem udało ci się zakręcić mi w głowie w tak krótkim czasie. – uśmiechnął się spoglądając na mnie ciepło, a ja odwzajemniłam uśmiech, bo wiedziałam, że mówi to szczerze. – Ale od razu w mojej głowie pojawiły się te złe wspomnienia i wewnętrzna obawa, że jeśli spróbuję się do ciebie zbliżyć i potraktować cię poważnie, to znowu spotka mnie to samo. Bałem się, że i ty mnie odrzucisz. Że… znowu będę musiał przechodzić przez ten sam koszmar. Dzięki umowie, mogłem cię mieć całą i nie pozwolić na pojawienie się jakichkolwiek uczuć. Łudziłem się, że mi się tu uda, jak z twoimi poprzedniczkami, ale wyszło inaczej… Za każdym razem, gdy spoglądałem w twoje oczy, wiedziałem, że… Nawet się boję użyć tego słowa…

- Jinki… – uklękłam przed nim i chwyciłam jego dłonie. Zmusiłam go, aby spojrzał mi prosto w oczy. – Muszę usłyszeć to z twoich ust. Jeśli nie, to opuszczę to miejsce i już nigdy się nie zobaczymy.

Zajęło mu kilka sekund, aby opanować emocje i w końcu wyznać, co tak naprawdę czuje.

- Lena… Ja ciebie kocham. Ale… nie mogę być z tobą. Za bardzo się boję… – spuścił głowę, a ja przybliżyłam twarz do jego własnej i złączyłam nasze czoła.

- A nie pomyślałeś chociaż przez chwilę, że ja coś do ciebie czuję?

- Starałem się o tym nie myśleć. Nawet teraz, żałuję, że ci to powiedziałem. Boję się, że jak spróbuję być z tobą, to mnie w końcu opuścisz…

- Sorry Jinki, ale będę z tobą szczera… Jesteś kompletnym idiotą – i złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku, który chłopak za chwilę pogłębił.

Zaniósł mnie do swojej sypialni, nie odrywając swoich warg od moich. Nawet nie znalazłam czasu, aby popodziwiać jego piękny pokój, ponieważ byliśmy zbyt zajęci rozbieraniem siebie nawzajem. Wtedy właśnie, spełniło się moje marzenie. Kochałam się z Jinki’m w taki sposób, jaki pragnęłam. Robiliśmy to bardzo powoli i namiętnie. Nie pragnęłam niczego więcej, jak czuć jego ciężar ciała na swoim, usta łączące się z moimi i pieszczące moje ciało, silne dłonie. Sama miałam okazję w końcu błądzić dłońmi po jego nagim torsie, ramionach i plecach. Byłam naprawdę szczęśliwa.

 ***

- Jakby co, to propozycja pracy dla ciebie nie wygasła – oznajmił Jinki gładząc moją talię i patrząc na mnie intensywnie, gdy przytulaliśmy się po wszystkim na łóżku.

- Raczej nie skorzystam – odparłam dodając słodki uśmiech. – Nie chcę łączyć pracy z życiem prywatnym. Proponuję, abyśmy zawarli między sobą nową umowę.

- Doprawdy? – posłał mi ciekawskie spojrzenie. – Jaką?

- Od dziś, nie będziemy wspominać przeszłości i o tym, co między nami się działo aż do dzisiejszego wieczoru. Jeśli mamy zacząć od nowa, musimy zerwać z przeszłością. To samo tyczy się życia zawodowego. Jeśli chcesz abyśmy byli parą, to bądźmy, ale na moich warunkach. Czyli… żadnych niemoralnych umów! I każdy niech ma swoją własną pracę.

- W sumie, taka umowa mi się podoba – puścił mi oczko, na co się lekko uśmiechnęłam.

- Więc… kto jest twoją nową asystentką?

- Raczej asystentem.

- No co ty?! W parę dni zostałeś gejem?!

- Hej! To nie tak, jak myślisz! Taemin wskoczył na twoje stanowisko, a jego zastąpił jakiś inny chłopak.

- Też mu dałeś taką umowę do podpisania jak mi? – spytałam uśmiechając się złośliwie, na co ten, klepnął mnie lekko w pupę.

- Aż taki zdesperowany nie byłem! A poza tym… po twoim odejściu nie mogłem nawet myśleć o tym, żeby przyjąć jakąś inną kobietę, na tych samych warunkach – klepnęłam go z całej siły w pośladek, na co wrzasnął jak dziewczyna. – Ał! Za co to?!

- Za to, że nawet nie próbowałeś się ze mną skontaktować przez ten czas. Jak ci tak na mnie zależało, to powinieneś stać przed moimi drzwiami z kwiatami!

- Przyznaję, że powinienem.

Nagle usłyszałam dźwięk mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz. Kibum.

- No co tam? – rzuciłam do słuchawki.

- Wiesz jakie to ciekawe papierki u ciebie znalazłem?! – oznajmił wściekłym głosem. – Mam nadzieję, że to część scenariusza do hard porno, bo jeśli to prawdziwa umowa, którą podpisałaś, to wiedz, że gdy tylko wrócisz do domu czeka cię porządne lanie!!!

NOTKA OD AUTORKI:

Wiem, że obiecałam nowy rozdział opowiadania z EXO, ale… no, wyszło inaczej;) Mam nadzieję, że podobało wam się zakończenie tego 3-shot’a;)

Every House Has Its Own Secrets : Rozdział 11

11. One can never be too careful

girl-kfashion-korean-fashion-style-ulzzang-favim-com-453479

Wyszłam na zewnątrz i przeszłam kilka kroków, po czym odwróciłam się na pięcie w stronę, stojącego w drzwiach wejściowych Taehyung’a.

- Tae! To tylko parę kroków! – zaczęłam go radośnie dopingować. – Nie bój się! Dasz radę!
Chłopak zrobił dzióbek i zamyślił się przez chwilę.

- …nie jestem pewien, czy dam radę… – odparł nieśmiało.

- Taehyung, prędzej, czy później, będziesz zmuszony wyjść na zewnątrz – przyjęłam wyrozumiały ton głosu.

- Ty nic nie rozumiesz. Tyle lat spędziłem wewnątrz tego zamku… Trudno mi będzie przyzwyczaić się do normalnego świata…

- Pomogę ci.

Podeszłam z powrotem do drzwi i ujęłam prawą dłoń mego ukochanego dodając przy tym ciepły uśmiech. Zaczęłam go prowadzić powoli, nie spuszczając z niego wzroku. Mogłam sobie jedynie wyobrazić ile wysiłku go to kosztowało. Od kilku wieków, był duchem zamkniętym w jednym budynku i nagle miał się przyzwyczaić do normalnego życia człowieka. Nie przeżyłam tego, co on, ale na jego miejscu chyba bym sfiksowała. Obiecałam sobie, iż pomogę mu ze wszystkich sił, aby jak najszybciej nauczył się życia na nowo.

- I jak? – spytałam nie puszczając jego drżących rąk.

- Na razie ok…

- Chcesz iść dalej, czy wolisz na tym poprzestać?

- Spróbuję przejść się po lesie, ale pod warunkiem, że pod żadnym pozorem nie puścisz mojej ręki.

- Jakże bym mogła?

Taehyung ostrożnie stawiał kroki, jak dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Trzymałam się blisko niego, dlatego wyczułam jego przyspieszony oddech i mocniejsze bicie serca. Do tego co chwila wzdrygał się ze strachu, gdy jakiś ptak przelatywał mu nad głową.

- Chcesz już wrócić do domu? – spytałam zatroskanym głosem.

- Przepraszam cię, ale chyba już dłużej nie wytrzymam… Za dużo bodźców na raz… Wiatr smagający moją skórę, śpiewające ptaki, zapach lasu… To wszystko jest piękne, ale ja się czuję jakbym był na haju… Tak chyba mówicie w dzisiejszych czasach jak zażywacie narkotyki, co nie?

- Tak – przyznałam uśmiechając się lekko i klepiąc plecy Tae w pocieszycielskim geście. – Taehyung, zrozumiałam o co ci chodzi. Chociaż…

- Chociaż?

- To dziwne, że akurat te bodźce cię przerażają bardziej, niż seks.

- To nie to samo – odparł ruszając w stronę zamku.

- Jak to nie? Sorry, ale moim zdaniem fizyczna przyjemność dostarcza więcej bodźców na raz, niż kontakt z naturą.

Chłopak nagle się zatrzymał i spojrzał mi w oczy chwytając delikatnie moje ramiona.

- Yoona… Ciebie zdążyłem poznać jeszcze przed powrotem do żywych. Dlatego łatwiej mi było się przystosować do twojej obecności. Co ja mówię?! Pragnąłem twojego dotyku! – oznajmił gładząc czule mój prawy policzek. – A na zewnątrz nie byłem od pięciu wieków! Wszystkie zapachy, dźwięki, są teraz mi obce i będę się musiał ich od nowa nauczyć. Jedyną rzeczą, która sprawia, że jeszcze nie wariuję, jesteś ty…

- A ja, jestem z tobą teraz naprawdę szczęśliwa – wtuliłam się w jego klatkę piersiową, a on w odpowiedzi przycisnął mnie jeszcze mocniej do swojego ciała.

- Masz ochotę to powtórzyć jak wrócimy do domu?

- Taehyung! – od razu się od niego odsunęłam i lekko uderzyłam pięścią w jego ramię. – Ja tu ci się zwierzam z moich uczuć, a ty mi wyskakujesz z tekstem, czy bym nie chciała się z tobą kochać?!

- Jedno jest powiązane z drugim, więc jaki masz problem? – spytał przybierając minę, jakby w ogóle nie wiedział o co mi chodzi.

- Z tobą mam problem i twoją bezpośredniością…

- Taki już jestem – uśmiechnął się pełną buzia i gwałtownie przycisnął mnie z powrotem do swojego ciała gładząc moje włosy. – Jestem twoim perwersyjnym księciem.

- Nie da się ukryć…

- Ale pamiętaj… – pochwycił w dłonie oba moje policzki i uniósł moją głowę tak, abym spojrzała mu głęboko w oczy. – Kocham cię i nigdy cię nie opuszczę. Obiecaj mi, że ty też tego nigdy nie zrobisz.

- Obiecuję – odparłam bez dłuższego namysłu i złączyłam nasze usta w krótkim, lecz namiętnym pocałunku.

W tej samej chwili, w mojej głowie zrodziło się dość nietypowe pytanie. Nietypowe, ponieważ nie byłam do końca pewna, czy mogę je zadać mojemu ukochanemu.

- Taehyung?

- Tak?

- Mogę ci zadać osobiste pytanie?

- Pytaj o co chcesz.

- Czy… Bo… Zastanawiam się… – nawet nie wiedziałam jak ułożyć to pytanie. – Która z nas była w tym lepsza? Ja, czy Soeun? Tylko odpowiedz szczerze.

- Ale, w czym lepsza? – Tae najwyraźniej nie załapał, o co mi chodziło.

-No… w tym…

- W sensie, że w łóżku?!

- Tak.

- Ja nie mogę, Yoona! – chłopak wkurzył się nie na żarty, ponieważ szybko odtrącił moje ręce i zaczął nerwowo krążyć po ścieżce. – Jak możesz mi w ogóle zadawać takie pytania?!

- Bo chcę wiedzieć!

- Nie odpowiem ci na to pytanie, bo uważam, że jest nie na miejscu! Tobie byłoby miło, jakbym się zapytał, czy byłem lepszy w te klocki od Seokjin’a?!

- Nie byłoby… – odpowiedziałam spuszczając wzrok.

- Sama widzisz! …Yoona! – i znowu znalazłam się w jego objęciach. – Kocham tylko ciebie. Nie chcę, aby przeszłość miała jakikolwiek wpływ na nasz związek. W moim poprzednim życiu liczyła się tylko Soeun. Teraz nie widzę świata poza tobą. Nie zapomnę o niej, ale uwierz mi, że nie myślę już o chwilach spędzonych z nią – po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy, które Tae wytarł swoimi palcami obdarzając mnie przy tym ciepłym uśmiechem. – Delektuje się każdą chwilą, spędzoną z tobą. Tym, że mogę z tobą rozmawiać, dotykać cię, całować… A jak się z tobą kocham, czuję, że mógłbym umrzeć w twoich objęciach. Tak bardzo cię kocham! I przestań już płakać, bo czuję, że to moja wina.

- Wcale nie! To moja wina… Przepraszam… Nie powinnam w ogóle cię o to pytać…

- Nie przepraszaj, bo to ja powinienem to zrobić. Trochę za bardzo się uniosłem. Ale chciałem w końcu ci przemówić do rozsądku, iż dla mnie liczysz się tylko ty.

- A dla mnie ty… – uspokoiłam swoje emocje i zdobyłam się na lekki uśmiech.

***

Zostawiłam Taehyung’a samego w domu i poszłam odwiedzić Namjoon’a, którego o dziwo, zastałam krzątającego się po domu.

- Hejka Namjoon! – przywitałam go radośnie.

- Twoja obecność świadczy o tym, że a) nie odprawiłaś rytuału, lub b) że odprawiłaś, ale ci się nie udało.

- A co z odpowiedzią c)?

- Nie ma takiej.

- Namjoon… Jak ja kocham ten twój życiowy optymizm – westchnęłam ciężko.

- To był sarkazm?

- Tak i do twojej wiadomości, odprawiłam rytuał i mi się udało. – klasnęłam w ręce z radości, w oczekiwaniu na jakąkolwiek pochwałę z jego strony, ale on tylko pokiwał głową w odpowiedzi i zaczął coś robić w kuchni.

- W takim razie, ja już chyba nie jestem ci do niczego potrzebny – podsumował po chwili ciszy.

- Wręcz przeciwnie! – powiedziałam podekscytowana. – Potrzebuje twojej pomocy w załatwieniu dokumentów dla mojego byłego ducha.

- Yoona! – krzyknął na mnie rzucając gwałtownie nożem o deskę do krojenia. – Wystarczy mi, że pomagam ci zakłócać równowagę pomiędzy światem żywych, a umarłych. Nie potrzebuję mieć dodatkowych kłopotów z prawem – wypowiadając te słowa zachował powagę w głosie, ale na mnie jego wysiłki nie działały.

Przysunęłam się bliżej niego i zrobiłam minkę kotka ze Shreka.

- No weźźź… Joon… Bądź dobrym kolegą… Na pewno masz jakieś znajomości w urzędach i pomożesz zakochanej po uszy dziewczynie…

- Zaraz! Chwila! – oczy chłopaka o mały włos nie wyskoczyły na zewnątrz. – Ty się w tym duchu zakochałaś?! Ale tak na serio?!

- To aż tak zadziwiające? Pomyśl przez chwilę. Gdyby nie znaczył dla mnie tak wiele, to prosiłabym cię o pomoc we wskrzeszeniu go?

Namjoon był w zbyt wielkim szoku, aby mi odpowiedzieć. Może niepotrzebnie mu o tym powiedziałam?

- Teraz będę się o ciebie jeszcze bardziej martwił… Ale w końcu, zrozumiałem,  dlaczego ci tak na tym zależało i dlaczego zerwałaś z Seokjin’em. O! A tak przy okazji… Widziałaś się z nim może ostatnio? Dzwoniłem do niego, ale nie odbierał. Tak samo, próba zastania go w domu, na nic się zdała.

- To dziwne… Ostatnio go widziałam jakieś trzy dni temu. Był strasznie blady. Twierdził, że jest chory, ale to nic poważnego… Może przeliczył się ze słowami… Wpadnę do niego po drodze. Mam mu coś przekazać od ciebie?

- Spytaj się, czy nadal chce się wybrać ze mną na piwo w weekend.

- A co? Macie zamiar poderwać jakieś laski? – spytałam posyłając mu złośliwy uśmieszek na co ten, od razu mnie zbeształ waląc lekko gazetą w czubek mojej głowy.

- To że ciebie naszła ochota na amory, nie znaczy, że innym też!

- A nie zgadłam?

- No zgadłaś…

- Dobra, idę! – klasnęłam w dłonie i przed opuszczeniem domu, obróciłam się w jego stronę, stojąc w progu. Znowu zrobiłam błagalną minę. – To pomożesz mi?

- A mam inne wyjście? Wolę załatwić tą sprawę od razu, zamiast znosić twoje niezapowiedziane wizyty i narzekanie do końca moich dni – odparł cały naburmuszony.

- Dzięki – posłałam mu oczko.

***

Tak jak powiedziałam wcześniej, udałam się pod dom Seokjin’a i kilka razy przycisnęłam dzwonek przy furtce. Zero odpowiedzi. Większość ludzi dałaby za wygraną i po prostu odeszła, ale ja do niej nie należałam. Coś było nie tak. Sam fakt, że Lucky niespokojnie ujadał filując przed ogrodzeniem, mnie zaniepokoił. Brama dzieląca ulicę od działki mojego przyjaciela nie była zbyt wysoka, dlatego postanowiłam wspiąć się na samą górę. Musiałam być przy tym bardzo ostrożna, ponieważ wystające na samym szczycie pręty były ostro zakończone. Popełniłam błąd zaskakując od razu w dół, zamiast obrócić się i osunąć się na bramie do ziemi. Miałam na sobie szorty, dlatego przy niefortunnym upadku na gole kolana otarłam je sobie do krwi. Na szczęście, tylko trochę szczypało. Pogłaskałam Lucky’iego i od razu podeszłam do drzwi wejściowych. Były otwarte. Chciałam ostrożnie wejść do środka, ale pies puścił się pędem przede mną. Pobiegłam za nim.

Zaprowadził mnie do swojego właściciela, który… leżał na podłodze. Osunęłam się w dół na zranione kolana i wpadłam w histerię. Obróciłam Seokjin’a na plecy i zaczęłam sprawdzać jego funkcje życiowe. Oddychał, ale był nieprzytomny. Chwyciłam w drżącą dłoń komórkę i zadzwoniłam po karetkę. Zaraz po tym, wybrałam numer do Namjoon’a.

- Namjoon! Przyjdź do domu Seok’a natychmiast! – wykrzyczałam nie czekając na jego odpowiedz i rozłączyłam się.

Wciąż patrząc ze smutkiem na bladego, jak ściana chłopaka i próbując opanować swój histeryczny płacz, zaczęłam się modlić, aby nic złego mu się nie stało.

***

W szpitalu, razem z Namjoon’em czekaliśmy na spotkanie z doktorem, który przebadał naszego przyjaciela. Ja, wciąż płakałam. Joon starał się mnie uspokoić, ale pomimo tego, iż zachowywał kamienną twarz, czułam, że w głębi serca martwi się jeszcze bardziej niż ja.

Lekarz oznajmił nam, że nie wie, co się dzieje z Seokjin’em. Ma pozostać w szpitalu na obserwacji, ale nic więcej nie było wiadome. Byłam załamana. Po chwili, Namjoon uderzył gwałtownie pięścią w ścianę, co mnie przeraziło.

- Ja doskonale wiem, co mu jest – wyszeptał cichym, acz gniewnym tonem. – Doskonale, kurwa wiem co mu jest…

- Namjoon? – spytałam cicho przerażona. – O czym ty mówisz?

- Z niego uchodzi życie, za tego twojego kochasia!

- C-c-co?

- Nie pamiętasz co ci powiedziałem przed odprawieniem rytuału?! Pozwól, że ci przypomnę… – chłopak ugiął kolana i zniżył się do poziomu mojego siedzenia na szpitalnym korytarzu. Spojrzał prosto w moje oczy i wtedy dostrzegłam w nich nienawiść. Wiedziałam, że była ona skierowana do mnie. – Życie za życie… Seokjin umiera, aby ten twój duch mógł żyć! Zrozumiałaś w końcu?!

- Ale dlaczego akurat on?

- To logiczne. Seok jest jedną z najbliższych ci osób. Do tego, jest facetem jak tamten. Wspominałaś mi, że twój nowy chłopak umarł w wieku dwudziestu trzech lat. W tym samym wieku jest teraz Seokjin. Śmierć wybrała sobie idealnego zastępcę – dodał sarkastycznie.

- To niemożliwe…

- Yoona! Nie wiem już, co jest możliwe, a co nie, ale wiem jedno… – chłopak gwałtownie chwycił w swoje dłonie moje ramiona i potrząsnął mną, jak szmacianą lalką. – Mój najbliższy przyjaciel teraz umiera przez twoje zabawy z duchami!

Odszedł gdzieś w głąb korytarza, a ja zaczęłam głośno drzeć się przez łzy jednocześnie osuwając się na podłogę. Leżałam skulona na posadzce ukrywając zapłakaną twarz w dłoniach, dopóki dwie pielęgniarki nie pomogły mi wstać.

 ***

Czuwałam przy łóżku Seokjin’a mając nadzieję, że w końcu się obudzi. Wystarczyłoby mi, aby poczuł się lepiej. Cokolwiek. Żeby zdarzył się jakikolwiek cud. Trzymałam jego lewą dłoń w swoich dwóch patrząc się ślepo w jego twarz przepełnioną wewnętrznym bólem. Byłam zła na siebie. Wiedziałam, że to, co go spotkało, jest przeze mnie. Straciłam poczucie czasu. Nie wiedziałam ile godzin tak przy nim tkwiłam. W pewnym momencie, Namjoon wszedł do sali, a ja ani drgnęłam.

- To moja wina, wiem – oznajmiłam zachrypniętym głosem. – To ja powinnam teraz tu leżeć, zamiast niego… On nie miał z tym nic wspólnego, a to jego spotkały konsekwencje mojego występku…

- Yoona przepraszam – Namjoon w końcu podszedł do mnie i położył dłonie na moich barkach. – Nie powinienem mówić tego wszystkiego tobie. To nie twoja wina. Poniosło mnie. Zrozum… To mój najbliższy przyjaciel. Nie chcę go stracić.

Nie spojrzałam na jego twarz, ale wyczułam, że powstrzymywał napływające do jego oczu łzy. Jego drżący głos go zdradził.

- Może i nie znam go tak długo, jak ty, ale zdążył już zostać bliską memu sercu osobą. Nie wybaczę sobie do końca życia, jeśli umrze przeze mnie… Gdybym mogła cofnąć czas… – nie wytrzymałam i znowu zalałam się łzami. Od nadmiaru negatywnych emocji, zaczęła mnie boleć głowa.

- Idź do domu – polecił chłopak.

- Nie. Zostanę przy nim. Przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić…

- Nic tym nie zdziałasz. Ja przy nim posiedzę. Jeśli coś się stanie, zadzwonię do ciebie. Twój chłopak, na pewno się o ciebie martwi.

Wstałam ociężale i odwróciłam się w stronę Joon’a, który patrzył na mnie smutnym wzrokiem.

- Naprawdę jest mi z jego powodu przykro…

Mój znajomy nic już więcej nie powiedział. I wcale nie musiał. Na jego miejscu, zapewne przeklinałabym samą siebie za to, co zrobiłam. Jego milczenie było odpowiedzią na bezsilność obojga z nas. Wiedziałam, że zdążył mnie znienawidzić i wcale nie miałam mu tego za złe.

***

Wróciłam do zamku, cała we łzach. Rzuciłam na stolik klucze i udałam się do salonu w poszukiwaniu Taehyung’a. Chciałam mu tylko powiedzieć co się stało i czym prędzej udać się z powrotem do szpitala. Ale nie zastałam tam jego, lecz Sungkyong. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, jakim cudem weszła do mojego domu.

- Przepraszam cię – zaczęłam, próbując opanować swoje zdenerwowanie. – ale nie jestem dzisiaj w nastroju na pogaduszki. Umówimy się kiedy indziej, ok?

Przewidywałam, że zacznie mnie wypytywać, o to, co się stało. Ta jednak, podeszła do mnie powolnym i… zniewalającym (?) krokiem, po czym kładąc dłoń na moim prawym policzku, przechyliła lekko głowę na bok zupełnie jakby się nad czymś zastanawiała. Jej zachowanie było przerażające i od razu zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje.

- Rzeczywiście… – westchnęła piskliwym głosem, który ani trochę nie przypominał jej prawdziwego tonu. – jesteś do niej uderzająco podobna. Myślisz, że udało ci się go omotać, ale ja jestem od ciebie sprytniejsza i nie pozwolę na to, aby historia się powtórzyła.

Sungkyong wymierzyła mi silny cios w policzek tak, że upadłam na podłogę. Będąc w głębokim szoku, wstałam z powrotem na równe nogi trzymając się za bolący policzek.

- Sungkyong! Co ty wyprawiasz?! – wykrzyczałam posyłając jej przerażone spojrzenie.

Nie minęła sekunda, a dłonie mojej przyjaciółki zaciskały się na mojej szyi, a ja ledwie łapałam powietrze.

- Zniszczę cię suko!

NOTKA OD AUTORKI:

Jak myślicie, Seokjin umrze? Ciekawi mnie również, czy już domyśliliście się, co się stało Sungkyong;) Oczywiście, odpowiedzi na te pytania, zostaną zawarte w następnym (i już przedostatnim rozdziale).

Na koniec, pragnę podziękować wszystkim wiernym czytelniczkom za ogromne wsparcie, kiedy to zwątpiłam w moje zdolności pisarskie. W szczególności pragnę podziękować: Ann, BamBam, kpoperka0507, Liu Oll, Ania, Raikiri za słowa otuchy;) Jeśli kogoś pominęłam, bardzo przepraszam. Jestem wdzięczna wszystkim czytelnikom, którzy odwiedzają mojego bloga i obiecuję was nie zawieść w przyszłości;)

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam was wszystkich gorąco!:)))

Ogłoszenie!

Z przykrością oznajmiam, że usuwam swojego bloga. Długo nad tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że to słuszna decyzja. Ostatni komentarz dotyczący mojego opowiadania skłonił mnie do refleksji nad moją ,,twórczością”.Oczywiście, było w nim sporo krytyki, ale słusznie uzasadnionej. Najwidoczniej, nie nadaję się do prowadzenia bloga, a już tym bardziej do pisania. Spotkałam się z opinią, że prawdopodobnie jestem równie płytka, co główna bohaterka… Może to i racja?

Cóż… Tak więc postąpię! Chciałam z całego serca podziękować wszystkim czytelnikom, za to, że odwiedzali mojego bloga. Nie wiem, czy wasze miłe komentarze były szczere, ale wolę myśleć, że tak:) Teraz nie będziecie musieli się ze mną dłużej męczyć… W sumie to po co czytać coś, co nie jest tego warte i marnować przy tym cenny czas?;)
Chcę natomiast zapewnić, że nie przestanę odwiedzać waszych blogów i pozostawiać komentarzy (o ile one w ogóle są cokolwiek warte).

W przeciągu dwóch tygodni, mój blog przestanie istnieć. Jeszcze raz wszystkim dziękuję, pozdrawiam i żegnam!:)

Every House Has Its Own Secrets : Rozdział 10

10. Supermundane feeling

tumblr_mz4033AGb21qlq8bco1_500

- To niemożliwe… – Wyszeptałam czując jak mój oddech staje się niemiarowy, a serce bije coraz mocniej.

- A jednak. – Powiedział Taehyung wciąż się uśmiechając.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę!

Nie wytrzymałam i uściskałam Tae najmocniej jak tylko potrafiłam. Płakałam i śmiałam się na zmianę ze szczęścia. Nie byłam nawet w stanie opisać mojej euforii, gdy mogłam poczuć bicie serca i poruszającą się klatkę piersiową mojego byłego już ducha. Każdy jego ruch, dotyk, który mogłam odczuć sprawiał, że gotowałam się w środku.

- Nie płacz, Yoona… – Wyszeptał do mojego ucha, a ja wpadłam w stan uniesienia, gdy poczułam jego oddech odbijający się o moje lewe ucho. – Jeszcze kilka takich „deszczowych dni” i wyschną ci gałki oczne.

Nie odrywając swojej klatki piersiowej, od jego własnej, wplotłam prawą dłoń w jego włosy i zaczęłam badać po kolei prawie każdą część jego ciała. Spojrzałam w jego oczy delikatnie gładząc dłonią teraz jego policzek, potem zeszłam do jego klaty, aby w końcu wpleść rękę w jego własną.

- Przepraszam… – Oznajmiłam drżącym głosem. – Ale już nie wytrzymam…

I wpiłam się w jego usta jednocześnie błądząc desperacko dłońmi po jego ciele ukrytym pod koszulą i spodniami. Taehyung nie pozostał mi dłużny. Oplótł swoimi ramionami moje plecy i przycisnął jeszcze mocniej do swojego ciała. Pogłębiał pocałunki, co sprawiło, że zaczęłam pragnąć go jeszcze mocniej, niż na początku.

- Jestem głodna, a ty? – Spytałam po kilku minutach dysząc ze zmęczenia.

- Pewnie.

Zeszliśmy na dół, do kuchni. Postanowiłam upichcić coś na szybko, ponieważ byłam głodna jak wilk. Zgadywałam, że Tae również, skoro znowu jest człowiekiem i odczuwa fizjologiczne potrzeby.

- I jak? Zjadliwe? – Spytałam Taehyung’a między kolejnymi kęsami.

- To jest przepyszne! Jakbym miał niebo w gębie! Miła odmiana po wiekach głodu. – Odpowiedział śmiejąc się przy tym serdecznie.

Ja natomiast, nie mogłam przestać patrzeć się na niego pytająco. To było dziwne. Zdążyłam się przyzwyczaić do towarzystwa ducha, a teraz muszę przyjąć do wiadomości, że nagle ożył. Nie ukrywam… byłam w niebo wzięta z tego powodu! W końcu, mogłam dotknąć Taehyung’a i mieć pewność. że jest przy mnie cały czas. Jadłam powoli, obserwując jego każdy ruch. Mógł mnie wziąć w tej chwili za wariatkę, ale nie mogłam nic na to poradzić. Tak jakby, chciałam się upewnić, czy on naprawdę jest obecny nie tylko duchem, a ciałem.

- I co my teraz z tobą zrobimy…? – Spytałam rozmarzonym głosem na co Tae zrobił nieco zdezorientowana minę.

- Co masz na myśli?

- Wszystko. Ożyłeś, ale tak jakby nadal nie istniejesz. Nie masz żadnych dokumentów. Nie możesz podać swoich prawdziwych danych, bo jesteś uznany za zmarłego…

- Yoonaaa… – Przyłożył mi palec do ust. – Na razie, nie chcę się tym przejmować. Pragnę nacieszyć się faktem, iż znowu żyję i mogę z tobą w pełni spędzić czas.

Wstał od stołu i podszedł do mnie od tyłu. Jego dłonie spoczęły na mojej szyi. Ten niewinny ruch sprawił, że już odleciałam. Zaczął zmysłowo pieścić moją skórę… Miał tak aksamitne dłonie…

- Chcę cię dotykać… – Ugiął kolana i przybliżył swoją twarz do mojego lewego policzka, który pocałował subtelnie. Automatycznie zamknęłam oczy. – Całować…

Tym razem złożył pocałunek na moich ustach, a ja pogłębiłam go, łapiąc dłonią tył jego głowy. Po tym, już obydwoje straciliśmy rozum i zaczęliśmy się wzajemnie pieścić i całować bez opamiętania. Pozbywając się po drodze części garderoby, wróciliśmy do mojej sypialni. Rzuciliśmy się na lóżko. Taehyung zdjął ze mnie bieliznę i zaczął składać pocałunki na moim ciele. Był w tym wszystkim niewiarygodnie delikatny, ale nie do przesady. Błądziłam dłońmi po jego szerokich i umięśnionych plecach, barkach i ramionach. Taehyung nie przestawał poruszać językiem w moich ustach jednocześnie ściskając moje piersi. Ja zeszłam prawą dłonią w dół jego klatki piersiowej i złapałam jego czułe miejsce. Tae wydał z siebie cichy jęk i przygryzł moją dolną wargę. Dojrzałam w prawym kąciku jego ust lekki uśmiech, więc posłałam mu wyzywające spojrzenie. Taehyung rozłożył moje nogi i powoli wszedł we mnie. Oboje wydaliśmy z siebie głośne jęki i przytuliliśmy do siebie policzkami. To on nade mną dominował, ale podobało mi się to. Wyginałam się i krzyczałam z rozkoszy pod ciężarem jego ciała. To było coś zupełnie innego. Jeszcze nigdy dotąd nie czułam się tak wspaniale. Zanim we mnie doszedł wyszeptał, abym otworzyła oczy i spojrzała w jego własne. Wtedy poczułam, że on mnie pragnie na poważnie, a ja zdałam sobie sprawę, że go szczerze kocham.

- Nie opuszczaj mnie… – Wyszeptałam oddychając ciężko z głową na jego klatce piersiowej.

- Nigdzie się nie wybieram. – Odparł gładząc moje włosy i w tej samej chwili zasnęłam.

 ***

Gdy się obudziłam, od razu podniosłam się z przerażenia do góry. Spojrzałam w dół i zobaczyłam śpiącego smacznie na prawym boku Taehyung’a. W jednej chwili pojawił się banan na mojej twarzy. Spał tak słodko i niewinnie… Przejechałam prawą dłonią delikatnie po jego czarnej grzywce, spadającej na czoło. Chwyciłam za komórkę leżącą na szafce nocnej. Godzina dziewiętnasta. Wynikało z tego, że po moim porannym przebudzeniu ze trzydniowej ,,śpiączki” i igraszkach z moim ukochanym, przespaliśmy sześć godzin. Taehyung zapewne przez cały czas mojego długiego snu nie zmrużył oka, dlatego pozwoliłam mu dalej spać. Spróbowałam się wyślizgnąć z łóżka jak najciszej i najdelikatniej jak tylko potrafiłam, ale zaraz poczułam oplatające mój brzuch dłonie chłopaka. Sprowadził mnie z powrotem na jego klatkę piersiową i pocałował czule w usta.

- Już ode mnie uciekasz? – Spytał prztykając mnie w zabawny sposób w nos.

- Nie uciekam. – Odpowiedziałam uśmiechając się lekko. – Po prostu, chciałam żebyś się przespał, ponieważ zapewne nie spałeś od czasu swojego zmartwychwstania.

- Ja nie potrzebuję snu, tylko ciebie. – I znowu pocałował mnie w usta.

- Ja też ciebie potrzebuję. I martwię się o ciebie. Dlatego nie dyskutuj ze mną i wracaj do spania! Zapomniałeś, że znowu jesteś człowiekiem?! – Zaczęłam grymasić.

- Pamiętam o tym. – Odparł przybliżając twarz do mojej i w czuły sposób otarł kilka razy nasze nosy o siebie, co wywołało u mnie lekki śmiech.

- Wiesz z czego właśnie zdałam sobie sprawę?

- Z czego?

- Że przed chwilą kochałam się ze zmarłym sprzed pięciu wieków chłopakiem… Czy to nie podchodzi pod pedofilię z twojej strony, połączoną z nekrofilią z mojej?

- Cóż… – Przyjął wyraz twarzy głębszego zastanowienia, po czym posłał mi perwersyjny uśmieszek… Właśnie sobie zdałam sprawę również z tego, że był mistrzem w tego typu minach. – Przynajmniej będziesz miała co opowiadać na babskich wieczorach, gdy przejdziecie do tematu seksu.

- Z ciebie to jednak jest wiekowy zboczuszek! – Odparłam waląc go w głowę poduszką i śmiejąc się przy tym nieśmiało. Tae posłał mi spojrzenie pełne zaskoczenia i pragnienia zemsty. Pochwycił drugą poduszkę i oddał mi cios. Zaraz zaczęła się między nami bitwa na poduszki i w jednej chwili pióra z poszewek unosiły się nie tylko nad łóżkiem, lecz po prawie całej sypialni. Oboje byliśmy dla siebie bezwzględni i zalaliśmy się histerycznym śmiechem. Ta zabawa nie była jedynie dziecinna, co dość dziwna, zważając na fakt, że byliśmy całkiem goli.

- Dobra, Yoona… Starczy już… – Zadecydował mój ukochany osuwając się na pogniecione prześcieradło. – Twoje podskakujące cycki za bardzo mnie dekoncentrują.

- A co ja mam powiedzieć?! Twój radośnie dyndający na wszystkie strony… ekhm… no wiesz co… Mnie powinien jeszcze bardziej dekoncentrować…

- To nie to samo, zważając na fakt, co sobie właśnie wyobraziłem… – Przerwał mu dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. Od razu poczułam falę gorąca.

- Później mi opowiesz o tym, co ty tam sobie uroiłeś w tej głowie, ale najpierw pójdę otworzyć drzwi, a ty poudawaj przez chwilę, że znowu jesteś duchem. – Oznajmiłam zarzucając na siebie w zawrotnym tempie koszulę nocną, a na to szlafrok. Otworzyłam zdyszana i spocona drzwi na zewnątrz, a po drugiej stronie ujrzałam… Hoseok’a.

- Hoseok! A co ty tu robisz?! – Zapytałam automatycznie.

- Ja bym mógł ciebie spytać o to samo… – Wyciągnął dłoń w moją stronę i wplótł w moje włosy, po czym cofnął z powrotem trzymając w dwóch palcach białe piórko. Zalałam się rumieńcem i próbowałam stłumić lekki uśmieszek. – Biłaś się z gołębiami, czy co?

- Wcale nie! – Wybuchłam próbując ułożyć w myślach jakieś błyskotliwe kłamstwo, ale jakoś nic mi nie przychodziło do głowy. – Ja… tylko…

- O co chodzi? – Usłyszałam niespodziewany głos Taehyung’a, który objął moje ramiona. Spojrzałam się w tył i ujrzałam jego poważną twarz tuż obok mojej.

- A ty kim jesteś? – Spytał kolega mojego brata.

- Taehyung. Chłopak Yoony. A na twoje wcześniejsze pytanie odpowiadam, że urządziliśmy sobie bitwę na poduszki stąd pióra w jej włosach. – Odpowiedział to z takim luzem, że miałam ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło. Stałam jak ten kołek i czułam, że nie mogę się ruszyć, ani nic powiedzieć.

- Aha… – Odparł zaskoczony Hoseok i posłał mi pytające spojrzenie. – A od kiedy wy…?

- Sypiamy ze sobą? – Spytał od razu Tae, a ja zrobiłam wielkie oczy odwracając się w jego stronę. – Dzisiaj był pierwszy raz… Ał! – Wydał z siebie głośny krzyk i wykrzywił twarz w bólu, po tym jak nadepnęłam na jego stopę.

- Ty idioto! On miał na myśli to, od kiedy ze sobą chodzimy! – Warknęłam.

 ***

W czasie, gdy Taehyung posłusznie czekał w salonie, ja przygotowywałam kolację dla nas wszystkich i specjalnie zmusiłam Hoseok’a do pomagania mi, aby pogadać z nim na osobności.

- Mogę znać powód dla którego tu jesteś? – Spytałam.

- Jimin mnie wysłał na przeszpiegi i widzę, że będę miał mu sporo do powiedzenia. – Odpowiedział posyłając mi zadowoloną z siebie minę.

- Sam nie mógł się pofatygować?

- A nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Ja miałem akurat wolną chwilę, no i nie ukrywam… liczyłem na to, że z tobą poflirtuję… Ale w obecnej sytuacji… Dupa blada.

- Przykro mi, że ktoś już cię ubiegł w tym temacie. – Odparłam sarkastycznie. – Ale błagam… Nie mów o Taehyung’u Jimin’owi… – Złożyłam ręce w proszącym geście.

- Jestem zobowiązany do powiedzenia mu tego! W końcu, to mój przyjaciel!… A dlaczego w ogóle miałbym mu nie mówić? On chyba nie jest jakoś specjalnie o ciebie zazdrosny… No chyba, że chodzi o mnie…

- Ale on jest typem wrednego człowieka. Będzie mi dokuczał na każdym kroku z tytułu tego, że mam chłopaka. Ciągle by mnie tylko szturchał i szczypał wypytując się o szczegóły z mojego intymnego życia. To jest serio wkurzające!

- Jakoś mnie to nie rusza… Raczej motywuje do tego, aby mu powiedzieć o tym, co tu zastałem i usłyszałem.

Puścił do mnie oczko i dostrzegłam w kącikach jego ust wredny uśmieszek, gdy upijał łyk wody.

- Nie powiesz mu! – Zagroziłam wymierzając ostrzem w jego stronę, gdy przekrajałam bułkę.

- A dlaczego jesteś tego taka pewna?

- Bo jeśli mu powiesz, to ja oznajmię mu, że próbowałeś się do mnie dobierać… – Przybliżyłam twarz do jego własnej i wyszeptałam złowieszczym tonem. – Jak myślisz… Komu uwierzy? Mnie, czy tobie?

- … Tobie…

- I dobrze myślisz…

 ***

Przyjaciel mojego brata opuścił zamek tej samej nocy, ale gdy wychodził, w tym samym czasie ujrzałam w progu Seokjin’a. Pożegnałam się z Hoseok’iem i spojrzałam na mojego przyjaciela, który posłał mi pytające spojrzenie.

- To był Hoseok. Współlokator mojego brata, który chciał się upewnić, czy wszystko ze mną w porządku. – Odpowiedziałam na zadane przez niego w myślach pytanie.

- Aha. Bo właśnie pomyślałem, że to twój nowy chłopak.

- Nie! Coś ty!

- Chciałem ci to dać. To książki o które prosiłaś.

Wręczył mi zbiór opowiadań George’a R.R. Martina. Pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się.

- Dziękuję. Oddam ci je, jak tylko przeczytam.

- Nie ma sprawy. – Machnął ręką. – I tak się tylko u mnie walały po kątach. Odwrócił się na pięcie z zamiarem odejścia w drugą stronę, ale ja zatrzymałam go łapiąc za rękaw jego koszuli.

- Seokjin? – Spytałam zatroskanym głosem. – Co ci jest? Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie blady…

To była prawda. Wyglądał okropnie. Widać było, że coś mu dolega. Przeraziłam się nie na żarty i zaczęłam sprawdzać, czy nie ma temperatury.

- Jakoś głowa mnie boli… – Odparł zrezygnowanym głosem. – Chyba mnie dopadła jakaś choroba… W ogóle się czuję taki bezsilny i nie do życia. Pewnie to dlatego, że już dawno nie chorowałem i objawy są silniejsze, niż zazwyczaj. Ale spoko, przejdzie mi. – Dodał wysilając się na lekki uśmiech.

- Nie byłabym tego taka pewna. – Pokiwałam przecząco głową i spojrzałam w jego podkrążone oczy. – Powinieneś pójść do lekarza, bo nie wygląda mi to na coś lekkiego… Zawiozę cię do szpitala!

- Nie trzeba! Wezmę sobie na noc proszki od bólu głowy i położę się wcześnie spać. Nie martw się o mnie.

- Jak chcesz… Ale jakby ci się pogorszyło to dzwoń, ok?

- Dobrze. Dziękuję ci. – Przytulił mnie na pożegnanie, a ja wyczułam, przez ubranie jego zapadniętą klatkę piersiową. Do tego, jego uścisk był bardzo słaby, co mnie zmartwiło jeszcze bardziej. Miałam wrażenie, że żegnam się z chodzącym trupem i jeszcze przez kilka sekund stałam w otwartych drzwiach obserwując jak chłopak powolnym krokiem idzie w stronę swojego domu.

Odłożyłam na stolik książki i weszłam do salonu, gdzie czekał na mnie Taehyung. Posłałam mu zniewalający uśmiech i dotknęłam jego gładkiej skóry przez uchylony u góry szlafrok.

- To co? – Spytałam spoglądając w jego urocze oczy przygryzając przy tym dolną wargę. – Co miałeś na myśli przed tym, jak pojawił się Hoseok?

- Mam ci zademonstrować to tutaj, czy wolisz iść do łóżka?

W jednej sekundzie opuściłam swój szlafrok na podłogę i podobnie postąpiłam z koszulą nocną.

- Po co tracić czas?

 ***

- Mogłeś od razu powiedzieć, że chodziło ci o to, abym była na górze. – Oznajmiłam wtulając się w zagłębienie jego szyi, gdy leżeliśmy wycieńczeni na kanapie popijając wino.

- A co by to zmieniło?

- Nie musiałabym się przez cały czas martwić, że chodzi ci o coś bardziej… zboczonego.

- Wbrew pozorom, mam w sobie więcej taktu, niż współczesny facet.

- No tak, zapomniałam ty mój rycerzu…

Cmoknęłam go czule w usta. Ehh…to była jedna z najwspanialszych chwil w moim życiu i chciałam, aby trwała wiecznie… Poza kochaniem się z Tae, oczywiście.

- Yoona?

- Tak?

- Kocham cię i nic tego nie zmieni. – Wyznał patrząc prosto w moje oczy, a ja poczułam jak do moich oczu napływają łzy szczęścia.

- A ja ciebie…

Próba sił (Yuta)

c6811ca0-d268-4fd8-b368-7ae70b6f48ae

- Nicole!!! Wycofujemy się!!! – Krzyknął do mnie zdecydowanym głosem Jaehyun. Odwróciłam się na pięcie, aby go dojrzeć na polu bitwy.

- Daj spokój! Nie jest ich tak wielu! Damy im radę! – Odparłam wykrzykując na całe gardło w jego stronę.

- Walka wręcz to nie nasza specjalność! – Podszedł i złapał mnie gwałtownie za rękę. – Daj wykazać się ekspertom i z łaski swojej wróć ze mną do bazy.

Wyrywałam się na wszystkie strony, ale ten siłą zaniósł mnie z powrotem za mury miasta. Na szczęście, kolejne oddziały naszej armii w tym samym czasie wyszły na pole bitwy.

Był rok 2028. Po wybuchu śmiertelnej epidemii zapoczątkowanej przez nowo powstały wirus, przenoszony przez dotyk, świat ogarnął totalny chaos. Wirus był połączeniem chorego na wściekliznę psa, który zmodyfikował się w kontakcie ze świnią. Nigdy nie wyjaśniono jak do tego doszło, ponieważ specjalistom udało się jedynie wyodrębnić w wirusie geny tych dwóch zwierząt. Był o tyle groźny, że przenosił się w bardzo łatwy sposób. Wystarczył jedynie uścisk dłoni zakażonej osoby, która umierała w przeciągu dwóch dni. Wirus rozprzestrzeniał się w tak zawrotnym tempie, że zanim naukowcom udało się stworzyć antidotum, zginęło 2/3 ludzkości.

Wydawać by się mogło, że problem został zażegnany, ale nastały zamieszki na tle politycznym. Zapoczątkowała się walka o władzę. Każdy chciał stworzyć swój własny porządek. Najsilniejszym człowiekiem aspirującym do roli przywódcy nowego świata był niejaki Heinrich Luft. Współczesny neonazista. Chciał sprawować drugą politykę Hitlera. Na nieszczęście wielu, miał spore grono zwolenników. Utworzył własną armię, która powalała jej liczebnością. Ja należałam do ruchu oporu, który nieustannie walczył z siłami tyrana. Nie mieliśmy zdefiniowanego przywódcy. Umieliśmy się zbiorowo porozumieć. To była prawdziwa demokracja. Łączyło nas to, aby pokonać tego toksycznego człowieka i jego ludzi. Mieliśmy własne oddziały zbrojne, które były pogrupowane na różne rodzaje sposobu walki z wrogiem. To nas wyróżniało. Szkoliliśmy się przez lata, aby osiągnąć doskonałość w wyznaczonej dziedzinie walki. Posiadaliśmy sekcję wojowników posługujących się bronią palną, sekcję atakujących bronią białą itd. Ja należałam do sekcji łuczniczej. Od najmłodszych lat, łuk był jedną z moich ulubionych zabawek i przez ostatnie lata opanowałam sztukę posługiwania się nim do perfekcji. Jednak nadal mi czegoś brakowało… Bezpośredniego kontaktu z wrogiem…

- Jaehyun! Puszczaj! Sama trafię do kwatery głównej! – Wrzeszczałam wierzgając na wszystkie strony w ramionach mojego przyjaciela, który zaprowadził mnie do centrum dowodzenia.

- Ta… dobre sobie… – Prychnął pod nosem. – Ja cię puszczę, a ty wrócisz w podskokach na pole bitwy.

- Nie bądź nadopiekuńczy! Puść mnie! Obiecuję, że nie ucieknę!

Jaehyun zwolnił uścisk i posłał mi wściekłe spojrzenie.

- Czy ciebie do reszty pogięło?! Życie ci niemiłe?! Przecież, gdybyś tam została, mogłabyś zginąć! Nie jesteśmy szkoleni do bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem!

- Wiem o tym… – Odparłam spuszczając głowę w dół i przybierając postawę skrzywdzonego dziecka. – Tylko… Nie masz tak czasem, że chciałbyś mieć bezpośredni kontakt z wrogiem? Żeby sprać mu tyłek patrząc prosto w jego oczy.

- Nicole… Zaczynasz mnie przerażać. Jesteśmy szkoleni do zabijania, ale nie powinno to być dla nas przyjemnością.

- Nie twierdzę, że jest! Wierz mi… codziennie martwię się tym, że ja już raczej do nieba nie trafię… Ale ostatnio mnie ciągnie do innego rodzaju walki…

- Za dużo myślisz. – Oznajmił kładąc na moim ramieniu dłoń. – Skup się na tym, w czym jesteś najlepsza, czyli w strzelaniu z łuku. Po to wszyscy przechodzą tak długie szkolenia, aby być perfekcjonistami, a nie żółtodziobami w różnych dziedzinach.

- Masz rację…

- Jaehyun! Nicole! Znowu się opierdalacie?! – Ten złowieszczy ton należał do dowódcy naszego oddziału, który podszedł do nas i popatrzył gniewnie na naszą dwójkę.

- Pułkowniku, my się nigdy nie obijamy. – Odparł spokojnie Jaehyun. – Pułkownik dobrze wie, że należycie wypełniamy swoje obowiązki.

- Na polu walki może tak, ale zawodzicie jeśli chodzi o obowiązki biurowe. Jazda pisać mi zaległe raporty, ale już! – Wskazał nam nasze biuro, więc posłusznie udaliśmy się we wskazanym przez niego kierunku.

 ***

Po czasochłonnym uzupełnianiu raportów, postanowiłam poświęcić chwilę na trening. Były już późne godziny wieczorne, więc kwatera główna świeciła pustkami. Udałam się do składziku wypełnionego różnymi rodzajami broni, która nie była już przez nikogo używana. Większość mieczy miała stępione ostrza, pistolety były zużyte, itd. Jednak, rok temu wśród tych zapomnianych narzędzi znalazłam prawdziwą perełkę. A mianowicie, samurajski miecz. Był w przyozdobionej japońskimi ornamentami skrzyni. Dziwiłam się jak takie cacko może zostać porzucone. Miecz był w idealnym stanie, a przede wszystkim urzekał swoją piękną rękojeścią. W tajemnicy przed wszystkimi, prawie codziennie odwiedzałam to miejsce, aby ćwiczyć posługiwanie się nim. Składzik miał sporo wolnej przestrzeni, więc mogłam bez problemu nim manewrować na wszystkie strony i ustawić manekina ćwiczebnego. Tak też postąpiłam tym razem, jednak moje próby szybko ktoś przerwał.

- Więc to do tego rodzaju walki cię ciągnie? – Spytał zza moich pleców Jaehyun.

Z przerażenia aż serce mi podskoczyło do gardła. Posłał mi tajemnicze spojrzenie i wykrzywił usta w półuśmiech.

- Jae! Nie strasz mnie tak! – Odparłam wściekła.

- Przepraszam. Niezły se tu plac ćwiczebny urządziłaś. – Oznajmił podchodząc do mnie. – Chyba bierzesz tą sprawę na poważnie. Mogę?

Podałam mu miecz. On obejrzał go dokładnie ze wszystkich stron i oddał mi kiwając głową z aprobatą.

- Pierwszorzędna robota. Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że w walce go nie użyjesz?

- Gdybym wstąpiła do sekcji samurajów, to bym mogła… – Powiedziałam rozmarzonym głosem.

- Ale ci się to nie uda. Może i nie jestem wybitnie spostrzegawczy, ale przez trzy lata spędzone u twoim boku, nie zauważyłem żebyś miała skośne oczy.

- Bardzo śmieszne Jae…

- No taka prawda. Nie oszukujmy się. Do naszego oddziału może przystąpić przedstawiciel każdej rasy, ale samuraje… Oni mają własne zasady. Nie przyjmują nikogo, kto nie ma japońskich korzeni. To główny i niepodważalny warunek i ty dobrze o tym wiesz.

- Wiem… Ale…

- Ale co?

- Zaczyna mnie do tego ciągnąć. Gdy mam miecz w ręku czuję, że jestem w innym świecie. Swoim własnym. Nabieram więcej siły. Kiedyś myślałam, że łuk mi daje wszystko, ale od roku jestem przekonana, że to właśnie w tym mieczu jest zaklęty mój duch walki.

- Ja tam się nie znam na filozoficznych przemyśleniach. Jestem realistą i doskonale wiem, że nawet gdybyś przeszła operację plastyczną, to i tak by cię nie przyjęli do sekcji samurajów.

- Spróbować nie zaszkodzi. – Oznajmiłam chowając miecz.

- Czy mam rozumieć, że chcesz spróbować?! – Spytał zaskoczony moim stwierdzeniem.

- Przecież mnie nie zabiją jak zechcę spróbować. Najwyżej… trochę poturbują. – Odparłam wzruszając ramionami.

- Jeśli cię przyjmą, to ja równie dobrze mogę zostać Nowym Dalajlamą.

Udałam się do wyjścia i rzuciłam w jego stronę tajemniczy uśmiech.

- Jakby co, trzymam cię za słowo.

 ***

Dopiero gdy zbliżałam się do siedziby oddziału samurajów, zrozumiałam, że to głupi pomysł. Powitały mnie zdziwione spojrzenia wojowników, którzy z chęcią rzuciliby w moją stronę: Czego tu szukasz dziewczynko? Zdenerwowana podeszłam do głównego wojownika (bo z dokumentów wiedziałam, że to właśnie on) trzymając w ręku skrzynię z mieczem. Mężczyzna w średnim wieku posłał mi zdziwione spojrzenie. Postanowiłam od razu przejść do rzeczy.

- Konnichiwa! – Powitałam go kłaniając się jak należy. Wiedziałam, że teraz muszę uważać, aby nie pogwałcić żadnego z ich zwyczajów. – Mam na imię Nicole i należę do…

- Wiem kim jesteś. – Przerwał mi zachowując zimne spojrzenie. – Co cię do nas sprowadza?

- Chcę do was dołączyć.

W tej samej chwili, wszyscy wokół zaczęli się ze mnie głośno śmiać. To był chyba najbardziej upokarzający moment w moim życiu. Chciałam zapaść się pod ziemię. Popatrzyłam na każdego z zebranych. Wszyscy mieli ze mnie ubaw, oprócz jednego chłopaka, który zachował twarz bez wyrazu. Nie wiedziałam jak się nazywa, ale jako jedyny nie zareagował tak jak pozostali.

- Biała panna chce do nas dołączyć! Zaraz chyba padnę ze śmiechu! – Usłyszałam głośne docinki jakiejś dziewczyny. Odwróciłam się w jej stronę. Była dość niską Japonką, która była ubrana w lateksowy strój, a u boku miała przepasany miecz. – Ty nie jesteś przypadkiem z sekcji łuczniczej? Nie masz pojęcia o prawdziwej walce!

- A chcesz się przekonać? – Odparłam.

- Wyzywasz mnie na pojedynek? – Spytała kpiącym głosem.

- Tak.

Wyciągnęłam ze skrzyni miecz i ustawiłam się w lekkim rozkroku.

- Zmiotę cię z parkietu w mniej niż minutę!

- Przekonajmy się.

Wysunęła swój miecz i przybrała pozycję bojową podobnie jak ja. Chwilę krążyłyśmy po niewidocznym kole, aby zaraz przystąpić do walki. Zacięcie odpierałam jej ataki. Obrałam taką taktykę, żeby wpierw się zmęczyła, dopiero potem to ja zaczęłam ją atakować. Była bardzo zwinna, ale ja górowałam nad nią wzrostem i siłą. Już po pięciu minutach, ta upadła na podłogę, a jej miecz został przeze mnie odrzucony w kąt. Zapadła głucha cisza, a na twarzy Japonki zagościło przerażenie, gdy stałam nad nią z ostrzem wyciągniętym w stronę jej szyi. Po paru sekundach, usłyszałam jak ktoś bije brawo. Obie spojrzałyśmy się w stronę, skąd dochodził dźwięk i ujrzałyśmy mężczyznę, który mógł być koło pięćdziesiątki.

- Jak na początkującą, świetnie sobie dałaś radę. – Oznajmił w moją stronę. Wszyscy zaraz się nisko ukłonili i z ich szeptów zrozumiałam, że to musi być ich główny nauczyciel. Również złożyłam pokłon, gdy ten podszedł do mnie. Zaczął mi się chwilę przyglądać. – Walcz ze mną.

Nie chciało do mnie dotrzeć to, co przed chwilą powiedział. Miałam walczyć z tym dziadkiem? Za bardzo się bałam, że wyrządzę mu jakąś krzywdę, ale jeśli tego chciał i to miało mi otworzyć wrota do ich siedziby, to przyjęłam jego wyzwanie.

Szybko pożałowałam mojej decyzji. Może i miał swoje lata, ale we wnętrzu nadal posiadał młodzieńczego ducha walki i niesamowitą siłę. Już po minucie zostałam położona na deski, tak samo jak pokonana przeze mnie Japonka. Mężczyzna posłał mi spojrzenie bez wyrazu, ale pomógł mi wstać.

- Bez względu na to, jak dobra jesteś, twoje pochodzenie odgrywa najważniejszą rolę.

Po tych słowach, udał się w powrotną stronę, a ja stałam jak kołek wśród zgromadzonych, upokorzona. Chciało mi się płakać, ale obiecałam sobie, że przyjmę porażkę z należytą godnością. Zabrałam ze sobą miecz i w ciszy przepychając się przez grupkę wojowników udałam się w stronę mojej bazy. Już miałam porzucić moje marzenie o walce, gdy czyjaś dłoń pochwyciła moje ramię i obróciła w tył. Okazało się, że należała do nieznajomego mi chłopaka, który wyróżniał się z tłumu gapiów.

- Hej. Muszę przyznać, że jak na kogoś, kto nigdy nie posługiwał się mieczem w prawdziwej walce, byłaś całkiem niezła. – Oznajmił posyłając mi promienny uśmiech, który był chyba najsłodszym, jaki w życiu widziałam.

- Dzięki. Chociaż i tak mi to nie pozwoli na przystąpienie do was. – Odparłam smutnym głosem.

- Gdybyś doszła do perfekcji, miałabyś szansę.

- Nie słyszałeś co powiedział wasz guru?

- On ma pięćdziesiąt trzy lata i jest ograniczony w życiowych poglądach. Ma bzika na punkcie naszej kultury. Powinnyśmy być postępowi. W końcu, już niewielu nas zostało.

- To co mówisz ma sens. Ale nie wyglądasz mi na doświadczonego wojownika, a tym bardziej na rewolucjonistę, który mógłby ustawić nowy porządek w swojej sekcji.

- Dlaczego tak mówisz?

- Wyglądasz dość młodo.

- Wiek nie świadczy o inteligencji młoda damo.

- Dobra, zaczynasz się chyba zgrywać… – Odparłam śmiejąc się szczerze, co chłopak również uczynił. – Jestem Nicole, tak w ogóle. – Oznajmiłam wyciągając dłoń w jego stronę, którą lekko pacnął otwartą dłonią. – Ał! To bolało!

- Jeśli mamy zacząć trening, to nie będziemy robić tego na odwal się. Będę wprowadzać zasady naszej kultury zaczynając już od tej chwili. Nie wychodź mi z tą łapą, nawet jeśli chcesz dobrze. U nas się kłaniamy. Pamiętaj o tym! – Pogroził mi palcem.

- No dobra, dobra… – Ukłoniłam się posłusznie, a on zrobił to samo nastawiając przy tym moje ciało pod odpowiednim kątem.

- Miło mi cię poznać. Jestem Nakamoto Yuta.

- Mi też jest miło ciebie poznać. Ale pozwól, że spytam… O co chodzi z tym całym treningiem?

- Chcesz do nas dołączyć, czy nie?

- No… chcę…

- Więc bądź cicho i słuchaj się mnie. Od dzisiaj to ja jestem twoim mentorem. Będę cię uczył naszej kultury, języka i walki. Widzimy się o dwudziestej w składziku na zużytą broń. – I odwrócił się w przeciwną stronę.

- Zaczekaj! Skąd wiesz, że tam chodzę trenować?!

- Po prostu wiem. Nara!

- Chwila! Po co to wszystko robisz?! – I po prostu odszedł nie zwracając uwagi na moje krzyki. – To ja cię powinnam uczyć manier…

 ***

Yuta zjawił się w składziku punkt ósma wieczorem zgodnie z obietnicą. Ukłoniłam mu się, żeby mi potem nie stękał, że robię coś źle, ale sama wiedziałam, że z tym to już przesadza.

- Od czego chcesz zacząć? – Spytał.

- W sensie?

- Nauki.

- Najpierw to chcę ci zadać pytanie i ani mi się waż wymigiwać od odpowiedzi!

- Ok.

- Dlaczego chcesz mi pomóc?

- Bo dostrzegam w tobie talent, którego szkoda by było zmarnować.

- Ale starszyzna tego nie dostrzega.

- Bo ma klapki na oczach.

Udało mu się mnie rozśmieszyć. Nie wiem dlaczego, ale od razu atmosfera się rozluźniła i poczułam, że rodzi się między nami jakaś więź.

Yuta zaczął mi wyjaśniać część japońskich zwyczajów na które musiałam koniecznie uważać. Do tego, wprowadzał nowe słownictwo. Znałam już kilka zwrotów po japońsku, przed tym całym szkoleniem, ale chłopak uprzedził mnie, że będę musiała nauczyć się go na poziomie komunikatywnym. Rozpoczęliśmy również trening fizyczny. Była to raczej rozgrzewka, niż poważne ćwiczenia, ale ich zadaniem było przygotowanie mnie, na prawdziwe ćwiczenia z mieczem.

 ***

Trening z Yutą nie dawał mi jedynie satysfakcji, ale również przyjemność. Mogłam śmiało powiedzieć, że polubiliśmy się wzajemnie. Na początku, zgrywał przede mną sztywniaka, ale potem okazało się, że ma fantastyczne poczucie humoru. Czułam się przy nim swobodnie i zaczęłam żałować, że nie spędzaliśmy ze sobą więcej czasu.

- Hej, odludku! – Zawołała do mnie na stołówce Emily, dosiadając się do mojego stolika. – Wieki się z tobą nie widziałam! Olewasz starych znajomych, czy jak?

- Nie to, że olewam. Po prostu… jestem trochę zajęta ostatnio.

- Domyślam się przez kogo. – Oznajmiła puszczając mi oczko.

- Nie wiem o co ci chodzi. – Odparłam głupio siorbiąc colę przez słomkę.

- Hahaha… Uważaj bo się nabiorę na tą minkę niewiniątka. Widziałam jak się prowadzasz z jakimś chłopakiem po nocach… Jak on ma w ogóle na imię?

- Yuta. I nie prowadzam się z nim, tylko spotykam. Traktuję go jak zwykłego znajomego.

- Uwierzyłabym gdybyś mówiła o Jaehyunie. Masz mi się wyspowiadać ze wszystkiego!

- Okey… Chcę przystąpić do sekcji samurajów i Yuta udziela mi prywatnych treningów. To wszystko.

- Nie robiłby tego bezinteresownie. Musisz mu się podobać.

- Co?! Nie! Wykluczone! Między nami nic…

- Bla, bla, bla… – Przerwała mi i posłała ciepły uśmiech. Jak mogłam sama się nie zaśmiać? Chyba mnie przejrzała. Rzeczywiście, po miesięcznym treningu z Yutą zaczynałam coś do niego czuć, ale nie potrafiłam tego jednolicie zdefiniować.

- Emily? – Spytałam po chwili ciszy.

- Hmm?

- Dlaczego wstąpiłaś do sekcji kung-fu?

- Aby być blisko Winwin’a. To oczywiste.

- Ale tylko dla niego to zrobiłaś, czy do tego stylu walki cię ciągnęło?

- Nie mogłabym być w sekcji łuczniczej, bo wiesz, że ja nic z daleka nie widzę, nawet gdyby było dostatecznie blisko mnie. Broń palna jest jak dla mnie za ciężka, a jeśli chodzi o miecze, to prędzej sama bym się pociachała zamiast wroga. Chińskie sztuki walki to coś więcej, niż tylko zabijanie. Posiadają swoją własną filozofię życia i dzięki temu czuję, że udało mi się odnaleźć spokój w tym pojebanym świecie. Ale to prawda, głównym powodem była możliwość spędzania czasu z moim chłopakiem.

- I te plotki, że ty pierwsza go zaprosiłaś na randkę, to prawda?

- Pewnie, że tak. Zanim on by zrobił pierwszy krok, to by minęło tysiąc lat. A teraz jesteśmy szczęśliwi. Pomógł mi na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim w nauce chińskiego. Powiem ci coś w tajemnicy… – Nachyliła się nad stolikiem, a ja przybliżyłam się do niej. – Może i ogarniam ten język, ale w pisowni jestem kompletnym gamoniem. Ale nikomu ani słowa, bo jeszcze mnie wyrzucą z oddziału.

- Jasna sprawa. – Odparłam robiąc znak tajemnicy.

- Skoro mi się udało wstąpić do dość rygorystycznego oddziału, to tobie tym bardziej musi się udać dołączyć do samurajów.

- Mam taką nadzieję…

 ***

- Yuta… Po co mam robić tak durnowate ćwiczenie? – Spytałam z wyrzutami chłopaka, który zarządził stanie na jednej nodze w nieskończoność z książką na głowie. Musiałam wyglądać przekomicznie stojąc jak jakiś cholerny bocian i to w dodatku na kolumnie utworzonej z książek.

- To ma cię nauczyć cierpliwości, która jest bardzo ważną cechą wśród samurajów. – Odpowiedział posyłając mi wredny uśmiech.

- Ja zaraz stracę cierpliwość przez te twoje durnowate ćwiczenia, które niczego nie uczą!

- Nie dyskutuj tylko stój prosto! Bo zaraz ci dołożę drugą książkę na głowę!

- Tylko spróbuj, a wsadzę ci mój miecz prosto w środek twojego tyłka!

- Nie odważyłabyś się!

- Żebyś się kuźwa nie przekonał!… Yuta, serio daj już sobie spokój… Nie wytrzymam już… Drętwieje mi noga…

- Na polu bitewnym też będziesz tak stękać?

- Zaraz upadnę, mówię serio!

- Ja już znam te gierki!

- Ja nie żartuję!

I w tej samej chwili, poleciałam w przód myśląc, że upadnę twarzą na twardy beton, ale niespodziewanie, czekało mnie miękkie lądowanie. A precyzyjniej… w ramionach Yuty. Ostrożnie otworzyłam oczy i ujrzałam jego twarz, znajdującą się kilka centymetrów od mojej. Nie minęła sekunda, gdy poczułam jego wilgotne wargi na moich ustach. Pocałował mnie bardzo delikatnie, ale zaraz pogłębił tą czynność rozchylając moje wargi. Zaczęliśmy się namiętnie całować i zapomnieliśmy o całym bożym świecie. Wiedziałam, że to, co robiliśmy nie powinno mieć miejsca, ale miałam to gdzieś. Już od dłuższego czasu marzyłam o tej chwili. Czułam się wspaniale.

- Myślę, że jesteś już gotowa… – Szepnął przerywając na chwilę pocałunek.

- Na co?

- Na test. Przed szefem oddziału.

- Yuta… Nie. Odbyliśmy wspólnie niewiele walk i uwierz mi, że nie czuję się jeszcze na siłach, aby dać popis swoich umiejętności.

- Chociaż spróbuj. – Podał mi miecz i pochwycił w prawą dłoń jego własny.

Myślałam, że celowo chce mnie ośmieszyć, aby podbudować swoje męskie ego, ale o dziwo on brał tą sprawę na poważnie. Od początku nasza walka była zacięta. W dużej mierze ja atakowałam jego. Poczułam, że nabieram coraz więcej sił i że koniecznie chcę wygrać. Yuta jednak, nie dawał mi fory. Poruszał się zwinnie niczym puma i wykonywał najbardziej skomplikowane rodzaje ciosów. Przez chwilę, miałam moment zwątpienia, ale pod koniec to ja górowałam nad nim i w konsekwencji go pokonałam, co było nie tylko wielkim zaskoczeniem dla niego, ale dla mnie samej tym bardziej.

- A nie mówiłem? – Wyszeptał, gdy pomogłam mu wstać. – Jutro widzę cię na naszym oddziale i bez dyskusji! Pogadam z kim trzeba, aby dać ci szansę.

- Dziękuję. – Oznajmiłam szczęśliwa zalewając się lekkim rumieńcem.

- I jeszcze jedno…

- Co?

- Podobasz mi się.

- Gdyby było inaczej, uwierz mi, że mój miecz spocząłby w twoich wnętrznościach.

- Mam rozumieć, że ja tobie się też podobam?

- No tak…

Zaśmiałam się uroczo, a ten pocałował mnie kolejny raz…

 ***

Nazajutrz, udałam się do oddziału samurajów, gdzie wojownicy czekali już na mnie zgromadzeni. Ukłoniłam się szefowi i nauczycielowi (guru? ehh, nieważne), po czym czekałam, aż ten drugi się odezwie. Po jego prawej stronie stał Yuta.

- Widzę, że nie dajesz za wygraną. – Oznajmił poważnym głosem mężczyzna. – Dam ci ostatnią szansę wykazania się, ale tym razem podniosę poprzeczkę… Będziesz walczyć z najpotężniejszym wojownikiem naszego oddziału… – To on nie jest najpotężniejszy? – Z moim synem… Yutą Nakamoto!

Że co do chuja pana?! Jak to?! Yuta jest najpotężniejszym wojownikiem w całej ich bandzie?! I to ja go wczoraj pokonałam?! I to on jest synem tego dziadka?! Czy świat zaczął się ze mnie nabijać?!

Yuta podszedł do mnie i posłał mi promienny uśmiech. Myślałam, że mnie szlak trafi!

- Dobrze wiesz co masz robić… – Szepnął, gdy kłanialiśmy się sobie. – Dasz radę.

 ***

- Hej, Jaehyun! – Zawołałam radośnie w stronę mojego przyjaciela, gdy wróciłam do kwatery łuczników.

- No witam zaginioną w akcji! – Odpowiedział grymasząc. – Słyszałem, że masz nowego chłopaka.

- A no mam… A kto ci powiedział?

- Emily.

- Mogłam się tego domyślić… Ale to nie koniec newsów…

- To znaczy?

- Odchodzę z naszego oddziału.

- Czy to ma oznaczać, że przyjęli cię do samurajów?!

- Lepiej przygotuj jakąś innowacyjną naukę życiową, Nowy Dalajlamo.

NOTKA OD AUTORKI:

Oprócz opowiadania z Onew, postanowiłam wstawić również ten one shocik;) Tak, z okazji nowego roku akademickiego;) A poza tym, mam teraz fazę na NCT, więc siła wyższa;) Pozdrawiam serdecznie wszystkich studentów;) Buziaki!:)))

Umowa (Onew) (część 2)

Ox79VoLG3V

- Możesz mi na litość boską wreszcie wyjaśnić, o co ci chodzi?! – Ponowiłam pytanie patrząc wściekłym wzrokiem na Jinki’ego. Ten udał się na chwilę w głąb korytarza i wrócił z jakimiś dokumentami. Po podaniu mi ich, zrozumiałam, że to moja umowa o pracę.

- Przeczytaj uważnie, to zrozumiesz. – Polecił rozsiadając się na kanapie i popijając whiskey.

Byłam tak zdenerwowana, że czytając dokument, zlewały mi się litery przed oczami. Początkowe paragrafy w ogóle mnie nie zaskoczyły. Wytypowane zostały podstawowe obowiązki asystentki i nie miałam pojęcia, co niby miało mnie w nich zaszokować, dopóki nie doszłam do drugiej części umowy, zatytułowanej: Część poufna.

1. Podwładna jest zobowiązana do wykonywania czynności wobec swojego pracodawcy, które zostały wyszczególnione w paragrafie 8.

2. Podwładna musi być dostępna 24h/d, siedem dni w tygodniu. Wyjątkiem są jedynie przypadki opisane w 3. paragrafie.

3. Podwładna może odmówić wszelkich czynności seksualnych w trzech przypadkach:

a) miesięczne krwawienie

b) choroba (w tym przypadku istnieje konieczność okazania zwolnienia lekarskiego)

c) proponowane przez pracodawcę czynności zagrażają jej zdrowiu fizycznemu

4. Żadne czynności sadomasochistyczne nie będą wprowadzane w życie. Chyba, że na niektóre z nich zgodzi się podwładna. Natomiast żadna, nie może zagrażać życiu, ani uszkodzeniu ciała zarówno podwładnej, jak i pracodawcy.

5. Obie strony zapewniają, że nie są nosicielami żadnej choroby, przenoszonej drogą płciową.

6. Wszelkie zmiany w umowie mogą zostać naniesione tylko w przypadku wcześniejszego porozumienia obu stron i mają zostać zatwierdzone wzajemnym podpisem.

7. Charakter umowy i wgląd do jej treści mają jedynie osoba podpisująca ją i jej wykonawca.

W następnym paragrafie zostały już tylko wymienione wszystkie czynności seksualne, jakie to niby miałam spełniać wobec mojego szefa. Nie przeczytałam wszystkich, bo od razu zrobiło mi się niedobrze i poczułam chęć zwymiotowania.

Byłam w ogromnym szoku i pragnęłam, aby był to koszmar, z którego zaraz ktoś mnie wybudzi. Spojrzałam z niedowierzaniem na Jinki’ego, który zachowywał kamienną twarz.

- Ty chyba sobie kpisz?! – Stwierdziłam drżącym głosem czując jak do moich oczu napływają łzy.

- Spójrz na sam dół strony. Widnieje na nim twój podpis. Nie próbuję cię w nic wrobić. – Odpowiedział szczerze.

- Jak… Dlaczego… – Nie panowałam już nad swoimi emocjami i popłakałam się. Nie z powodu tego, co miało się zaraz zdarzyć, lecz nad swoją głupotą. Jestem skończoną kretynką. Który człowiek o zdrowych zmysłach nie czyta umowy przed podpisaniem jej? Ale skąd mogłam wiedzieć, że mój pracodawca postawi mi takie wymagania? To nie było nic innego jak niewolniczy kontrakt i to w dodatku o podłożu seksualnym! Miałam ochotę się powiesić… Ale jak ktoś mógł mieć czelność napisać coś takiego?! – Jeśli myślisz, że spełnię jakąkolwiek z twoich zachcianek, to się grubo mylisz!

Rzuciłam w niego dokumentami i zaczęłam się trząść z nerwów. Jinki ociężale wstał i podszedł do mnie. Odruchowo się od niego odsunęłam, ale ten po odstawieniu kieliszka chwycił moje ramiona w dłonie i siłą przytrzymał.

- Nie rób problemów… – Ostrzegł cichym głosem.

- Ta umowa jest niezgodna z prawem!

- Mam ci dać kontakt do mojego prawnika?

- Który potwierdzi to, że umowa jest autentyczna? Nie, dziękuję! Wiesz co… Mam cię w dupie! Rezygnuję z tej posady! Składam wypowiedzenie!

- Pamiętaj, że w umowie obowiązuje dwutygodniowy okres wypowiedzenia. Przez cały okres czasu, musisz spełniać należycie swoje obowiązki. Jeśli nie będziesz posłuszna… – Zakręcił prawą dłonią kosmyk moich włosów wokół palca i spojrzał głęboko w oczy. – Zapłacisz karę. Zakładam, że nie posiadasz pięćdziesięciu tysięcy na koncie?

- Ty… gnido! – Wysyczałam w jego stronę.

- Nauczysz się na przyszłość, że trzeba mieć ograniczone zaufanie wobec innych ludzi. – Oznajmił bawiąc się moimi włosami i jeszcze bezczelnie się śmiejąc.

Sama się udupiłam. Nie mogłam już nic zrobić. Nagle, poczułam, że mi już wszystko jedno. Niech się dzieje co chce. Milczałam. Czekałam na jego ruch.

- A więc? – Spytał.

- A więc co?

- Zadałem ci wcześniej pytanie. Jesteś dziewicą?

- Nie.

- To świetnie. Ułatwi mi to znacznie sprawę.

Szczery aż do bólu. Może i tobie ułatwi, ale mi nie – pomyślałam przewracając oczami. Dopiłam zawartość mojego kieliszka i spojrzałam wymownie na mojego szefa ruszając szkłem.

- Dolejesz mi jeszcze? – Spytałam, a ten uśmiechnął się zapewne zadowolony, że nie chcę już się z nim kłócić i posłusznie wlewał alkohol. – Do pełna.

- Lena… Nie lubię kochać się z dziewczynami zalanymi w trupa. – Oznajmił kończąc nalewanie do połowy.

- A czy ty w ogóle jesteś w stanie się z kimś kochać? – Stwierdziłam retorycznie uchylając kieliszek i nie zważając na to, jak komicznie moje zachowanie musiało wyglądać z boku.

- Trafna uwaga. – Znowu posłał mi ten uśmieszek. – Źle dobrałem słowa… Nie uprawiam seksu z pijanymi kobietami. – Dodał gładząc mój policzek. To tylko zwiększyło moją chęć zwrócenia wcześniejszego obiadu.

- To gdzie chcesz to zrobić?

- Po co ten pośpiech? – Wyszeptał chwytając w dłonie delikatnie moje policzki i przybliżając swoją twarz do mojej. – Wolę delektować się, a nie od razu przechodzić do rzeczy…

Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. W pierwszej chwili chciałam go czym prędzej odepchnąć i wybiec z jego mieszkania z krzykiem. Jednak, po minucie, rozluźniłam się nieco i poddałam jego uściskowi. Ten pogłębił pocałunek dorzucając do tego przesuwanie dłońmi po całym moim tułowiu. Musiałam przyznać, że mi się to nawet podobało. Starał się wykonywać to wszystko powoli. Jak zwykła gra wstępna, ale ja ani myślałam o odwzajemnieniu pieszczot, czy pocałunku. Po prostu, poddawałam się mu. Jinki założył moje ręce na swoje barki i zaczął całować mnie po szyi i obojczykach. Zaczęłam wydawać z siebie ciche jęki. Ten, owinął moją prawą nogę wokół swojego uda i wtedy mogłam poczuć jego wypukłość w spodniach. Po paru sekundach, nie przerywając swoich pieszczot, uniósł moją drugą nogę i podnosząc mnie do góry, podążył na kanapę. Ułożył mnie na plecach i zaczął namiętnie całować. Poczułam, moje własne podniecenie. Chwyciłam dłońmi jego silne ramiona, a ten powoli pozbywał się mojej garderoby. Po rozpięciu stanika i uwolnieniu moich piersi, zaczął je masować, ściskać i ssać na przemian. Spragniona, unosiłam biodra do góry, które dotykały jego krocza. Jinki zsunął moje majtki i zagłębił dłoń w moim czułym miejscu. Nie przestając mnie całować, jedną dłonią ściskał moją prawą pierś, a drugą pieścił łechtaczkę, aby potem wsunąć palce w moje wnętrze i poruszać nimi miarowo. Straciłam rozum i nie chciałam już, aby przestawał. Wręcz przeciwnie, pragnęłam aby kontynuował swoje poczynania ze mną. W końcu, doszłam głośno krzycząc w jego ucho i oplatając rękoma jego plecy. Chwilę tak tkwiliśmy blisko siebie, po czym mój pracodawca wstał i udał się gdzieś w głąb korytarza.

Byłam zdezorientowana. Czy miał zaraz wrócić i kontynuować to, co zaczął? Może poszedł po prezerwatywę? Zdałam sobie sprawę, że leżę całkiem goła na jego kanapie po tym jak sam mnie zaspokoił. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Pochwyciłam moją sukienkę i zakryłam swoje ciało, gdy ten wrócił do salonu. Podszedł do barku i nalał sobie kolejnego kieliszka.

- Jesteś już wolna. – Oznajmił spoglądając na mnie poważnym wzrokiem. – Możesz zostać na noc, jeśli chcesz, albo iść do domu. Wybór należy do ciebie. Wyjdę, aby dać ci się ubrać bez większego skrępowania. Możesz skorzystać z łazienki, jeśli masz taką potrzebę. Jest tam. – Oznajmił wskazując drzwi za moimi plecami.

I znowu zniknął za rogiem. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. W ogóle, jego zachowanie wydało mi się dziwne. Myślałam, że będzie chciał abym mu się oddała, a tymczasem ten korzystał tylko na sprawianiu przyjemności mnie samej. Ubrałam się i udałam w stronę drzwi wejściowych.

- Wychodzę! – Krzyknęłam.

- Ok!

 ***

Przez całą drogę do domu, nie mogłam przestać myśleć, o tym, co się właśnie stało. Tyle rozmyślań jednego wieczoru to zdecydowanie za dużo jak na moją głowę. Ta umowa… zachowanie Jinki’ego… Ach! Jak ja mogłam zrobić coś tak głupiego?! Poczułam straszny wstyd…

Po wejściu do mieszkania, od razu przybiegł do mnie zdenerwowany Kibum. Zarzucił mnie pytaniami gdzie byłam, co robiłam, że się o mnie martwił itd. Ja odpowiadałam zdawkowo i oznajmiłam, że źle się czuję i muszę się położyć. Całe szczęście, że nie naciskał na dłuższą rozmowę, bo pewnie bym się niepotrzebnie wygadała. Za nic tego nie chciałam, bo by mnie pewnie znienawidził i straciłabym przyjaciela. Weszłam do łazienki i wylądowałam z głową w klozecie. Nadmiar spożytego alkoholu dał o sobie znać. Zawsze mój żołądek pierwszy reagował, dopiero później głowa. Gdy udało mi się opanować odruch wymiotny, wzięłam gorący prysznic i umyłam zęby. Przed pójściem spać, przeczytałam jeszcze raz kopię swojej umowy łudząc się, że może ujrzę coś innego, niż to, co w mieszkaniu Jinki’ego, ale nadzieja matką głupich. Zalałam się łzami i tłumiłam swój krzyk w poduszce próbując zasnąć…

 ***

Następnego dnia, mój szef ponownie wezwał mnie do swojego apartamentu. Znowu była powtórka z rozrywki, ale tym razem już nie piłam. W poniedziałek chodziłam jak zombie. Trudno mi było skupić się na robocie, ale nie miałam wyjścia. Udałam się do działu kadr, aby skserować kilka dokumentów. Czekając, usiadłam za biurkiem naprzeciwko Minho i zaczęłam bawić się pluszową piłką.

- Wymęczył cię w weekend, co? – Spytał chłopak.

- Słucham?! – Od razu spojrzałam się na niego przerażona. Czy on o wszystkim wiedział?!

- Upał. – Dodał, a ja poczułam ogromną ulgę.

- Aaa… No trochę… Wiesz może gdzie się podziewa Taemin?

- Znajdziesz go w sąsiednim skrzydle.

- Dzięki.

Wzięłam ze sobą wydrukowane dokumenty i udałam w miejsce, o którym mówił Minho. Po spostrzeżeniu chłopaka, odciągnęłam go w miejsce, gdzie nikt nie mógł podsłuchać naszej rozmowy.

- Wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś! – Rzuciłam oskarżycielskim tonem.

- O co ci chodzi?! – Zrobił minę skrzywdzonego dziecka.

- O moją popieprzoną umowę o pracę! Doskonale wiedziałeś na co się godzę i nic nie powiedziałeś! Minho zapewne też wiedział… A może wszyscy w firmie?!

- Lena… Lubię cię, ale zrozum, nie możesz mnie obwiniać za to, że podpisałaś te papierki. Doskonale wiedziałaś po przeczytaniu ich, co cię czeka. – Taemin spojrzał w moje oczy, a ja spuściłam głowę milcząc. – Bo… przeczytałaś je wcześniej prawda?

-… Nie…

- Jezu, Lena! Co?! – Chłopak z niedowierzania aż złapał się za głowę i przybrał przerażający wyraz twarzy. – Kto normalny nie czyta tego, co podpisuje?!

- Ja… Wiem, jestem idiotką. – Odparłam wzdychając ciężko.

- Wydałaś mi się taką miłą i mądrą dziewczyną, dlatego się zdziwiłem, że zgodziłaś się na coś takiego… Teraz już wiem, że o niczym nie wiedziałaś… Ale… Dlaczego najpierw tego nie przeczytałaś? – Chwycił w dłonie delikatnie moje ramiona, a po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.

- Zależało mi na tej pracy… Tak bardzo chciałam zdobyć tu doświadczenie. Ucieszyłam się, gdy mi zaproponował tą pracę od zaraz, więc nawet nie myślałam o tym, aby być ostrożną… Teraz muszę cierpieć przez swoją głupotę…

- Ach, Lena, Lena… – Taemin przytulił mnie do swojej klatki piersiowej i gładził moje plecy w pocieszycielskim geście.

 ***

Udałam się do łazienki, aby choć trochę zamaskować to, że przed chwilą płakałam. Wróciłam z dokumentami do gabinetu Jinki’ego. Posłusznie złożyłam je na jego biurku. Wiedziałam, że nie da mi prędko wrócić do mojego pokoju, więc stanęłam przy nim wyprostowana.

- Na górze masz moje wypowiedzenie. – Oznajmiłam, a ten od razu wziął je do ręki i zaczął czytać.

- Ok. – Pokiwał twierdząco głową. – Od tego dnia, równo za dwa tygodnie będziesz mogła opuścić nasze progi, pamiętasz?

- Tak. Czy mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić?

- Zamknij drzwi i zasuń rolety od strony wejścia. – Polecił, po czym wstał i sam zasłonił okna z widokiem na miasto. Poczułam uderzenie gorąca i totalny paraliż kończyn.

- Nie mów, że chcesz to zrobić tutaj? – Spytałam ukrywając wewnętrzny szok.

- A dlaczego nie?

Nie odpowiedziałam nic. Zrobiłam to, o co prosił. Jinki obszedł biurko i pchnął mnie na nie tak, że wylądowałam na nim pupą. Chwycił zdecydowanie moją twarz w dłonie i zaczął namiętnie całować. W przypadku obu poprzednich razów, nie był taki stanowczy.

Pieścił moje całe ciało przez ubrania i oplótł nogi wokół swojej miednicy. Wplotłam lewą dłoń w jego włosy, a prawą chwyciłam za jego szyję. Dopiero teraz dotknęłam jego skóry. Wcześniej tego nie robiłam. Tylko on mnie dotykał. Wyczułam, że musiało mu się to spodobać, ponieważ wydał z siebie cichy jęk zadowolenia. Zrzucił z biurka prawie wszystkie rzeczy i zajął wolną część moimi plecami. Jak zawsze, składał pocałunki na moich odkrytych częściach ciała. Sama zaczęłam jęczeć i poczułam podniecenie. Moje dłonie powędrowały do jego koszuli, którą chciałam rozpiąć, ale ten powstrzymał mnie od tego, chwytając oba nadgarstki i unosząc moje ręce nad głową. Rozpiął guziki mojej bluzki i pieścił moje piersi przez stanik. Zaraz potem, szybko odsunął szufladę biurka i wyjął z niej prezerwatywę. Zsunął spodnie razem z bokserkami w dół i nałożył kondom. W zawrotnym tempie pozbył się moich majtek i podciągnął moją spódnicę na wysokość pępka. Wszedł we mnie zdecydowanie, a ja wygięłam się w łuk. Jego ruchy były zdecydowane, ale nie przestawał mnie całować i dotykać. Ja również nie odrywałam dłoni od jego ramion ukrytych pod koszulą. Po raz pierwszy uprawiałam z nim seks. Słyszałam jego jęki i czułam go w sobie. Najgorsze było to, że przez tą krótką chwilę zapomniałam o naszych prawdziwych relacjach i skupiłam się nad przyjemnością jaką mi daje. Doszedł przyciskając z całych sił moje ciało do jego samego i zanurzając twarz w moich włosach. Oboje ciężko oddychaliśmy. Wygięłam się lekko do tyłu i poczułam chęć spojrzenia mu w oczy. Przez ułamek sekundy, nasze spojrzenia się ze sobą zbiegły, ale Jinki od razu spuścił wzrok i zaczął podciągać spodnie.

 ***

Nigdy nie wiedziałam, kiedy mój szef zażyczy sobie mnie widzieć. Robiliśmy to zarówno w jego gabinecie, jak i apartamencie. Trudno było mi przyzwyczaić się do tego stanu rzeczy, ale im mniej o tym myślałam, tym czas szybciej mi upływał. Gdy byłam dla niego miła, ten nie męczył mnie tak bardzo. Ostatnio, udało mi się ugrać ważny dla firmy kontrakt. Jinki pochwalił mnie za to i wręczył premię. Wcale nie chciałam jej przyjmować, ale on stanowczo nalegał. Miał siłę przebicia. Wystarczy, że zagroził mi spędzeniem z nim całego weekendu i automatycznie stawałam się mu posłuszna. Zmusił mnie natomiast do towarzyszenia mu na sobotnim bankiecie z okazji wygranego przeze mnie kontraktu. Jinki kupił mi długą, beżową suknię sięgającą podłogi i przyozdobioną złotymi elementami. Do tego lśniące szpilki. Przyjechał pod mój dom swoją limuzyną. Przed zejściem na dół, usłyszałam dźwięk dzwoniącej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz i zniechęcona westchnęłam ciężko przystawiając słuchawkę do ucha, słysząc po drugiej stronie głos mojego byłego.

- Hej, Jonghyun. Czego chcesz? Bo jestem zajęta. – Rzuciłam ostro.

- Hello Baby! Posłuchaj… Dużo ostatnio myślałem i może byśmy się spotkali w najbliższym czasie?

- A po co?

- Tak… pogadać.

- Ok. Dam ci znać później co do terminu.

Nie czekałam na odpowiedź i po prostu się rozłączyłam. Jeszcze tego narcyza brakowało mi, w tym moim już nieźle popieprzonym życiu. Wolałam się z nim spotkać, bo by wydzwaniał tygodniami z prośbą o spotkanie. On umiał stwarzać pozory kochanego chłopaka, ale po rocznym związku z nim, przejrzałam go na wylot. Dla niego liczyło się tylko zaliczanie panienek. Nic więcej. Ja byłam jedynie tą, którą mógłby się pochwalić przy rodzicach.

 ***

Przez cały czas trzymałam się blisko Jinki’ego. Czułam, że każdy z zebranych chciał dosłownie pożreć mnie wzrokiem. Szukałam oparcia w Taemin’ie, ale ten był zbyt zajęty flirtowaniem z przypadkowymi dziewczynami. Minho natomiast nie mógł przyjść, bo się rozchorował. Pozostało mi tylko towarzystwo mojego szefa na bankiecie. Trzymałam go za zgięte ramię, aby przypadkiem nie zgubić się wśród tłumu. Nawet nie protestował i podczas rozmów z pracownikami nie kazał mi odchodzić. W końcu, pilna potrzeba dała za wygraną. Szepnęłam na jego ucho, że muszę iść do łazienki. W drodze do toalety, zaczęłam szukać komórki w torebce. Przed wejściem, podsłuchałam przez przypadek rozmowę dwóch kobiet, której zapewne nie powinnam była usłyszeć.

- Widziałaś tą nową dziwkę szefa?

- Trudno było jej nie zauważyć. Leci do niego jak pszczoła do miodu. Myśli, że jest taka ważna, bo udało jej się wygrać jeden kontrakt i kopnął ją zaszczyt pukania przez pracodawcę.

- Głupia gęś pewnie myśli, że uda jej się go uwieść i przejąć firmę.

- Każda z jego nowych kurew tak myśli, a kończy jak zawsze wywalona na zbity pysk.

To było okropne. Jak one mogły mnie tak oczerniać za plecami nawet mnie nie znając? Znowu chciałam się rozpłakać. Rzeczywiście, dałam upust swoim emocjom, ale w inny sposób. Wparowałam do łazienki i przygwoździłam plecy jednej z kobiet do ściany. Spojrzałam na nią agresywnie.

- Mnie przynajmniej ktoś chce zerżnąć w przeciwieństwie do ciebie tłusta świnio! – Powiedziałam w jej stronę z pogardą i szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie.

Wiedziałam, że nie powinnam była tego robić, ale nagły przypływ negatywnych emocji i adrenaliny decydował za mnie. Odnalazłam wśród zebranych gości mojego szefa i z całej siły przywaliłam otwartą dłonią w jego prawy policzek.

- Skurwysyn!

Pobiegłam w stronę wyjścia. Było mi już wszystko jedno, jaki rodzaj kary mnie czeka za ten wyczyn. Wyszłam na ulicę nie patrząc na boki i o mały włos nie przejechałby mnie samochód. Przeszłam na drugą stronę, ale zaraz usłyszałam głos Jinki’ego wołającego moje imię. Odwróciłam się w jego stronę, choć wiem, że nie powinnam tego robić. Ten pospiesznie przebiegł przez ulicę i znalazł się przy mnie.

- Co ty wyprawiasz?! – Zbeształ mnie.

- Co ja wyprawiam?! – Prychnęłam. – Raczej co ty wyprawiasz?!… Wszyscy w firmie wiedzą o prawdziwym charakterze mojej pracy dla ciebie?! Czy może jeszcze inne firmy współpracujące z naszą?! Może niech cały Seul się dowie, że jestem twoją kurwą?! – Dramatycznie uniosłam ręce w górę i zaczęłam drzeć się na całe gardło. – Niech całe miasto się dowie, że pracuję jako dziwka, a ty jesteś niewyżytym seksualnie sukinsynem!

- Opanuj się!

Przytrzymał moje ręce i unieruchomił w swoim uścisku. Spojrzał prosto w moje oczy, a ja poczułam ogromną chęć przywalenia mu z całej siły pięścią w twarz.

- Ile ich było, co? Ile miałeś dziwek przede mną?!

- Trzy.

Poczułam napływającą do mojego gardła żółć. Wyswobodziłam się z jego objęć i odeszłam, aby chwilę później zwymiotować. Jinki zupełnie jakby przewidział mój odruch i zawczasu przytrzymał moje włosy, abym ich nie zapaskudziła.

- Ach, Lena. Kiedy ty w końcu zrozumiesz, że twoja nietolerancja alkoholu przynosi fatalne skutki?

Gdy poczułam się lepiej, chwyciłam go za górny koniec koszuli i przybliżyłam jego twarz do swojej.

- Wiesz co?… Pierdol się!

I odeszłam w drugą stronę. Nie wiedziałam dokąd iść, ale to się nie liczyło. Byle jak najdalej od niego.

- Pierdolić… – Zatrzymał mnie zaczynając zdanie. – …to ja mogę ciebie. Kiedy, gdzie i jak chcę. Został ci jeszcze tydzień, więc bądź z łaski swojej posłuszna i podejdź tu do mnie.

Wyciągnął dłoń w moją stronę, a mi nie pozostało nic, jak tylko chwycić ją i udać się z nim do jego limuzyny.

Tak jak przewidywałam, zabrała nas do jego apartamentu. Jinki wziął mnie na stole kuchennym, a po wszystkim zaproponował, abym została u niego na noc. Mój fizyczny stan, nalegał abym się go posłuchała, ale psychiczny już nie. Zawsze przestrzegałam mojej własnej zasady. Nie zostawać u niego na noc. Tym razem również tego nie zrobiłam, lecz przed wyjściem z jego mieszkania, zatrzymałam się na chwilę w progu i odwróciłam wzrok w stronę Jinki’ego.

- Jinki? – Spytałam drżącym głosem.

- Tak?

- Czy ty jesteś w stanie kogoś pokochać?

Spuścił wzrok i przez dłuższą chwilę milczał, ale ja czekałam na jego odpowiedź. Nie dawałam za wygraną. Po prostu, chciałam wiedzieć.

- Byłem… – Odpowiedział unosząc do góry głowę. Spostrzegłam, że miał zaszklone oczy. – Ale już nie jestem.

Wyprosił mnie z mieszkania. Byłam w szoku, bo nigdy tego nie robił. Tkwiłam jeszcze parę sekund przed jego drzwiami przystawiając ucho do nich. Usłyszałam po drugiej stronie dziwny odgłos… jakby… szloch?

NOTKA OD AUTORKI:

Jednak będzie to 3-shot;) Mam nadzieję, że cieszycie się z tego powodu;)

A new beginning : Rozdział 15

Rozdział 15

Magda

2bcuxg692N

- Czy to aż tak dziwne, że mnie tutaj widzisz? – Kontynuował Kris, gdy ja nadal byłam w lekkim szoku.

- Emm… Nie. W sensie to, że akurat tutaj, to nie jest dla mnie aż tak zaskakujące… Ale, że akurat jak ja tu jestem z Luhan’em i w ogóle… Przede wszystkim widzę cię pierwszy raz w swoim życiu… W sensie, że na żywo… Plącze mi się język… Luhan pomóż. – Spojrzałam robiąc smutne oczka w stronę Jelonka, który miał ze mnie ubaw.

- Może przejdziemy do rzeczy Yi Fan, co? – Spytał chłopaka przede mną wymieniając z nim porozumiewawcze spojrzenia.

- Chcemy ci zaproponować abyś zagrała w filmie. – Oznajmił Kris.

- Jakim filmie? – Spytałam nie kapując o co tej dwójce chodzi.

- Wu dostał angaż do nowego filmu . Proponuje ci, abyś zagrała u jego boku. Przy okazji, mogłabyś zagrać również w serialu, w którym dostałem główną rolę. Tak się składa, że potrzebujemy jakąś obcojęzyczną aktorkę.

- Chyba łapię o co wam chodzi, ale nie rozpędzajcie się chłopaki zawczasu. – Odparłam unosząc ręce w obronnym geście i wycofując się nieco w tył. – Po pierwsze, ja nie umiem chińskiego. Po drugie, nie jestem aktorką. Po trzecie, mam swoje obowiązki, które wzywają. A po czwarte… mam samolot do Seulu za dwie godziny!

- To zadzwoń do swojej agencji i spytaj czy cię puszczą. – Zaproponował Yi Fan.

- Raczej się nie zgodzą.

- Bo? – Spytał Luhan.

- Bo… to chyba zdradzanie mojej wytwórni… Na pewno, będzie to wyglądać podejrzanie. W końcu, jestem związana z Exo.

- Gdybyś należała do SM, to na pewno miałabyś problem. Ale ty jesteś w NH, więc jest nadzieja. – Stwierdził nowo poznany chłopak.

- A czy któryś z was pomyślał, czy w ogóle chcę w to wejść?!

- A nie chcesz? – Spytał Lulu.

- Chcę, ale wypadałoby się spytać o to na początku.

- Szczegóły…

- Ale moment! – Nie no, Magda. Nie możesz się tak łatwo dać namówić. – Kręcenie filmu, czy serialu zajmuje co najmniej kilka miesięcy. Myślicie, że zdecyduję się rozstać na tak długi okres czasu będąc świeżo po ślubie?

- A gdzie ten twój mąż? Bo jakoś go tutaj nie widzę?

Od razu uderzyłam Luhana pięścią w brzuch za tą złośliwą uwagę. Najgorsze było to, że miał rację. Może opuszczenie Sehuna na dłuższy okres czasu, uświadomi mu, że ja też potrzebuję chwili uwagi?

Udałam się na stronę i zadzwoniłam do mojego prezesa z zapytaniem, czy zgodzi się na propozycję Luhana i Krisa. Ku mojemu zdziwieniu, był wręcz zachwycony, twierdząc, że uzyskam dzięki temu więcej fanów w Chinach. Chłopaki ucieszyli się na tą wiadomość jak pięciolatki. W sumie, to nie wiedziałam dlaczego, ale również okazałam radość. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie w życiu.

 ***

Luhan, zabrał mnie i Yi Fan’a do swojego domu. Był naprawdę ogromny. Może nie była to typowa willa miliardera, ale ja na pewno nie pogardziłabym taką posiadłością. Miała dwa piętra, własne podwórko i basen. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy ja i Sehun kiedykolwiek zamieszkamy we własnym domu…

W progu, powitała mnie miłość Lulu, czyli Wiktoria. Była naprawdę urocza. Uśmiechnięta od ucha do ucha. Po przywitaniu się ze swoim ukochanym krótkim pocałunkiem, spostrzegła mnie i od razu uściskała jak najbliższą przyjaciółkę. Byłam bardzo zaskoczona. Była nieco niższa ode mnie i na bank młodsza. Sprawiała wrażenie naprawdę miłej dziewczyny. Równie pogodnie przywitałam się z nią. Ta, zaprosiła nas do środka, wymieniając krótką wymianę zdań z Luhan’em i zbesztaniem Krisa, za to, że ostatnio rzadko ich odwiedza. Więc spotykają się wszyscy razem regularnie? – pomyślałam nieco zaskoczona.

Gdy chłopaki zaczęli coś rozprawiać w salonie, ja postanowiłam pomóc Wiktorii w przygotowaniu obiadu.

- Nie pomagaj mi. Sama sobie dam świetnie radę. – Oznajmiła ciepłym głosem.

- Ja nie potrafię siedzieć i nic nie robić. – Odparłam puszczając do niej oczko. – Pozwól, że zajmę się przystawkami.

- Skoro nalegasz… Nie będę się z tobą sprzeczać.

- Może i mi nie uwierzysz, ale gdy Lulu powiedział mi, że jesteście razem byłam w ciężkim szoku.

- Nie wiem, czy cię zaskoczę moją odpowiedzią, ale… ja jestem w szoku po dziś dzień. – Oznajmiła i obie się zaśmiałyśmy.

- Wybacz, że w ogóle pytam, ale ile masz lat? Przepraszam, że tak trochę bezpośrednio, ale wyglądasz tak młodo…

- Spoko, wcale mnie nie uraziłaś. – Powiedziała uśmiechnięta i wzruszyła ramionami. – Osiemnaście.

- Osiemnaście?! Czyli… Jeszcze chodzisz do liceum?!

- Zgadza się. – Pokiwała twierdząco głową, a uśmiech nadal nie znikał z jej twarzy. Boże, była taka pogodna. – Cudem udało mi się załatwić wymianę studencką, ale trochę to trwało. I w końcu… jestem tutaj.

- Podoba ci się w Chinach?

- Pewnie. To jedne z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w swoim życiu. Ale niezbyt dobra znajomość chińskiego, utrudnia nawiązywanie relacji z tutejszymi rówieśnikami…

- Przeprowadzka z Polski do Chin to dość poważna decyzja. To dwa, kompletnie różniące się od siebie kraje. Wyobrażam sobie, jak musi ci być ciężko… Dlaczego zdecydowałaś się na taką zmianę?

- Z miłości. – Wypowiadając tą frazę, spojrzała mi głęboko w oczy i mówiła z pełnym przekonaniem. To mnie utwierdziło w jednym, może i była młodsza ode mnie w dokumentach, ale życiowo była dojrzalsza ode mnie.

- Kochasz Luhana? – Spytałam poważnie.

- Tak.

- I jesteś gotowa spędzić z nim resztę życia?

- A czemu nie, jeśli go kocham? – Mówiąc to, wzruszyła ramionami i powróciła do przygotowywania jedzenia, zupełnie jakby odpowiadała na luzie. – Oczywiście, nie myślę już o ślubie itd. Ale tak, traktuję nasz związek poważnie.

- Chyba zostałam twoją fanką… – Oznajmiłam zabierając się za krojenie marchewki.

- W jakim sensie unnie? – Spytała słodko się uśmiechając.

- Emocjonalnie, jesteś dojrzalsza ode mnie… Ja to sama nie wiem czego chcę. Mam tysiąc wątpliwości i nie wiem, czy mój związek z Sehun’em ma jakikolwiek sens…

Nie wiedząc dlaczego, nagle po moim prawym policzku spłynęła pojedyncza łza i poczułam jak moje oczy robią się opuchnięte. Dlaczego tak nagle? Dlaczego akurat teraz? Musiałam się rozkleić przy zupełnie mi obcej osobie? A może tak właśnie miało być? Wiktoria zauważyła mój wybuch emocji i szybko podała mi chusteczkę.

- Dziękuję… – Powiedziałam cichym głosem wycierając łzy.

- Unnie… – Chwyciła mnie za rękę i spojrzała w moje oczy. – Jestem bardziej niedojrzała emocjonalnie, niż ty. Może ci się wydawać, że jest na odwrót, ale to nieprawda. Luhan jest o wiele starszy ode mnie. Do wszystkiego podchodzi bardziej poważnie. Czuję, że nie traktuje mnie jak zwykłej przygody, dlatego mu ufam i jestem z nim związana naprawdę mocno. Ty i Sehun jesteście bardzo do siebie zbliżeni wiekowo, dlatego postrzegacie razem niektóre rzeczy troszkę inaczej. Są różne rodzaje par i to jest właśnie wyjątkowe. Ja wierzę, że ty i Sehun się kochacie i pasujecie do siebie. A w każdym związku zdarzają się kłótnie.

- A ty z Luhan’em często się kłócicie? – Spytałam nieco spokojniejsza.

- Pewnie! Wiesz jak on mnie czasem denerwuje?! Zawsze jak ja chcę wyjść na jakąś imprezę i próbuję go na siłę ze sobą zabrać, to ten zawsze narzeka, że woli zostać w domu i oglądać telewizję zajadając się chipsami!

Uśmiechnęłam się i od razu zrobiło mi się lżej. Nowo poznana dziewczyna dodała mi otuchy i dzięki niej zrozumiałam, że miłość wymaga cierpliwości. W tej samej chwili, do kuchni wszedł Luhan robiąc zdziwioną minę.

- A co to za płacze? – Spytał.

- Magda kroiła cebulę Panie Ciekawski. Idź nakryj do stołu, bo za chwilę będzie obiad! – Odpowiedziała mu Wiktoria wymieniając ze mną porozumiewawcze spojrzenia.

 ***

Upierałam się, że zatrzymam się na noc w jakimś hotelu, ale Luhan i Wiktoria stanowczo mi zabronili i zmusili do zostania u nich na noc. Zanim położyłam się spać, spróbowałam jeszcze nawiązać kontakt przez Skype’a z Klaudią. Z góry zakładałam, że raczej będzie nieosiągalna, ale po kilku sygnałach, ujrzałam na ekranie jej zaskoczoną minę.

- Magda! Co ty odwalasz?! Gdzie ty jesteś do jasnej cholery?! Powinnaś być już z powrotem w Seulu! – Zaczęła mnie besztać. W sumie, to rozumiałam jej wybuch, bo sama bym tak zareagowała, jeśli by o nią chodziło. Ale musiałam jej wszystko wytłumaczyć, ponieważ to był mój główny cel, nawiązania z nią kontaktu.

- Wszystko ci wyjaśnię, tylko błagam nie krzycz.

- No, słucham… – Wyjaśniłam jej w skrócie to, co się do tej pory wydarzyło. Co chwila robiła wielkie oczy, czego w sumie się spodziewałam. – Czy…ciebie…kompletnie…powaliło?! – Spytała marszcząc czoło. – Wiesz jaki tu będzie dym, jak się Sehun dowie?! Z resztą, znasz go, więc doskonale wiesz!

- Wiem. Dlatego on nie może się o niczym dowiedzieć. Ewentualnie z plotek o gwiazdach, bo na prasę to już nie mam wpływu. To ma pozostać między nami, zrozumiano? Ani słowa Jongdae, bo z niego to jest niezła papla.

- To prawda. – Odparła zmęczonym głosem. – On i Sehun, gdy coś wywijamy, to trzymają swoją stronę.

- Solidarność plemników… – Prychnęłam.

 ***

Zarówno kręcenie filmu, jak i serialu zajęło pół roku. W filmie pt. ,, The Killing Box „, który był gatunkowo thrillerem, zagrałam drugoplanową rolę. Po skończonych zdjęciach, nagrałam również specjalny singiel z Yi Fan’em, pt. ,, Disconnect „. W tym samym czasie, zagrałam gościnnie w kilku odcinkach, serialu komediowego ,, Vision ” u boku Luhana. On również zarządził nagranie wspólnej piosenki, na soundtrack, którą sama napisałam. Byłam zadowolona ze swojej roboty. Miałam wielkie opory przed tym, aby wystąpić przed kamerą jako aktorka, ale z czasem mi się to nawet spodobało. Poza tym, spędziłam miło czas z Wiktorią, która okazała się być naprawdę zabawną dziewczyną. Wspólnie się uzupełniałyśmy. Ona dodała mi odwagi, jeśli chodzi o postrzeganie miłości. Ja zaś tym, że mogła z kimś pójść na zakupy i rozmawiać swobodnie, czego brakowało jej, odkąd przyleciała do Chin, ponieważ poza Luhan’em i Kris’em, nie miała tu żadnych znajomych.

Żegnając się z całą trójką, obiecałam, że jeszcze kiedyś ich odwiedzę. Po wylądowaniu w Korei, nagle rozbolał mnie brzuch. To była moja typowa reakcja na stres. Bałam się w jakim stanie powita mnie mój mąż, gdy w końcu zjawię się w domu. Czekałam parę minut przed wejściem na klatkę schodową, gapiąc się bez sensu w drzwi, z których w pewnym memencie wyszedł na zewnątrz Kai. Przestraszyłam się na jego widok, ale on to aż podskoczył i wrzasnął z zaskoczenia.

- Magda?! Ty żyjesz?!

- Przepraszam, że cię zawiodłam. – Odparłam robiąc obrażoną minę.

- Czy ty zdajesz sobie sprawę w jakim stanie jest Sehun?! On cię zabije, gdy tylko cię zobaczy!

- Aż tak źle?

- Przez ostatnie pół roku, śpię z nożem pod poduszką, w obawie, że w nocy mi coś zrobi.

- Ty tak na poważnie?

- Sorry, ale nie robiłbym sobie jaj z tak poważnej sprawy. On w nocy lunatykuje.

- Że co?!

- No… chodzi po całym dormie i cię szuka…

Teraz, to naprawdę się przeraziłam. Jeżeli to, co twierdził Jongin było prawdą, to oznacza, że Sehun’owi na mnie zależy, ale z drugiej strony, zaczęłam obwiniać sama siebie, że przeze mnie, może mieć teraz problemy ze zdrowiem.

- Dobra, wchodzę tam! – Oznajmiłam odsuwając chłopaka na bok.

Po wejściu do salonu, zastałam resztę Exo, jak zwykle obżerające się przed TV jakimś fast food’em, a na brzegu kanapy siedział Sehun.

- Znalazła się nasza zguba! – Zawołał Baekhyun i wskazał na mnie palcem.

Zignorowałam go, jak resztę członków i pochwyciłam mojego męża za rękaw zaciągając go do naszej sypialni. Zamknęłam za nami drzwi na klucz i usiadłam na łóżku, które swoją drogą było w opłakanym stanie, podobnie jak reszta pokoju. Milczałam w nadziei, że to Hun się odezwie jako pierwszy. Założyłam nogę na nogę i spojrzałam na niego wymownie krzyżując ręce na piersi.

- Ładne buty. – Pochwalił, a ja rzuciłam mu lodowate spojrzenie. – Sorry… Wiem o co ci chodzi. Zrozumiałem swój błąd jeszcze tego samego wieczoru, kiedy wzięliśmy ślub. Przepraszam nie tylko za to, że nie poleciałem z tobą w naszą podróż poślubną, ale również za to, że wcześniej nie poświęcałem ci wystarczająco dużo czasu. Naprawdę zrozumiałem swój błąd i obiecuję ci, że się poprawię. Zrozum… – Spojrzał mi w oczy i ukląkł przede mną, chwytając moje dłonie. – Dla mnie liczysz się tylko ty. Błagam cię… Nie uciekaj już więcej ode mnie. – Rzucił błagalnym tonem składając usta w podkówkę.

- A ty mi obiecasz, że nie będziemy się już więcej od siebie oddalać? – Spytałam rozluźniając mięśnie.

- Zrobię wszystko, aby to już więcej nie miało miejsca. – Oznajmił całując czule moją dłoń.

- Okey… Ale masz mi dać porządnego całusa, bo inaczej wyjdę stąd tak szybko, jak weszłam.

Sehun od razu wpił się w moje usta, przygniatając tym samym moją klatkę piersiową, swoją własną i kładąc moje plecy na pogniecionej pościeli. Trwaliśmy tak co najmniej pięć minut aż w końcu, nie wytrzymałam.

- Kochanie, wiesz, że się za tobą stęskniłam. – Powiedziałam odpychając go nieco od siebie. – Ale tu tak capi, że nie idzie wytrzymać! Kiedy zmieniałeś pościel?!

- No… – Zrobił skruszoną minę i spuścił wzrok. – Odkąd poleciałaś, to… powiedzmy, że… w ogóle…

- Widzę, że sprzątanie sypialni też. – Rzuciłam zmęczonym głosem.

- Nom…

- Nawet nie myśl o żadnym baraszkowaniu, zanim nie będzie tu sprzątnięte!

- Ty chyba sobie kpisz!

- Narzekaj dalej, a ujrzysz papiery rozwodowe! A tak w ogóle, to nie spytasz mnie, gdzie byłam?

- Wiem doskonale gdzie byłaś i co robiłaś.

Co? Przecież prosiłam Klaudię, aby nikomu nic nie mówiła. Ona by mi raczej tego nie zrobiła.

- Niby skąd wiesz?

- Od Luhana.

- To… wy nadal utrzymujecie ze sobą kontakt?

- Oficjalnie nie, nieoficjalnie tak.

W sumie, to pochwaliłam w myślach postawę Luhana. Chciał aby Sehun był o mnie spokojny.

 ***

W NH Media powitało mnie całe U-KISS z minami, które mówiły jedno: Chcemy cię ukrzyżować.

- A wy co się tak na mnie patrzycie, jakbyście chcieli mnie udusić gołymi rękami? – Spytałam na wstępie.

- Bo przez twoje wakacje, to nam się dostało! – Nakrzyczał na mnie Seohyun.

- A konkretniej?

- Mieliśmy dwa comeback’i przez twoją nieobecność w wytwórni. – Wyjaśnił Kiseop.

- I o to tyle szumu? Korona wam raczej z głowy nie spadła, jak musieliście trochę ciężej popracować.

- Oni to może mają siłę ciężko pracować. – Oznajmił lider grupy wskazując dłonią na pozostałych członków. – Ale ja już jestem na to za stary.

- Masz trzydzieści lat. – Odparłam patrząc na niego spode łba. – Ludzie w tym wieku podchodzą jeszcze pod starą młodzież.

- Sama to wymyśliłaś?

- Żebyś wiedział, staruszku. – Uśmiechnęłam się złośliwie, a ten cały się zagotował w środku. – No co? Sam przyznałeś, że jesteś już stary.

- Lepiej uciekaj…

- Na pewno ktoś z twoją kondycją nie będzie w stanie mnie złapać.

- Uciekaj do Polski…

 ***

Kupiłam U-KISS pizzę na pocieszenie, którą opchnęliśmy wszyscy w sali treningowej. W drodze do dormu, zaopatrzyłam się w kilka składników, aby przyrządzić Exo pyszny obiad. Zostawiłam siatki w kuchni i udałam się do mojej i Sehuna sypialni, w której czekała na mnie niespodzianka. Zrobiłam wielkie oczy w stronę mojego męża, który właśnie… pakował moje rzeczy.

- Przepraszam, ale… Czy ty zamierzasz mnie wyrzucić z domu? – Spytałam pretensjonalnym tonem.

- Nie no, coś ty… – Odparł uśmiechając się i machając ręką. – Swoje rzeczy już spakowałem. Radzę ci się wyszykować na wyjście, bo zaraz musimy ruszać.

- Ale dokąd? W ogóle o co chodzi?

- To niespodzianka. – Oznajmił całując mnie czule w usta. – No raz, raz.

Próbowałam wydusić z niego jeszcze kilka razy, co on kombinuje, ale ten się zaparł i nic mi nie zdradził. Posłusznie spakowałam w walizkę najpotrzebniejsze rzeczy, na podróż nie wiadomo dokąd i zeszłam za nim przed blok. Sehun wypożyczył auto, wsadził mnie do pojazdu i po prostu ruszył przed siebie. Po kilku minutach cichej jazdy, nie wytrzymałam.

- Czy ty możesz mi wyjaśnić, co ty zamierzasz?! Jest cholernie zimno na dworze, bo pragnę ci przypomnieć, że jest zima. Za dwa dni będzie Wigilia, a ja jeszcze nie zdążyłam nic ugotować. Do tego, muszę pracować.

- Nie musisz. Rozmawiałem już z twoim szefem i wszystko załatwiłem. Siedź posłusznie i czekaj.

- Na co?

- Na cel naszej podróży.

- Ciekawe jaki…

- Zobaczysz.

 ***

Po kilku godzinach jazdy, dotarliśmy do gór Wolchulsan. Jak się okazało, Sehun wynajął tam dla nas drewniany domek. Podał mi klucze i polecił otworzyć drzwi. Moim oczom ukazało się urocze wnętrze góralskiej chatki. Posiadaliśmy własną kuchnię, łazienkę i salon. Gdy weszłam do sypialni, ujrzałam przytulne, czerwone łoże z baldachimem. Od razu się uśmiechnęłam i spojrzałam na stojącego za mną ukochanego.

- To w ramach rekompensaty za podróż poślubną. – Powiedział nieśmiało. – Chcę spędzić te święta tylko z tobą. Bez rodziny, przyjaciół… tylko ty i ja. Co ty na to?

Podeszłam bliżej niego i chwyciłam jego ręce.

- Sehun?

- Tak?

- Kocham cię. – Pocałowałam go najczulej, jak tylko potrafiłam.

Od razu zaczęliśmy się wzajemnie rozbierać kładąc się na łóżko. Po drodze wyłączyliśmy jeszcze swoje telefony i mogliśmy się rozkoszować swoim towarzystwem…

 ***

- Weź zrób śniadanie i przynieś do łóżka… – Rzuciłam do mojego partnera nad ranem, gdy jeszcze byliśmy w łóżku całkiem zaspani po aktywnej nocy.

- Sama wstań i zrób. Nie chce mi się… – Odrzekł przytulając mnie jeszcze mocniej do swojej klatki piersiowej.

- To niech ci się zachce!

Oboje się zaśmialiśmy i pocałowaliśmy namiętnie, patrząc po tym na siebie z czułością. To były wspaniałe chwile i chciałam, żeby trwały wieczność.

- Zagramy w kamień, papier, nożyce? – Zaproponował Hun.

- Dobra.

O dziwo, to ja wygrałam, co rzadko mi się zdarzało.

- Ha ha! Przegrałeś! Zasuwaj! I zrób mi kakao.

- A magiczne słowo?

- Proszę…

- No…dalej…

- Oppa… – Dodałam słodko całując go w policzek.

Sehun posłusznie wstał i zniknął za drzwiami, a ja zaczęłam się wyciągać na łóżku.

- Magda… – Krzyknął dość przerażającym tonem, co naprawdę napędziło mi stracha.

- Co się stało?

- Chyba mamy problem…

- To znaczy?

- Zasypało nas…

- Że co?!

Rzuciłam się pędem do salonu i spojrzałam przez okna na białe tło. Oczywiście, był to śnieg…

NOTKA OD AUTORKI:

Droga Bambam, trochę Cię awansowałam z wiekiem, ale to dlatego, że akcja opowiadania rozgrywa się już nieco później;) Mam nadzieję, że się podobało;) Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników:)))

Every House Has Its Own Secrets : Rozdział 9

9. The clue

fashion-girl-hair-hat-ulzzang-Favim.com-126022

Nie zmrużyłam oka przez całą noc. Nic, tylko płakałam. Na początku nad tym, jak dałam się oszukać przez Taehyung’a, potem już chyba dlatego, że nie widziałam w niczym najmniejszego sensu. Ten stan, skłonił mnie również do wielu przemyśleń. Doszłam do wniosku, że jeśli mam zamiar zacząć wszystko od nowa i żyć normalnie, to muszę się czym prędzej wyprowadzić z zamku. Wyszykowałam się z samego rana i po zejściu na dół, stanęłam przy stoliku i wezwałam do siebie Taehyung’a.

- Tak? – Spytał od razu po pojawieniu się.

Wczoraj wypłakałam chyba już wszystkie łzy, więc nie miałam problemów z zachowaniem poważnej miny, która nie oddawała żadnych emocji. To znacznie ułatwiało całą sprawę.

- Chcę ci oznajmić, że się wyprowadzam. Postaram się to zrobić jak najszybciej, ale potrzebuję paru dni na zabranie wszystkich rzeczy. Do tego czasu… Nie pokazuj mi się na oczy, proszę…

- Dlaczego nie pozwolisz mi wszystkiego wyjaśnić? – Spytał patrząc mi się prosto w oczy z miną skrzywdzonego dziecka.

- Bo nie ma takiej potrzeby. Ja już wszystko rozumiem.

- Nie! Nic nie rozumiesz! Tłumaczysz sobie to wszytko jak każda kobieta w dzisiejszych czasach! No litość boską! Nie jestem takim dupkiem, za jakiego mnie masz!

- Taehyung… – Powiedziałam błagalnym tonem i ze zmęczoną miną. – Ja już nic nie chcę myśleć. Mam dość tego wszystkiego. Nawet jeśli bym ci uwierzyła, że jest inaczej niż sama twierdzę, to i tak nie ma znaczenia. A wiesz dlaczego?… Bo ty już nie żyjesz. – Wiedziałam, że te słowa go zranią, ale lepiej było postawić sprawę jasno.

- Yoona… – Wyszeptał spuszczając głowę i zalewając się łzami. – Ja cię naprawdę kocham… Błagam… – W tej chwili upadł na kolana i zaczął histerycznie płakać patrząc na mnie jednocześnie. Nie wytrzymałam i po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. – Uwierz mi… Jesteś dla mnie wszystkim…

- To Soeun była dla ciebie wszystkim. Ja jestem tylko jej zamiennikiem. Zejdź mi z oczu w tej chwili i się już więcej nie pokazuj! – Wykrzyczałam przez zaszklone oczy i popędziłam do kuchni. Zasiadłam przy stole i zaczęłam jęczeć, płakać i krzyczeć na zmianę. Po niecałej minucie, cukiernica na stole sama się przewróciła i jej zawartość rozsypała się po prawie całej powierzchni blatu. Wiedziałam, że to Tae, dlatego nawet się nie przestraszyłam. Obserwowałam w milczeniu jaki pisze coś na rozsypanym cukrze.

Yoona, kocham cię. Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Moja przeszłość już chyba nigdy nie da mi spokoju, ale nie chcę, aby wpływała na to, co jest między nami. Zawaliłem wiele spraw będąc człowiekiem. Daj mi szansę zrobić coś dobrze, gdy jestem duchem. Proszę cię, wybacz mi i uwierz, że naprawdę cię kocham bez względu na wszystko.

P.S. Zgodnie z twoim poleceniem, nie pokazuję się. O pisaniu nie było mowy.

- Ja ciebie też kocham. – Oznajmiłam cichym głosem. Spróbowałam opanować swoje emocje i jednak pogadać z Taehyung’iem. – Dobra. Odwołuję rozkaż. Chcę cię zobaczyć.- W tej samej chwili pojawił się stojący nade mną po prawej stronie. Cały we łzach. – Czy to prawda?… Ty naprawdę mnie kochasz?

- Oczywiście, że tak! Jesteś dla mnie wszystkim! Nawet nie wiesz ile bym dał, aby móc cię teraz przytulić, pocałować…

- Ja też tego chcę. Chciałabym abyśmy byli razem, jak normalne pary, ale oboje wiemy, że jest to niemożliwe… Chyba, że…

- Co?

- Obiorę sobie życie…

- Ani mi się waż! Nie pozwolę ci na to! – Taehyung od razu uniósł się i widziałam w jego oczach wściekłość.

- A widzisz jakieś inne wyjście, aby być razem?!

- Gdybyś popełniła samobójstwo, to trwałbym dalszą wieczność ze świadomością, że to moja wina! Nosiłbym twoją krew na rękach! Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś ci się stało!

- Nawet jeśli w ten sposób moglibyśmy być razem? – Na to pytanie nie uzyskałam odpowiedzi i chyba tak naprawdę nie chciałam. Oboje wiedzieliśmy, że jesteśmy bezradni w tej sytuacji. – Tae… proszę… przytul mnie…

W jednej sekundzie, poczułam przyjemne ciepło na moim ciele. Ciepło Taehyung’a, którego nawet nie mogłam teraz zobaczyć. Zdałam sobie sprawę, że to mi nie wystarcza. Pragnęłam czegoś więcej… Czegoś realnego. Oderwałam się i pospiesznie udałam do holu, gdzie nałożyłam buty i chwyciłam w dłoń klucze od domu.

- Gdzie ty się wybierasz?! – Spytał Taehyung przed moim wyjściem.

- Zobaczysz. Ja tego tak nie zostawię. Jeśli mamy być razem, to na moich warunkach. – Oznajmiłam pełna determinacji.

- Co masz na myśli?

- Zobaczysz… – Szepnęłam zamykając za sobą drzwi.

 ***

To, że udało mi się nawiązać kontakt z Taehyung’iem nie mogło być czystym przypadkiem. Pomyślałam, że skoro to mi się udało, to osiągnięcie większych celów nie mogło być dla mnie trudniejsze do wykonania.

Weszłam, tak jak za pierwszym razem bez żadnych zahamowań na teren prywatny Namjoon’a. Od razu udałam się do szklarni, gdzie ujrzałam jego plecy na końcu pomieszczenia. Podeszłam do niego cichym krokiem i klepnęłam w ramię.

- Hej, Namjoon!

- Łaaa!!! – Chłopak z przerażenia podskoczył w miejscu i na mój widok odruchowo położył dłoń na klatce piersiowej. – Czy ciebie pogięło?! Skradasz się jak jakiś duch! Chcesz mnie przyprawić o zawał?!

- I mówi to gość, który podobno jest medium?

- Nie nabijaj się! Mam bardzo stresującą pracę.

- Widać…

- Chcesz łyka? – Spytał podając mi jakąś ciecz w niewielkich rozmiarów kubeczku.

- Co to za jakieś kolejne obrzydlistwo? – Odpowiedziałam pytaniem wykrzywiając usta w niesmaku.

- Ty już od razu przewidujesz najgorsze! To herbatka odstraszająca zły urok. Eksperymentuję z aromatami i smakami, aby ją urozmaicić.

- Powiedz wprost, aby dało się ją wypić bez porzygania się.

- Czy ty zawsze musisz być taka opryskliwa wobec mnie? – Spytał robiąc naburmuszoną minę.

- A przyznasz, że twoje wywary smakują jak soczki owocowe?

- No nie… Oj tam! Czepiasz się! Chociaż spróbuj. Chcę zobaczyć twoją spontaniczną reakcję.

Pochwyciłam naczynie i przybliżyłam do swoich ust. Jednak zanim upiłam pierwszy łyk, spojrzałam jeszcze raz na chłopaka spode łba.

- Przyrzekasz, że nie chcesz mnie otruć?

- Nigdy by mi to przez myśl nie przemknęło! Pij!

Spróbowałam i zaraz tego pożałowałam wypluwając napój przed siebie z wykręconą na wszystkie strony buzią.

- Coś ty tu kurwa napakował?! To smakuje jak gówno nosorożca!

- Jadłaś kiedyś? – Zaciekawił się, śmiejąc się histerycznie, za co chciałam mu przywalić z całej siły.

- Nie, ale to pierwsze co mi przyszło do głowy, po tym jak już nie raz mi mówiłeś co wrzucasz do tych swoich mikstur!

- No cóż… Byłaś blisko… – Oznajmił cicho odbierając ode mnie kubek.

- To znaczy? – Spytałam przeczuwając, że odpowiedź mnie nie zadowoli.

- Trafiłaś z nosorożcem… To był wywar z jego jąder…

Poczułam jak do mojego gardła podchodzi żółć. Chwyciłam Namjoon’a szybko za koszulę i potrząsnęłam nim kilka razy.

- Gdzie jest kibel?! – Wrzasnęłam opanowując odruch wymiotny.

- Spoko, Yoona. Ja żartowałem! To wywar z kwiatów, pokrzywy i innych chwastów.

- Nie okłamujesz mnie?!

- Nie. Ale gdybyś widziała swoją minę…

- Wolałbyś nie widzieć swojej, gdy pewnego dnia wymierzę ci porządnego kopa w twoje własne jądra!

Namjoon jeszcze chwile się ze mnie śmiał, a ja opanowałam swój żołądek.

- A tak w ogóle to co cię do mnie sprowadza? – Zaciekawił się, gdy już zdążył opanować swój zaciesz.

Usiadłam koło niego na krześle i westchnęłam ciężko opierając się na stoliku łokciami.

- Czy można kogoś wskrzesić?

- Jednemu facetowi się to udało… – Odpowiedział od razu.

- Naprawdę?! Komu?!

- Jezusowi. Chcesz do niego numer?

- Bardzo śmieszne Namjoon. – Rzekłam posyłając mu gniewne spojrzenie. – Ja pytam poważnie.

- A ja poważnie odpowiadam. Co ty znowu kombinujesz?! Możesz się porozumiewać z duchem. Chcesz jeszcze go wskrzesić?! Po kiego grzyba?! Nie masz przyjaciół, czy jak?!

- Ty nic nie rozumiesz. On jest dla mnie kimś ważnym…

- Ważny, czy nie, to nie ma znaczenia. On… już… nie… żyje! I wbij to sobie do tej pięknej główki! Co się stało, to się nie odstanie.

- Błagam Namjoon… Pomóż mi… – Powiedziałam błagalnym tonem i zrobiłam słodkie oczka.

- Dlaczego miałbym to dla ciebie uczynić?

- Czyli twierdzisz, że to możliwe?

- Nie łap mnie za słówka!

- Zrozum… On mi nie zrobi krzywdy… Umiem go poskromić.

- Wszyscy tak mówią! Manipuluje tobą, aby wrócić do świata żywych!

- Wcale nie! To mój pomysł, nie jego…

Namjoon przestał mieszać składniki i głęboko westchnął załamując ręce, po czym spojrzał mi się prosto w oczy, chwytając moje ramiona w dłonie.

- Tu już nie chodzi o niebezpieczeństwo ze strony ducha, tylko o równowagę między światem żywych, a umarłych. I tak już dużo zaryzykowałem pomagając ci w nawiązaniu kontaktu ze zmarłym. Nie chcę mieć przez to większych kłopotów.

- Nie będziesz miał. Powiedz mi tylko co mam robić i daj odpowiednie przybory, a sama odprawię rytuał.

- Ehh… Jesteś uparta jak osioł… – Chłopak odwrócił się na pięcie i wrócił do pracy. – Przede wszystkim, potrzebne są zwłoki zmarłego. Albo chociaż jego kości, czy popiół. Bez tego, nic nie pójdzie. Masz którąkolwiek z tych postaci?

- Tak.

Oczywiście, w połowie mówiłam prawdę. Taehyung zdradził mi gdzie się znajdują jego zwłoki, ale nie miałam klucza od drzwi prowadzących do jego grobu. Namjoon przygotował i podarował mi wszystkie potrzebne rzeczy do odprawienia rytuału, oraz formułkę. Wręczając mi je, spojrzał prosto w moje oczy.

- Pamiętaj… Życie za życie. – Oznajmił poważnym głosem, a ja jedynie przytaknęłam. Nie przejęłam się tymi słowami.

***

Zaraz po powrocie do domu, zeszłam do podziemi. Próbowałam wszystkimi sposobami otworzyć ogromne drzwi. Ani walenie w nie ciężkimi przedmiotami, ani łom, ani nawet spinka do włosów nie zdały egzaminu. Osunęłam się zrezygnowana na zimną posadzkę i chciałam zacząć płakać. W tej samej chwili, usłyszałam dzwonek do drzwi. Rzuciłam się biegiem na górę. Okazało się, że był to listonosz.

- Nie ma nadawcy? – Spytałam go wypełniając pokwitowanie.

- Nie ma niestety. – Odpowiedział i ruszył w dalszą drogę.

Zdziwiona, otworzyłam kopertę i wysunęłam niewielką kartkę z jej wnętrza. Był to krótki fragment jakiegoś dzieła literackiego.

Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak blizki,
Słowik to, a nie skowronek się zrywa
I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje.
Co noc on śpiewa owdzie na gałązce
Granatu: wierzaj mi, że to był słowik.

Był to fragment ,, Romea i Julii „. Ale po co ktoś miałby mi to przesyłać? I co chciał tym osiągnąć? Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tajemniczym listem siadając na schodach. Dlaczego nadawca nie ujawnił ani swojego nazwiska, ani adresu? Czy to miał być jakiś tajemniczy list miłosny? Ale po co ktoś miałby przysyłać fragment dramatu, zamiast własnych słów? Nie. To nie był list miłosny. To była wskazówka. Tylko do czego? A może to nie przypadek, że właśnie dzisiaj go dostałam? I tak minęła kolejna minuta moich rozmyślań, aż w końcu zrozumiałam o co chodziło.

- Tylko dwie osoby wiedzą, że to mój ulubiony dramat…

***

- Seokjin! Pożycz samochód! – Zawołałam z podwórka mojego przyjaciela radośnie witając się jednocześnie z Lucky’im.

- A poproszę? – Odparł robiąc dość przerażoną minę.

- Poproszę. Sorry, ale nie mam czasu. Muszę coś pilnie załatwić. – Wyjaśniłam szybko niecierpliwiąc się.

- Ok, masz tu kluczyki. – Wręczył mi je, a ja pospiesznie wsiadłam do jego auta. – A mogę wiedzieć dokąd się tak spieszyć? – Spytał opierając się o ramę uchylonego okna po stronie kierowcy.

- Do mojego rodzinnego domu. Spoko, oddam ci później za benzynę.

- Bardziej się przejmuję tym, czy będziesz w stanie zapanować nad tym pojazdem. Raczej nigdy nie kierowałaś taką starą bryką.

- Poradzę sobie. Muszę już jechać, ale później ci wszystko wyjaśnię.

 ***

Nawet nie poświęciłam chwili, aby przywitać się ze służbą. Rzuciłam wszystkim krótkie cześć i popędziłam na górę do naszej biblioteki. Tam, odnalazłam stare wydanie ,, Romea i Julii ” w twardej okładce. Przewracając strony, z wnętrza wypadła koperta. Podniosłam ją z podłogi i przeczytałam zawartość.

Kochana Córeczko,

Jeśli czytasz ten list, nas już zapewne nie ma na tym świecie. Musieliśmy się zabezpieczyć w razie jakiegoś nieszczęścia. To, co mamy ci do przekazania w tym liście zaplanowaliśmy już kilka lat temu.

Zapewne jesteś już w posiadaniu zamku w Worcesterze. Zastanawia cię fakt, dlaczego trzymaliśmy go w tajemnicy przed Tobą i Jimin’em. Chcieliśmy abyś go dostała, kiedy będziesz już wystarczająco dojrzała. Abyś sama odkryła jego tajemnicę bez naszej pomocy. Jesteś niezwykle mądra. Umiesz racjonalnie myśleć, dlatego mamy do ciebie pełne zaufanie i wierzymy, że postąpisz zgodnie ze swoim własnym sumieniem.

Wschodnia ściana naszej biblioteki posiada niewielkich wymiarów, gołą ścianę pomiędzy dwoma regałami. Tak naprawdę, są to ukryte drzwi. Rozpracowanie ich otwarcia zostawiamy Tobie, ponieważ doskonale wiemy, że sobie z tym poradzisz. Za nimi, odkryjesz małą skrzyneczkę, w której znajdziesz obiekt, którego obecnie szukasz. Zrobisz z tym to, co uznasz za stosowne. Powodzenia.

Na koniec, chcieliśmy dodać, że zawsze będziemy kochać Ciebie i Jimin’a równie mocno. Opiekuj się bratem. Pomimo faktu, iż jest on starszy od Ciebie, to Ty jesteś dojrzalsza. Mamy nadzieję, że dobrze się wam układa w życiu i jesteście szczęśliwi.

Kochający Mama i Tata

Znowu zaczęłam płakać. (Chyba w przeciągu dwóch dni, wypłaczę wszystkie łzy). Ogarnęło mnie szczęście, które mieszało się ze smutkiem. Możliwość przeczytania wiadomości od rodziców, po ich śmierci była czymś niezwykłym. Jednakże, jej treść dała mi wiele do myślenia. Wynikało z niej, że musieli wiedzieć o Taehyung’u, skoro wspomnieli o tajemnicy zamku. Do tego fakt, że napisali list dużo wcześniej był dość przerażający. Sformułowali go w taki sposób, jakby wiedzieli, że nadchodzi coś niedobrego. Czyżby przewidywali datę swojej śmierci? Czy ich wypadek był do przewidzenia? Coś mi tu śmierdziało i postanowiłam dowiedzieć się prawdy. Najpierw jednak, musiałam doprowadzić sprawę Taehyung’a do końca.

Podeszłam do wspomnianej przez rodziców ściany i zaczęłam przejeżdżać dłonią po tapecie. Udało mi się wyczuć przerwy, które tworzyły sporych rozmiarów prostokąt. Pochwyciłam z biurka nóż do otwierania listów i przejechałam po wyczutych krawędziach, aby potem zerwać z wypełnienia tapetę.

Teraz trzeba było rozkminić, jak otworzyć ukryte drzwi. Odsunęłam się od nich na drugi koniec biblioteki, aby objąć wzrokiem całą ścianę. Od razu rzuciły mi się w oczy dwie lampy, umieszczone na jej krańcach. Podeszłam do jednej z nich i pociągnęłam za jej rękojeść w dół, co wywołało cichy dźwięk. Potem, zrobiłam to samo z drugą i usłyszałam dźwięk otwierającego się zamka. Odchyliłam na oścież ukryte drzwi. Po drugiej stronie panowała ciemność, dlatego wzięłam z szuflady biurka starą latarkę ojca. Musiałam pokonać kamienne schody prowadzące na dół. Wszędzie było pełno kurzu i pajęczyn. Nic dziwnego. Nikt, oprócz moich rodziców nie wiedział, że to pomieszczenie znajduje się w naszej posiadłości. Dotarłam w końcu do zgromadzonych w jednym miejscu, ogromnych skrzyń. Jednak, moją uwagę przykuła najmniejsza z nich. Była rozmiarów pudełka od pozytywki. Otworzyłam ją i znalazłam to, czego dzisiaj z zapartym tchem szukałam… klucz.

 ***

Oczywiście, po odstawieniu auta, podziękowaniu i rozliczeniu się z Seokjin’em, popędziłam ile sił w nogach, do mojego zamku. Zdenerwowana i podekscytowana jednocześnie, udałam się prosto do podziemi, gdzie podeszłam do owych, tajemnych drzwi. Modląc się, aby znaleziony przeze mnie klucz pasował do tego zamka, przekręciłam go w prawą stronę i… drzwi się otworzyły. Usłyszałam, jak otwierają się po kolei zasuwy, które, jak się domyśliłam, musiały się znajdować na całej powierzchni wrót. Ostrożnie, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, świecąc na wszystkie strony latarką. Powitała mnie gromada szczurów i trumna na samym środku pomieszczenia. Przetarłam ją dłonią z kurzu, ale nie znalazłam żadnego podpisu. Bez tego, doskonale wiedziałam, że znajdowały się w niej zwłoki Taehyung’a, który właśnie mnie powitał w progu.

- Jakim cudem udało ci się je otworzyć?! – Spytał zaskoczony.

- Masz na myśli drzwi? Znalazłam od nich klucz. – Odpowiedziałam na luzie wzruszając ramionami.

- Gdzie?!

- To długa historia. Potem ci opowiem. – Machnęłam ręką i wzięłam się za wypakowywanie rzeczy, które dostałam od Namjoon’a na posadzkę. – Teraz… Przygotuj się na ostrą jazdę. – Dodałam puszczając do niego oczko.

- Co masz na myśli? – Spytał nadal zdziwiony, nieprędko podchodząc do mnie.

- Błagam cię Tae… Nadal się nie domyślasz co zamierzam zrobić?

- Jakoś nie.

- Mam zamiar cię wskrzesić.

- Że co?! To w ogóle możliwe?!

- Mam nadzieję, że tak. O ile Namjoon mnie nie okłamał…

Taehyung znalazł się parę centymetrów ode mnie i spojrzał mi prosto w oczy.

- Na pewno tego chcesz? – To pytanie postawił mi spoglądając prosto w moje oczy.

- Niczego tak bardzo nie pragnę, jak być z tobą. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wzięłam się za czytanie instrukcji.

Zgodnie z nią, musiałam polać zwłoki odpowiednimi olejkami, co znaczyło, że muszę otworzyć wieko trumny. Siłowałam się z zamkiem dobre dziesięć minut, ale w końcu udało mi się je rozpracować łomem. Mając na ustach maskę z materiału i tak nie mogłam powstrzymać obrzydliwego fetoru dostającego się z wnętrza i co chwila musiałam opanowywać swój odruch wymiotny, który był jeszcze trudniejszy do powstrzymania, po wypiciu kolejnej, genialnej w smaku mikstury Namjoon’a. Znowu zaczęłam czytać zaklęcie po łacinie, a Taehyung przyglądał się wszystkiemu w milczeniu nie wiedząc jak ma się zachować. Po kilku zdaniach, zdążyłam zauważyć, że postać Tae blaknie, a mnie zaczęła boleć głowa. Włożyłam mnóstwo wysiłku w przeczytanie na głos do końca tekstu. Gdy mi się to udało, nie widziałam już chłopaka naprzeciwko mnie, a kompletną ciemność…

 ***

- Yoona… Wiem, że mnie słyszysz… Otwórz oczy…

- Taehyung? – Spytałam z trudem przez zamknięte oczy.

- Tak, to ja.

- Co się stało?

- Zemdlałaś. Spałaś trzy dni.

- Jak to?

- Namjoon napisał w instrukcji, że ten rytuał wykorzystuje duże pokłady energii osoby, która go odprawia. Dlatego twój organizm potrzebował snu.

- Aha… Taehyung? Ktoś mnie trzyma za rękę. Kto tu jeszcze jest?

- Tylko ja tu jestem.

- Co?

Otworzenie oczu wymagało ode mnie ogromnego wysiłku, ale w końcu mi się udało. Po chwili, ujrzałam roześmianą twarz Tae, a następnie sprowadziłam swój wzrok na moją rękę, którą obejmowała… dłoń Taehyung’a. Czułam na niej ciepło. Jego ciepło. I na dodatek go widziałam, siedzącego parę centymetrów ode mnie! Powoli zaczynałam rozumieć, co się stało, ale musiałam mieć pewność. Podniosłam się na łokciach i dotknęłam lewą dłonią jego klatki piersiowej, z której wnętrza, dobywało się bicie serca.

- Taehyung… Ty żyjesz!

- Raczej nie inaczej. – Odpowiedział z pogodnym uśmiechem na ustach.

NOTKA OD AUTORKI:

A na koniec, jeden z moich najulubieńszych crack’ów z kochanym BTS;)


https://www.youtube.com/watch?v=p_DZNe5Oh5U